Szatan i zgniły Zachód

Szatan i zgniły Zachód

PiS ma kolejne dowody na to, że kultura zachodnia (czytaj: Unii Europejskiej) karleje, a karlejąc, przeradza się w tyranię. Krótko mówiąc, Zachód gnije. Na to gnicie Zachodu zwracała uwagę, jak widać nieskutecznie, propaganda komunistyczna. Ludzie jednak jej nie wierzyli i przy każdej okazji jeśli nie wiali na ten gnijący Zachód, to przynajmniej chcieli tam na jakiś czas pojechać. Argumentów przeciw Zachodowi (tak naprawdę przeciw UE) dostarczyła afera z pomnikiem Jana Pawła II w prowincjonalnym francuskim miasteczku. Otóż kompetentne władze sądowe prawomocnie uznały, że krzyż nad pomnikiem, stojącym w przestrzeni publicznej, ma zostać usunięty jako niezgodny z prawem francuskim, strzegącym rygorystycznie rozdziału Kościoła od państwa.

Wiadomość o tym rozbudziła nad Wisłą ogromne emocje. Paskudnym żabojadom (w dodatku jadającym żaby widelcem made in Poland) nie podoba się krzyż! I to krzyż nad św. Janem Pawłem II, polskim papieżem! Zatrzęsły się z oburzenia narodowo-katolickie media, oburzyli politycy, zabrała głos sama pani premier. Przy tej okazji zacytowała, ewidentnie jej nie rozumiejąc, wypowiedź Jana Pawła II, że „demokracja bez wartości przeradza się w tyranię”. Z tego jazgotu wyłaniają się dwie kwestie. Pierwsza – my, Polacy, musimy ratować krzyż we Francji (szczególnie nad Janem Pawłem II). I druga – mamy oto jasne przesłanie: Unia Europejska zwalcza krzyż, odcina się od chrześcijańskich korzeni, degraduje moralnie i nas w to wciąga. Tu powstaje pewien trudny do wytłumaczenia paradoks. Jak to jest, że wielki św. Jan Paweł II tego wszystkiego nie widział, skoro nie tylko przed tą Unią nas nie przestrzegał, ale jeszcze zachęcał do wstąpienia do niej?

Z tą Unią to się jeszcze zobaczy. Na razie, jak się ją dobrze ludziom obrzydzi, jak się nią dobrze ich postraszy, to i jej zalecenia lekceważyć będzie łatwiej. A nawet wyjść z niej bez społecznego oporu będzie można w razie czego. Teraz trzeba ratować ten konkretny krzyż nad Janem Pawłem II. Militarnie tego nie rozwiążemy. Miasteczko ze spornym krzyżem gdzieś w Bretanii, blisko Atlantyku, minister wojny, choć niewątpliwy geniusz, bez marynarki wojennej nie poradzi. A jej stan fatalny. Jedne okręty przeciekają, drugie przeciwnie – płoną. Nie da rady. Pozostaje ofensywa polityczna. Pani premier strzela we Francję niezrozumiałymi dla niej (pani premier, nie Francji) cytatami z Jana Pawła, dyszy oburzeniem, chce odkupić od Francuzów pomnik. Nie wiem, czy z całą Bretanią, by tam wprowadzić polskie prawo, na krzyż w miejscu publicznym pozwalające.

Przeciętny Polak, nawet jeśli nie jest zwolennikiem PiS ani pani premier, też daje się ponieść emocjom. O co tym Francuzom chodzi? Co im przeszkadza krzyż, choćby w miejscu jak najbardziej publicznym? Co tam mają za prawo, że umieszczania krzyża w miejscu publicznym zabrania?

Spróbujmy spokojnie rozważyć, co naprawdę się stało. Otóż to niezrozumiałe dla nas prawo, zabraniające stawiania symboli religijnych w miejscach publicznych, nie jest wynalazkiem ostatnich lat, dowodem psucia cywilizacji zachodniej i walki z chrześcijaństwem. To prawo z roku 1905! Rygorystycznie oddziela Kościół od państwa, zapewniając temu drugiemu świeckość. Jak na nasz polski gust zbyt pod tym względem restrykcyjne, nie bardzo dla nas zrozumiałe. Ale to prawo francuskie, nie nasze. Gdyby Francuzi uznali je za zbyt restrykcyjne i nie pojmowali jego sensu, mieli ponad 100 lat, by je zmienić. Nie zrobili tego, widać, im odpowiada. Co nam do tego? Na mocy tego właśnie prawa zabronione jest we Francji noszenie muzułmańskich chust i burek w szkołach publicznych. W Polsce takiego prawa nikt by nie uchwalił, bo i tradycję mamy inną, i inną wrażliwość w sprawach światopoglądowych. Swoją drogą, jeśli Kościół w Polsce nie zmieni postępowania i nadal będzie mieszał się do polityki, domagał uznawania każdego grzechu za ścigane przez państwo przestępstwo, wspierał nacjonalizm i antychrześcijańską ksenofobię, nie do pogodzenia z miłością bliźniego, jedynie przyśpieszy laicyzację i uchwalenie ustaw co najmniej równie restrykcyjnych jak francuskie.

Czego więc domagamy się od Francji? Aby zmieniła obowiązujące od ponad 100 lat prawo? Czy może tego, by zlekceważyła prawomocny wyrok? Po prostu po raz kolejny wygłupiamy się.

Tak na marginesie: użyty przez panią premier cytat mówi o tym, że demokracja to nie tylko rządy większości – to takie rządy większości, które szanują prawa człowieka, w tym prawa mniejszości. Te słowa papieża Polaka powinny być szczególnie przemyślane w PiS, bo pasują jak ulał do opacznego pojmowania przez PiS demokracji.

Okazuje się, że szatan, który już zatruł cywilizację zachodnią, atakuje Polskę ze wszystkich stron. Nie dość, że ugodził w naszą dumę we Francji, to wdziera się do Polski bezpośrednio! W ostatnich dniach poprzez Halloween. Rzeczywiście, halloweenowe zwyczaje dotarły tu stosunkowo niedawno z Ameryki. To w naszej obrzędowości nowość. Halloween w Ameryce jest bardzo popularne, a dekoracje, nie tylko w postaci wydrążonej dyni, ale i otwartych trumienek z kościotrupami, dla nas są nieco szokujące. Nie ma jednak nakazu naśladowania. Sam zwyczaj? Co w nim szatańskiego? Oswaja ze śmiercią, od której tak bardzo chcemy się odsunąć, zostawiając ją szpitalom i szpitalnym kostnicom.

Jakiś młody człowiek przekonuje na Facebooku, że zamiast szatańsko-amerykańskiego Halloween mamy odwieczny obrzęd dziadów. Apage satanas! Młody człowieku, dziady to obrzęd pogański, oswojony przez prawosławną cerkiew, w dodatku białoruski!

Na razie nikt nie musi drążyć dyni na Halloween, wysyłać serduszka na walentynki ani stawiać na święta choinki (obcy zwyczaj, przyszła ona na ziemie polskie w XIX w. z Niemiec!). Nieszczęście będzie dopiero, gdy ktoś tego zakaże albo nakaże. Gdyby tak się stało, będzie to sygnał, że szatan zagościł u nas na dobre.

Wydanie: 45/2017

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy