Szarańcza po rosyjsku

Szarańcza po rosyjsku

Polski reżyser kieruje Teatrem Satyry w Sankt Petersburgu

Niewiele o tym się mówi w Polsce, ale to wydarzenie godne najwyższej uwagi: polski reżyser, Andrzej Bubień, począwszy od tego sezonu, został dyrektorem artystycznym petersburskiego Teatru Satyry. Sam absolwent Instytutu Teatru, Muzyki i Filmu w Sankt Petersburgu spłaca w ten sposób dług swoim nauczycielom.
43-letni Bubień jest absolwentem warszawskiej polonistyki. Przez wiele lat (od 1997 r.) kierował jako dyrektor artystyczny toruńskim Teatrem im. Wilama Horzycy oraz międzynarodowym festiwalem Kontakt. Adaptował wielkie teksty Fiodora Dostojewskiego („Zbrodnia i kara”, „Bracia Karamazow”), reżyserował sztuki Ostrowskiego i Czechowa, wyróżniany na festiwalach „Interpretacje” i „Kontakt”. Tłumaczył także współczesną dramaturgię rosyjską (m.in. dramaty Ugarowa i Wyrypajewa).
Swoją dyrekcję w mieście nad Newą rozpoczął od premiery głośnej sztuki Biljany Srbljanović, „Szarańcza”. Wcześniej jednak Andrzej Bubień dał podczas Konfrontacji Teatralnych w Lublinie spektakl przedpremierowy „Rosyjskich konfitur” Ludmiły Ulickiej, także w swojej reżyserii – sztukę młodej autorki, która już zdążyła odnieść ogromny sukces, zwłaszcza w Niemczech. Napisana w stylu wariacji na temat sztuk Czechowa, ukazuje losy współczesnej inteligencji rosyjskiej, która usiłuje odnaleźć się w nowych warunkach ustrojowych. Przedstawienie, zaprezentowane w Lublinie, wystawiło w opinii recenzentów dobre świadectwo zarówno Teatrowi Satyry, który od 18 lat buduje swoje oblicze jako teatr młody, niepokorny, poszukujący, jak i jej nowemu kierownikowi.
Obie premiery wyraźnie wskazują na kierunek poszukiwań nowego dyrektora teatru: ma to być przede wszystkim

młoda dramaturgia europejska,

sondująca czas gwałtownych zmian politycznych, społecznych, ekonomicznych i kulturowych. Ciekawe, że na premierę otwarcia Andrzej Bubień obrał jednak nie sztukę Ulickiej, ale serbską „Szarańczę” Srbljanović, tegorocznej laureatki Europejskiej Nagrody – Nowa Teatralna Rzeczywistość. Jej sztuki podbiły Europę, grane były też w Polsce (w kilku teatrach wystawiano wstrząsające „Sytuacje rodzinne”), ale „Szarańcza” jeszcze nie. Po belgradzkiej premierze pozostało raczej rozczarowanie. I choć sztukę w Belgradzie nagrodzono, pachniało raczej nagrodą polityczną. Tak czy owak przedstawienie aktorsko dość słabe broniło się jedynie grozą przeklętych bałkańskich (postjugosłowiańskich) problemów. Dlaczego więc „Szarańczą” Bubień rozpoczął swoją dyrekcję? To jasne, w sztuce Srbljanović zobaczył coś więcej niż tylko zbiór obrazków z życia kilku rodzin w Serbii w dobie postjugusłowianskiej.
Polski reżyser inaczej niż w belgradzkiej prapremierze potraktował tekst sztuki – poddał go metaforyzacji, nie tracąc przy tym nic z zakotwiczenia dramatu w konkretnym czasie i miejscu. Efekt uogólnienia uzyskał dwoma sposobami. Po pierwsze, tak zorganizował przestrzeń, że widzowie znaleźli się niemal wewnątrz jakiejś monstrualnej konstrukcji, gnieździe szarańczy, gdzie jak w owadzich koloniach dla każdego wyznaczono miejsce i gdzie wszystkie ścieżki prowadziły nieuchronnie do podporządkowania, wchłonięcia i śmierci. Okalający scenę korytarz, przesłonięty przezroczystą folią,

okazał się na koniec pułapką,

w którą wpadają poszczególne okazy ludzkiej szarańczy. Po drugie, wprowadził reżyser postać narratora-obserwatora, który wypowiada na głos uwagi sceniczne autorki. Lokalizuje w ten sposób poszczególne sytuacje i „na biało”, bez natrętnej interpretacji, wprowadza w nastrój. Nie jest więc narrator (nazwany przez reżysera Obcym) chórem greckim ani innym komentatorem czy demiurgiem. Przedstawia Czas i Miejsce, ale i coś więcej: do pewnego stopnia odczarowuje czwartą ścianę – bo choć nie jest wysłannikiem publiczności, to z nią przecież „rozmawia” ponad głowami aktorów. Nadaje to opowieści epickiego poloru.
Uciekając od dosłowności, nie unicestwił Bubień charakterystyczności. Postaci dramatu zostały narysowane pewną kreską, nawet z pewnym naddaniem (nie popadając nigdy w przesadę), a ich przeżycia poddane podwójnej filtracji: psychologicznej i metaforycznej. Pierwsza część to rozwijająca się w niespiesznym rytmie opowieść o rodzinnych konfliktach, nieprzezwyciężalnych podziałach między starymi i młodymi, o truciźnie nienawiści, wiecznych pretensjach i zagubieniu z polityką w tle – wszędzie gdzieś

czai się donos albo tajna teczka.

W drugiej części akcja przyspiesza, konflikt osiąga kulminację, wszystkie fałszywe dążenia i zgubne cele wychodzą na wierzch. Iluminacja przychodzi za późno, ale Srbljanović, a za nią Bubień pozostawiają nikłą nadzieję.
Wprawdzie już w następnym pokoleniu lęgną się potwory, gotowe wydzierać rodzicom ostatni grosz, porzucać ich na autostradach jak śmieci i biec ku sukcesowi bez wytchnienia, ale jeszcze nie jest za późno. Jest w tym spektaklu coś z poezji Jesienina, naładowanej ciemnym przeznaczeniem i walką o wyzwolenie z gorsetu fatum. Może to geniusz miejsca? Teatr Satyry na wyspie Wasiljewskiej mieści w niegdysiejszym pałacu, gdzie kiedyś zbierali się natchnieni poeci.
Bardzo obiecująca premiera młodego teatru. Teatr Satyry osiągnął dopiero pełnoletniość, przyszłość przed nim.

Biljana Srbljanović „Szarańcza”, tłum. na ros. Larysa Sawieliewa, reżyseria Andrzej Bubień, scenografia Jelena Dmitrakowa, muzyka Witalij Istomin, choreografia Jelena Prokopiewa, światło Jewgenij Ganzburg, premiera 25 października 2007

 

Wydanie: 47/2007

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy