Szkoły lansu i balansu – Opinie

Szkoły lansu i balansu – Opinie

Trzeba tworzyć preferencje dla najlepszych uczelni i kierunków studiów, a rygorystycznie eliminować najsłabsze

Cieszy mnie, że „Przegląd” wielostronnie prezentuje problemy studiów wyższych w artykule Romana Wojciechowskiego i w wywiadzie z przewodniczącym Polskiej Komisji Akredytacyjnej (nr 2/2014). W ciągu 40 lat pracy nauczyciela akademickiego w uczelniach Warszawy i Torunia wielokrotnie napotykałem próby zmian w systemie edukacji, ale dalej wykazuje on wiele słabości. Najważniejsze z nich to: niedocenianie badań naukowych i studiów wyższych przez kolejne ekipy rządzące, istnienie zbyt wielu uczelni niepublicznych bez odpowiedniej kadry i bazy dydaktycznej, a także konserwatywne postawy części kadry niechętnej reformom autorstwa minister Barbary Kudryckiej.
W III Rzeczypospolitej nastąpił pięciokrotny wzrost liczby studentów, najwyższy w krajach Unii Europejskiej. Jeśli w roku akademickim 1990/1991 studiowało 390 400 osób, to w roku 2005/2006 aż 1 953 8001. Zaczęło w tym czasie brakować samodzielnych pracowników naukowych, zwłaszcza w licznych uczelniach niepublicznych. Warto pamiętać, że tylko część nowych uczelni tworzyli pasjonaci, dążący do unowocześnienia edukacji młodego pokolenia. Wielu organizatorów wykorzystało możliwości gospodarki rynkowej do tworzenia nowych ośrodków dydaktycznych. Uczelnie niepubliczne skupiają uwagę na studiach niestacjonarnych, a jedynie 4% ogółu studentów podejmuje w nich studia stacjonarne2.
Państwowa Komisja Akredytacyjna rozpoczęła działalność już po powstaniu wielu szkół i zbyt łatwo wyrażała zgodę na rozwój nowych ośrodków dydaktycznych. Uczelnie niepubliczne bazowały głównie na samodzielnych pracownikach naukowych z uczelni publicznych, nierzadko usytuowanych w innych miastach. Nowe ośrodki dydaktyczne organizowały konferencje i wydawały publikacje, nie mając szczególnych osiągnięć badawczych, a powstające tam składankowe prace zbiorowe nie budzą na ogół szerszego zainteresowania.
Reformy nauki i szkolnictwa wyższego spotykają się ze zróżnicowanymi opiniami pracowników uczelni. Resortowe próby polepszenia jakości kształcenia przynoszą tylko połowiczne rezultaty, bo w niewielkim stopniu kształcenie to zależy od mnożenia wymogów formalnych, a bardziej od wiedzy, umiejętności dydaktycznych i poziomu etycznego kadry oraz od wcześniejszego dorobku konkretnej uczelni.
W wielu artykułach spotyka się dziś różne propozycje udoskonalania studiów. Uważam, że nadal trzeba tworzyć preferencje resortowe dla najlepszych uczelni i kierunków studiów, a rygorystycznie eliminować najsłabsze. Należy ograniczać tworzenie bardzo wąskich specjalności studiów i eliminować studiowanie słabych studentów na wielu kierunkach. Konieczne jest też wprowadzenie zaostrzonych kryteriów w działaniach Polskiej Komisji Akredytacyjnej. W interesującym wywiadzie z przewodniczącym komisji niepokoi mnie jednak teza, że „dopóki będzie istniał popyt na dokument, a nie na wiedzę, dopóty będą istnieć kiepskie uczelnie”. Racjonalniejsze są propozycje prof. Dariusza Jemielniaka zamieszczone w numerze 2/2014 „Polityki” oraz zawarte w artykule Romana Wojciechowskiego uwagi prof. prof. Romana Kuźniara i Jana Hartmana.

Autor jest profesorem zwyczajnym doktorem habilitowanym, politologiem – europeistą

1 Szkolnictwo wyższe w Polsce 2013, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Warszawa 2013, s. 5.
2 Tamże, s. 7.

Wydanie: 5/2014

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy