Stopklatki z okrucieństwa

Stopklatki z okrucieństwa

Aktywiści alarmują: w ubojniach łamane są przepisy w zakresie humanitarnego traktowania zwierząt

Fundacja Viva! w ramach kampanii Stopklatka opublikowała wyniki kilkumiesięcznego śledztwa w Zakładach Mięsnych Pamso w podłódzkich Pabianicach. Na terenie należącym do firmy, szczycącej się ponadstuletnią tradycją oraz licznymi nagrodami za spełnianie najwyższych standardów, doszło do wielu nieprawidłowości. Obywatelscy śledczy podczas kilkunastu wyjazdów nagrywali z ukrycia rozładunek świń z ciężarówek. Zarejestrowali przypadki nadużywania poganiaczy elektrycznych, dźgania i bicia metalowym prętem, rażenia prądem po głowach i w okolicach oczu, kopania… Łącznie ponad pięć godzin materiału wideo trafiło już do prokuratury rejonowej wraz z zawiadomieniem o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Po upublicznieniu nagrań firma odsunęła od kontaktu ze zwierzętami osoby, które prawdopodobnie uwieczniono na filmach, a także zadeklarowała działania naprawcze (patrz ramka), m.in. zrezygnowała ze stosowania poganiaczy elektrycznych i zaproponowała fundacji wspólne przygotowanie ulepszonych procedur wewnętrznych. Pamso zwraca uwagę, że nieprawidłowości dotyczyły jedynie pięciu spośród 284 dostaw (przy czym Viva! kwestionuje tę statystykę), i zapewnia, że „dokłada wszelkich starań, by zwierzęta, dzięki którym mamy pożywienie, były traktowane właściwie”. Jednak w opinii Łukasza Musiała, koordynatora Stopklatki, nie może być mowy o wyłącznej winie szeregowych pracowników spółki i jej podwykonawcy, gdyż zaobserwowane akty barbarzyństwa były ewidentne i powtarzały się, a mimo to nikt nie zareagował. – Przykładowo na terenie ubojni był używany do rozładunku zwierząt niedozwolony długi, metalowy pręt. Nie dało się tego nie zauważyć. Według mnie miało miejsce przyzwolenie na tego typu praktyki, a także całkowity brak kontroli – przekonuje aktywista. Podkreśla, że zasady postępowania wobec zwierząt rzeźnych są ściśle określone w polskich i unijnych przepisach.

Również pełnomocniczka fundacji Katarzyna Topczewska sądzi, że firma jest co najmniej współwinna ujawnionych patologii. – Aktywiści bez wchodzenia na teren zakładu byli w stanie w kilka dni zdobyć dowody znęcania się nad zwierzętami, a jego kierownictwo nic nie widziało? Nie weryfikowano, jak pracuje personel? Oczywiście nie będę wyrokować, jakie będą ustalenia prokuratury, ale ze zdziwieniem przyjmuję tłumaczenia osób nadzorujących funkcjonowanie ubojni, że o niczym nie miały pojęcia – komentuje adwokatka.

Rzeźnia numer pięć

Niestety, sporo wskazuje, że podstawowe prawa zwierząt gospodarskich są w Polsce łamane na masową skalę. Do tej pory Viva! skontrolowała pięć losowo wybranych ubojni i w każdej natrafiła na podobne nieprawidłowości. Mecenas Topczewska zaznacza, że aktywiści ograniczają się do obserwacji zza ogrodzeń, w związku z czym są w stanie uzyskać wgląd jedynie w wycinek pracy poszczególnych zakładów. – Możemy sobie tylko wyobrażać, co się dzieje w budynkach, w których zwierzęta są zabijane – mówi.

Jej zdaniem przyczyną nadużyć jest brak właściwego nadzoru kierownictwa nad pracownikami i zatrudnianie osób nieprzeszkolonych lub niewykazujących żadnej empatii. – To bardzo dobrze widać na naszych filmach. Pokazują one zadawanie bezsensownego bólu zwierzętom, a przecież ich rozładunek można przeprowadzić tak, żeby nie zadawać dodatkowego cierpienia. Nagrane osoby wykazują się brakiem elementarnej wiedzy, a momentami mam wrażenie, że specjalnie wyładowują na świniach swoje frustracje – ocenia prawniczka.

Kolejnym problemem jest według niej niewłaściwy nadzór inspekcji weterynaryjnej nad tego rodzaju obiektami: – Znam przypadki, gdy inspektorzy z powiatowych inspektoratów weterynarii na własne oczy widzieli okrutne zachowania podczas rozładunku – i nie reagowali. W toku jest sprawa o niedopełnienie przez urzędowych lekarzy weterynarii obowiązków funkcjonariusza publicznego w związku ze znęcaniem się nad zwierzętami.

Łukasz Musiał uważa, że praźródłem wszystkich patologii jest dominujące podejście do gatunków zabijanych dla mięsa, którym często odbiera się podmiotowość. – Sam proces chowu, np. trzymanie w ciasnych klatkach, pokazuje, że nie bierze się pod uwagę potrzeb zwierząt. Ponieważ w wielu przypadkach lekarze weterynarii ani inspekcja weterynaryjna nie zapobiegają nadużyciom wynikającym z przedmiotowego traktowania, potrzebujemy m.in. obowiązkowego monitoringu w ubojniach, do którego będą miały dostęp również organizacje pożytku publicznego – dowodzi.

Bezduszni i bezkarni

Czy w obecnych realiach prawnych sprawcy okrucieństw wobec zwierząt mogą spać spokojnie? Niestety, raczej tak. Konsekwencje, które ponoszą, przeważnie nie spełniają funkcji wychowawczej – ani roli prewencyjnej wobec społeczeństwa. Sadyści najczęściej wychodzą z sądu z karą pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania. Dopóki nie popełnią kolejnego przestępstwa, dotkliwość takiego wyroku jest niewielka. Poza tym sądy w bardzo ograniczonym zakresie wykorzystują dodatkowe możliwości, jakie daje im ustawa o ochronie zwierząt. – Zasądzane mogą być nawiązki do 100 tys. zł, ale w praktyce oscylują one w okolicach 5 tys. Nawiązki większe niż 20 tys. zł zdarzają się sporadycznie, a uważam, że powinny być jak najwyższe, by potęgować dokuczliwość kary – tłumaczy Katarzyna Topczewska.

Wobec osoby, która dopuszcza się przestępstwa podczas pracy ze zwierzętami, może ponadto zostać orzeczony zakaz wykonywania zawodów związanych z zajmowaniem się nimi. Sądy jednak robią to rzadko, czasami uzasadniając, że taki szlaban byłby dla sprawcy zbyt dolegliwy, bo pozbawiłby go możliwości zarobkowania. – To trochę tak, jakby zrezygnować z zakazu pracy z dziećmi dla nauczyciela skazanego za bicie uczniów, bo przecież musi z czegoś żyć. Takie myślenie świadczy o tym, że prawa zwierząt wciąż są bagatelizowane – argumentuje prawniczka.

Mimo wszystko jest światełko w tunelu. O ile do niedawna prokuratorzy umarzali postępowania dotyczące brutalności wobec zwierząt gospodarskich, o tyle obecnie coraz więcej takich spraw trafia na wokandę. Pewne nadzieje na przełom budzi wyrok w odniesieniu do nadużyć popełnionych podczas rozładunku świń w Witkowie. Pierwszy raz w historii okrucieństwo tego rodzaju zostało ukarane bezwzględnym pozbawieniem wolności.

Po pierwsze, nie zjadaj

Viva! nie ustaje w wysiłkach na rzecz poprawy losu istot, „dzięki którym mamy pożywienie”. Zbiera fundusze na kolejne działania śledcze, a także podpisy pod internetową petycją do resortu rolnictwa w sprawie monitoringu w ubojniach (można ją znaleźć na stronie stopklatka.org). Jednocześnie aktywiści podkreślają, że jedynym naprawdę skutecznym sposobem ochrony zwierząt przed cierpieniem jest rezygnacja z mięsa i nabiału. – W ramach kampanii Zostań Wege (www.zostanwege.pl) udostępniamy darmowy newsletter i aplikację na telefon, pomagające w przejściu na dietę roślinną. Zachęcamy każdego do spróbowania – mówi Musiał.


Reakcja Pamso na upublicznienie wyników obywatelskiego śledztwa

  • całkowita rezygnacja z elektrycznych poganiaczy, mimo że prawo dopuszcza ich stosowanie;
  • zwiększenie nadzoru nad dostawami: na rampie oprócz przeszkolonego pracownika zawsze musi być obecny specjalista ds. skupu, odpowiedzialny za monitorowanie pracy dostawców i pracowników własnych firmy;
  • zmniejszenie liczby zwierząt w każdym transporcie;
  • zwiększenie liczby kamer, co pozwoliło wypełnić tzw. martwe pole – obszar nieobjęty monitoringiem, zidentyfikowany dzięki nagraniom aktywistów;
  • zawieszenie współpracy z dostawcą, którego personel dopuścił się nieprawidłowości, oraz rozpoczęcie postępowania wyjaśniającego;
  • odsunięcie od kontaktu ze zwierzętami pracowników, którzy prawdopodobnie są widoczni na nagraniach Vivy!;
  • przeprowadzenie wśród kadry mającej kontakt z żywymi zwierzętami szkolenia przypominającego z zakresu ich dobrostanu;
  • zaproszenie do współtworzenia nowych szkoleń m.in. przedstawicieli organizacji pozarządowych.

Fot. Fundacja Viva!

Wydanie: 28/2021

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy