Strach ma skośne oczy

Chińczycy kroją na potęgę. Nowe mundury. W ciągu trzech lat największa armia na świecie wskoczy w nowe uniformy. Amerykanie nie boją się jeszcze chińskiej armii, bać naprawdę zaczynają się chińskich pieniędzy.
Chiny mają największe na świecie rezerwy walutowe, ponad 1,2 biliona dolarów amerykańskich. Codziennie rosną one o prawie kolejny miliard. W 75% ulokowane są w amerykańskich obligacjach państwowych. Dają one pewny, ale niewielki zysk. Rozwijającym się od 30 lat, przy prawie 10-procentowym rocznym wzroście gospodarczym, Chinom taka kotwica już nie wystarcza. W maju prezes banku centralnego Zhou Xiaichuan zapowiedział ograniczenie dalszych zakupów obligacji i przejście do aktywnej gry na rynkach finansowych. Na początek Chiny zamierzają przeznaczyć na ten cel 400 mld dol. Jeśli zyski będą zachęcające, to Chińczycy mogą wyprzedawać obligacje USA. To czarny sen światowych finansistów. Już sama groźba takiej operacji wywołuje nocne pocenie.
Gdy w lutym na giełdzie w Szang-haju odnotowano spadki, od razu lawinowo spadło na wszystkich giełdach świata, także warszawskiej. “Chiny kichnęły, świat zachorował” – agencje powtarzały celny bon mot. Szanghajska giełda szybko odbiła w górę. Hossa trwa pomimo podwyżek stóp procentowych, trzykrotnej podwyżki podatku od transakcji giełdowych. Jest z czego brać, bo chińskie gospodarstwa domowe mają oszczędności równe 2 bilionom dolarów. Gra na giełdzie modna jest nie tylko wśród 300 tys. tamtejszych milionerów, ale też milionów emerytów, urzędników, drobnych ciułaczy. Korekta czy następne tąpnięcie szanghajskiej giełdy straszy światowych akcjonariuszy.
Stany Zjednoczone do tej pory w największym stopniu zatruły naszą planetę, szkodząc środowisku. USA nie ratyfikowały protokołu z Kioto o ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych, chociaż amerykańska opinia publiczna jest bardzo wrażliwa na globalne ocieplenie klimatu. Najenergiczniej z emisją gazów walczą państwa Unii Europejskiej, nakładając na siebie ograniczenia. Tyle że Unia to jedynie 14% światowej emisji. W tym roku Chiny ogłosiły, że nie zamierzają poświęcać swego wzrostu gospodarczego na rzecz zmniejszania wytwarzanych przez przemysł gazów i ochrony środowiska. Płacą za to ogromną cenę. Prawie połowa wielkich miast w Chinach nie ma oczyszczalni ścieków, jedna czwarta mieszkańców Państwa Środka korzysta z wody nieodpowiadającej europejskim normom czystości. Jednocześnie Unia Europejska, USA przenoszą na teren Chin wymagające siły roboczej przedsiębiorstwa, emitujące zanieczyszczenia. Są odbiorcami produktów “Największej Fabryki Świata”. Czy jest sens gromko walczyć z emisją gazów w UE, stymulując jednocześnie ich powstawanie w Chinach? 8 mld ton gazów rocznie emitowanych tam może budzić strach, nie tylko ekologów.
Pokazywano go wielokrotnie w telewizyjnych wiadomościach, w internecie. Zabiedzony, przygnębiony, w za dużym garniturze. Zheng Xiaoyu był szefem Urzędu ds. Żywności i Leków. Decydował o dopuszczeniu ich do sprzedaży, eksportu. Za “prowizje” na rynki chińskie, amerykańskie i europejskie trafiły toksyczne pasty do zębów, karmy dla zwierząt, zabawki. Wadliwe opony do ciężarówek. Śmierć Zhenga była pokazowa, na zasadzie starego przysłowia: “Trzeba zabić koguta, żeby przestraszyć małpy”. Ale bardziej niż łapownicy przestraszyli się światowi konsumenci. W USA Chiny są drugim dostawcą części samochodowych. W Polsce wychowujemy się w chińskich becikach, żyjemy w chińskich ciuchach, nawet nagrobki są sprowadzane stamtąd. Jesteśmy uzależnieni od chińszczyzny.
Laureat Nagrody Nobla, Joseph E. Stiglitz, straszy nową strategią Państwa Środka. Zamiast przerabiania surowców na proste, konsumpcyjne produkty Chińczycy stawiają na innowacyjne technologie. Wykradzione, wymyślone, przetworzone. Od lat inwestują w edukację, stypendia zagraniczne. Za naście lat zmienią się w potęgę hightechu. I tego nieradząca sobie ze strategią lizbońską UE powinna się naprawdę bać.
Tak jak wszyscy patrioci sportu boję się, że na olimpiadzie w Pekinie Chińczycy zdobędą wszystkie złote medale.

Wydanie: 30/2007

Kategorie: Blog

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy