Światowy lęk wysokości

Światowy lęk wysokości

Czy ruiny Twin Towers pogrzebią również dziesiątki linii lotniczych?

Amerykanie wsiadają do samolotu jak my do autobusu. Na trasach wewnętrznych bilet sprawdza niekiedy tylko elektroniczny automat, jak w metrze. Tak było do 11 września. Teraz lotniska w USA zamieniono w fortece z potrójnym systemem kontroli pasażerów i bagaży, jaki od dawna obowiązuje na lotnisku Ben Guriona pod Tel Awiwem.
„Obawiam się, że przez długi czas nie będzie już tak miło, jak dotąd”, mówi David Nelson, ekspert finansowy nowojorskiego banku Credit Suisse First Boston, jeden z tysięcy tzw. frequent flyers, czyli osób często podróżujących samolotem. Przed atakiem korzystał z samolotów przeciętnie 90 razy w roku. Jak inni jego koledzy latał w interesach i na weekendy. „Po tragedii ogarnął mnie tak silny lęk przed wejściem do samolotu, że nie jestem w stanie się przemóc”, wyznaje Nelson.

Narodowy problem USA

Lęk przed podróżami powietrznymi stał się dla Amerykanów problemem narodowym: codziennie prawie tysiąc samolotów pozostaje na lotniskach z braku pasażerów. W ciągu pierwszych trzech tygodni po 11 września sprzedano w USA o 35% mniej pakietów turystycznych i last minute.
Z najnowszego sondażu CBS wynika, że tylko 15% mieszkańców USA czuje się pewnie w samolocie. Najświeższe badania socjologiczne wskazują na to, że lęk przed podróżami lotniczymi i w ogóle przed ruszaniem się z domu wynika w znacznej mierze z niechęci do rozstawania się choćby na krótki czas z najbliższymi w okresach wielkich zagrożeń, takich jak klęski żywiołowe lub wojny.
Jakby nie dość było nieszczęść, w ostatnich dniach doszło do dwóch wielkich katastrof spowodowanych – jeśli porównać to z aktami terroru – niemal „rutynowymi” przyczynami. Jeśli za takie uznać niedziałający radar na olbrzymim lotnisku w Mediolanie – przyczynę katastrofy samolotu SAS – i ukraińską zabłąkaną rakietę SS-200, która prawdopodobnie zestrzeliła Tu-154 u wybrzeży Krymu.
Strach przed lataniem ma swe natychmiastowe skutki ekonomiczne. Biuro sprawozdawczości ogólnej (GAO) Kongresu USA przewiduje, że straty amerykańskich przewoźników powietrznych spowodowane atakiem na Stany wyniosą od 6,5 do 10,5 mld dol.

