Tag "Czesław Miłosz"
Po śmierci Miłosza
Omotało go ewidentnie „dobre towarzystwo”, które cenił i któremu nie chciał się narażać Granger, 5 VIII 2004 Telefoniczna wiadomość o śmierci Miłosza. Siadam więc nad jego wierszami i bez trudu znajduję w nich rzeczy w pełni aktualne. (…) Swoistym podsumowaniem refleksji Miłosza nad „byciem Polakiem” jest jego diariusz pt. „Rok myśliwego” (Instytut Literacki, Paryż 1990). Zdumiewająca książka! Pisana w przeddzień upadku „realnego socjalizmu” w Polsce, w okresie, gdy Miłosz stał u szczytu sławy, gdy widziano w nim, również w USA, nie tylko wielkiego
Prezes akrobata
Spotykam się z Krzysiem Szpilmanem, synem pianisty. Przyleciał z Japonii, mieszka teraz w Tokio. Zdaje mi się, że widzieliśmy się rok temu, a to już kilka lat. Krzysztof żyje od dawna w Japonii, ma żonę Japonkę, jest profesorem na wyższej uczelni, uczy Japończyków ich historii współczesnej. Znaliśmy się jako nastolatkowie, wyjechał w młodości do Anglii, trenował dżudo, miał duże osiągnięcia sportowe, a pamiętam, że był cherlakiem. I poprzez dżudo dotarł do Japonii, by tam szlifować swoje umiejętności. Jako
Od Marca ‘68 do „Katynia”
Z „Dziennika” prof. Andrzeja Walickiego Dlaczego nie zauważono nacjonalizmu w „bogoojczyźnianej” ideologii Solidarności? Od dziś rozpoczynamy sprzedaż ostatniego tomu trylogii prof. Andrzeja Walickiego „PRL i skok do neoliberalizmu. Fałszowanie historii. Nacjonalizm. Niegodziwości III RP” pod redakcją Joanny Schiller-Walickiej i Pawła Dybicza. Poniższy tekst jest niewielkim wyimkiem z niepublikowanych „Dzienników” prof. Walickiego, które stanowią znaczącą część III tomu. 8 IV 1998 Refleksje z okazji rocznicy „Marca 1968” Jeszcze słowo o nacjonalizmie. Andrzej Szczypiorski, Marcin Król
Czym jest polskość
Obrzydzono nam Polskę! Kto obrzydził? To oczywiste: my sami W roku 1987 miesięcznik „Znak” (redagowany wówczas przez Stefana Wilkanowicza) ogłosił wyniki ankiety „Czym jest polskość?”. Był to czas narodowej opresji, ale lody zaczynały już pękać. W ankiecie uczestniczył m.in. Edward Raczyński, a redakcja poinformowała, że jest to były prezydent RP na uchodźstwie. Cenzura, surowa wobec całej ankiety, w tym jednak przypadku nie interweniowała. Czas sprzyjał wtedy refleksji zasadniczej. Na przykład o granicach kompromisu. O stosunku do władzy, mimo wszystko
Solidarność, moja miłość
Pierwsza Solidarność chciała innej Polski niż ta, którą mamy Polska w historii świata i Europy jest mało znaczącym lub w ogóle nic nieznaczącym peryferyjnym zakątkiem. Pojawia się w niej za przyczyną epizodów, żeby po chwili zniknąć, pogrążywszy się w swoim martyrologicznym zawodzeniu i przewidywalnej przeciętności, jak na „całkiem zwyczajny kraj” przystało. Obywają się bez Polski historia nauki, religii, polityki, kultury i sztuki. Nie zmienili tego Kopernik, Skłodowska-Curie, Miłosz, Szymborska, Lem czy Tokarczuk. Jan Paweł
Na Kresach
Minister Przemysław Czarnek dwoi się i troi, by przerobić polską szkołę na katolicką, patriotyczną, narodową, czystą moralnie, wolną od seksu. Niewiele tu zwojuje. Opór stawi ciało pedagogiczne, z natury tego zawodu bardzo oporne. A dzieci coraz więcej wiedzy i niewiedzy czerpią nie ze szkoły, ale z mediów elektronicznych. Świat stoi przed dziećmi otworem, nikt im go już nie zamknie. * Kolega, mechanik samochodowy, przerażony chamską debatą w Sejmie, śle mi słowa wybitnego malarza Wilhelma Sasnala: „Nie boję się
Zrozumieć Walickiego
Samodzielność intelektualna i odwaga cywilna skazywały Walickiego na swego rodzaju samotnictwo Ukazała się znakomita książka o Andrzeju Walickim. Jej tytuł, „Spotkania z Andrzejem Walickim”, świadomie nawiązuje do „Spotkań z Miłoszem” – jednej z ważniejszych publikacji Walickiego, poświęconej nie tyle sławnemu nobliście, ile refleksji nad pewnego rodzaju paralelnością dróg życiowych obu tych wybitnych postaci. Autorem „Spotkań z Andrzejem Walickim” jest Paweł Kozłowski – socjolog i ekonomista, przyjaciel i częsty interlokutor Walickiego. Na książkę składają
Skrzydła niewolników
I mamy wprowadzoną w życie ostrą ustawę antyaborcyjną, surowszą niż w Iranie. Temat już wykomentowany, ale jątrzy jak otwarta rana. A wszystko to dzieło człowieka, który, jak się zdaje, nigdy nie miał partnerki czy partnera. Nie zna życia, nie zna świata, nie podróżuje. Nie interesują go pieniądze, interesuje go tylko władza. Nie wydaje się ksenofobem, lubi zwierzęta, nie lubi ludzi. A jest jednak człowiekiem kultury, wiele czytał; jego religijność zdaje się czysto użytkowa, to kolejne narzędzie do robienia polityki. Znowu
Nie bój się
Kiedy pod koniec zeszłego wieku Czesław Miłosz pił wódkę z Brodskim, Venclovą i „jego piękną Szwedką”, wyobraził sobie, że stulecie obudziło się z ciężkiego snu i spytało: „Co to było? Jak mogliśmy?”. To nieprzyjemne przebudzenie opisał później w wierszu. A rozmowa, której towarzyszyło poczucie wstydu i lęk, mogłaby się odbyć także dzisiaj. Jej pytanie założycielskie („Jak mogliśmy?”) staje się przecież boleśnie aktualne. Kryzys ekologiczny, rządy populistów, medyczne fake newsy, pogłębiające się różnice
Uraz antyprawicowy
Gdy po roku 1989 rozmawiało się z ludźmi takimi jak Jerzy Turowicz, Czesław Miłosz czy Stanisław Stomma, widoczny był u nich uraz na punkcie politycznej prawicy, jakieś traumatyczne doświadczenie z czasów przedwojennych. W istocie, katolik Turowicz, który w dwudziestoleciu, razem z socjalistą Józefem Cyrankiewiczem, dawał odpór endeckiemu pisarzowi Janowi Bielatowiczowi, nadal w III Rzeczypospolitej uważał się za chrześcijańskiego socjaldemokratę, a w wyborach prezydenckich 1995 r. poparł publicznie lewicowego agnostyka, Jacka Kuronia. Miłosz (by tylko do tego faktu się ograniczyć)