Pusto w pierwszej klasie

Europejczycy też obawiają się latać do Stanów Zjednoczonych. W legendarnym nowojorskim Waldorf Astoria ceny pokojów obniżono z 549 do 299 dol. za dobę, ale hotel stoi pusty. Niemcy odwołali 25% rejsów do USA. We Francji tylko w pierwszym tygodniu po atakach z 11 września rezerwacje na loty do Stanów odwołało 11 tys. osób. Włosi i Francuzi zlikwidowali wiele połączeń dalekiego zasięgu – m.in. do Rio, Pekinu, Hongkongu. Amerykańskie TWA -linię do Kairu. Do Izraela zza Oceanu nie lata już prawie nikt.
Dla wielkich linii skutki są szczególnie dramatyczne, ponieważ większość towarzystw lotniczych opierała opłacalność rejsów transatlantyckich na sprzedaży biletów first class, w której koszt przelotu wynosi 7 tys. dol. i bussines class – 2 tys. dol. Klasa ekonomiczna – 70 miejsc w jumbo jecie – była tylko dodatkiem. Teraz jumbo przestają być opłacalne.
„Na szczęście to tylko w niewielkim stopniu dotyczy naszego towarzystwa, w którym przewozy w klasie ekonomicznej stanowią 93%”, mówi rzecznik LOT, Leszek Chorzewski. „Zagraniczne linie nie będą już mogły opierać się na klasie biznes, na najdroższym produkcie, ponieważ w czasach kryzysu światowego jest mniej podróży w interesach, a ponadto ci, którzy mają najwięcej do stracenia, bywają najostrożniejsi”. Według danych British Airways przewozy w wyższych klasach zmalały we wrześniu o 32,2%, podczas gdy w klasie ekonomicznej zaledwie o 20%. Jedynie doraźne gwarancje rządowe pozwoliły Swiss Air na wznowienie lotów, ale kompanii tej, będącej właścicielem 37,6% akcji LOT, grozi bankructwo. Nie musi ono jednak spowodować krachu polskiego przewoźnika, który jak większość towarzystw lotniczych w Europie uzyskał czasowo gwarancje rządu i będzie szukał nowego strategicznego partnera w jakimś wielkim aliansie.
Wielu jest w gorszej sytuacji. Sabena traci milion euro dziennie. Samoloty odlatują puste nawet do „bezpiecznej” Japonii. Psychoza odbija się również na liniach żeglugowych. Armatorzy znad Morza Śródziemnego rwą włosy z głowy: co trzeci pasażer odwołuje rezerwację.

Ilu jeszcze skazanych?

Dwiema pierwszymi ofiarami strachu przed lataniem, jaki ogarnął ludzi w większości krajów świata, są amerykańskie Midway Airlines i Ansett Australia, które przestały istnieć w ciągu tygodnia od zamachów terrorystycznych. Midway, wyspecjalizowane w tanich przewozach na liniach wewnętrznych, zwolniły cały personel – 1,7 tys. pracowników, Ansett – 16 tys. ludzi. Dyrekcja Boeinga przewiduje, że mimo dotacji i gwarancji rządowych dla towarzystw zagrożonych plajtą, w ciągu najbliższych dwóch miesięcy może zbankrutować wielu małych i wielkich przewoźników.
„Liczba towarzystw lotniczych w Europie musi ulec redukcji”, powiedział Alfredo Roma, prezes ECAC – europejskiego stowarzyszenia lotnictwa cywilnego. A jeszcze przed miesiącem ECAC przewidywało pięcioprocentowy wzrost dochodów europejskich towarzystw lotniczych!
Prezes Roma – stanowczo zbyt pesymistycznie nastawiony, zdaniem rzecznika LOT – zapowiada, że z 22 wielkich towarzystw lotniczych w Europie ostanie się najwyżej osiem, zaś z 50 towarzystw regionalnych utrzyma się ze 20. Dane te nie obejmują, ok. 200 przewoźników, którzy pojawili się na terenie Rosji po rozpadzie ZSRR.
Wobec złej koniunktury spowodowanej stagnacją gospodarczą w USA wszystkie linie lotnicze już od ub.r. przygotowywały cięcia. Teraz będą one nieporównanie większe. British Airways zwalniają 7,2 tys. pracowników. Przychody BA do końca roku mogą zmniejszyć się nawet o jedną trzecią. Plany wprowadzenia do eksploatacji 45 nowych samolotów ulegają odłożeniu. Włoska Alitalia nie tylko redukuje o 11% swój personel liczący 24 tys. osób. Oszczędza teraz nawet na gazetach. Od 1 października pasażerowie na jej liniach dostają bardzo mało egzemplarzy dzienników i czasopism, nie ma już „szklaneczki na powitanie” podczas przelotów średniej długości oraz ciasteczek na krótkich liniach krajowych.
Oszczędności pójdą na wyszukane środki bezpieczeństwa, jakie – w znacznej mierze w oparciu o doświadczenia izraelskich linii El Al – wprowadzają pospiesznie Amerykanie i, znacznie spokojniej, Europejczycy.
Linie liczą się z jeszcze większym zagrożeniem. Z ich planów ujawnia się to, co może służyć przywróceniu zaufania potencjalnych pasażerów: zaostrzenie kontroli na lotniskach, zakaz przewożenia wszelkiego typu nożyczek i scyzoryków, staranne sprawdzanie personaliów pasażerów w bankach danych.

Współpasażer szeryf

Niewielu pasażerów wie, że wkrótce będą podróżować pod okiem ukrytych w suficie samolotu kamer telewizyjnych, tak aby załoga mogła śledzić zachowanie każdego z osobna, będąc w stałej łączności z uzbrojonym agentem lub agentami ochrony udającymi zwykłych pasażerów.
Porywacz z nożem przyłożonym do szyi stewardessy ciągnie ją w stronę kabiny pilotów. „Niech nikt nie drgnie!”, wrzeszczy napastnik. Z foteli w tyle samolotu podnoszą się dwaj mężczyźni po cywilnemu z wielkimi pistoletami Magnum. „Bang, bang” i terrorysta pada zabity. Pokrzepiająca scena, w różnych wersjach, powtarza się dziesiątki razy. Po każdej, zawsze udanej interwencji, pierwszy pilot uspokaja pasażerów: „Wszystko jest w porządku, prosimy państwa o pozostanie na miejscach”. To agenci ochrony pokładowej ćwiczą we wnętrzu starego lockheeda w ośrodku szkolenia Federalnej Administracji Lotniczej (FAA) w Waszyngtonie. Gdy amerykańskie linie lotnicze zwalniają 100 tys. zatrudnionych, szansę otrzymania pracy mają jedynie kandydaci na „powietrznych szeryfów”. FAA otrzymała w ciągu niespełna trzech tygodni od tragedii Twin Towers 150 tys. zgłoszeń. Najwięcej punktów komisja przyznaje za znajomość karate, strzelanie i odbyte przeszkolenie wojskowe.
Tymczasem piloci są w większości przeciwni uzbrajaniu załóg. Są inne sposoby – mówią, argumentując, że użycie broni palnej w samolocie może łatwo spowodować dekompresję, co na wysokości 10 tys. m może być bardzo niebezpieczne. Administracja zastanawia się nad instalowaniem drzwi pancernych oddzielających załogę od pasażerów. Na innowacje wewnątrz samolotów rząd przeznaczył już 50 milionów dol.
To dopiero początek. O tym, jak dalekosiężne są to plany, świadczy fakt, że amerykańskie i niektóre europejskie linie zamierzają ukończyć wprowadzanie zmian technicznych dla zwiększenia bezpieczeństwa lotów do wiosny. George W. Bush , przemawiając na lotnisku O’Hara w Chicago, wezwał Amerykanów witających go z patriotycznym entuzjazmem, aby przezwyciężyli strach i „nie dali sobie odebrać prawa do latania”, zachęcał amerykańskie matki, aby nie bały się „wsiąść z dziećmi do samolotu i polecieć do Disneylandu”.
Prezydent, nie chcąc gasić entuzjazmu, nie przypominał już o ostatniej decyzji swego rządu, polegającej na udzieleniu dwóm dowódcom Air Force prawa do wydania – bez konsultacji z Białym Domem – rozkazu zestrzelenia każdego podejrzanego samolotu rejsowego, który wyraźnie stracił łączność z wieżą kontrolną.


Pusta Wenecja
Amerykański strach przed lataniem może doprowadzić do ruiny branżę turystyczną we Włoszech, zajmujących drugie miejsce na mapie amerykańskiej turystyki zagranicznej. Np. w Wenecji Amerykanie stanowili 40% klientów słynnego Daniele i pozostałych pięciogwiazdkowych hoteli. Teraz w Daniele nie ma ani jednego Amerykanina! Włoski przemysł turystyczny traci ok. 13 mln euro dziennie. Amerykanie odwołali 51% rezerwacji hotelowych i kupili o 54% mniej biletów lotniczych niż we wrześniu ub.r.

 

Wydanie: 43/2001

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy