Tag "Jerzy Domański"
Roszczeniowcy pogonią kumotrów
Oj, niedobrze. Tak ładnie wszystko już było poukładane. Projekt o nazwie PO, skupiający zjednoczone siły od prawa do lewa, szykował się do kolejnych wygranych wyborów. Bo jakże oddać kurę znoszącą partii i jej ludziom złote jajka w obce ręce? Ręce oszołomów smoleńskich, którzy by jeszcze kogoś za ten niebywały bałagan zamknęli? Albo populistów, którym w głowie tylko podwyżki i prawa pracownicze? Mało to własnych ludzi mają do wyżywienia w PO i PSL? Z naddatkiem. Aż tylu, że nie ma już wolnego placu dla obcych. A im bliżej wyborów,
Polityka na oświęcimskiej rampie
Wywracanie historii do góry nogami jest zawsze fatalnym pomysłem. A kiedy robi to urzędujący minister spraw zagranicznych, odium spada nie tylko na niego, ale i na kraj, który reprezentuje. Wypowiedź Grzegorza Schetyny, że obóz koncentracyjny w Oświęcimiu wyzwalali żołnierze ukraińscy i to oni otwierali obozowe bramy, jest tak żenująca, że wstyd byłoby milczeć. Za duży to kaliber polityka i zbyt boleśnie dotknął czułego miejsca w naszej historii. Nawet jeśli Schetyna zajęty opozycją miał w młodości zbyt mało czasu na edukację, to jednak są granice
Jak kłamali, tak kłamią
Roszczeniowi górnicy ogłupiani przez cynicznych związkowców nie potrafią docenić łaskawości rządu, który zamiast ich wyrzucić na bezrobocie jak wcześniej tysiące innych, proponuje im wysokie odprawy. Z nieznanych rządowi powodów górnicy, zamiast wziąć te pieniądze, wolą pracować. I desperackimi strajkami próbują obronić swoje miejsca pracy, czyli kopalnie. Ich zachowanie jest tak odległe od standardów obowiązujących w świecie polityki i wśród ludzi mających synekury urzędnicze z nadania politycznego, że jeden z rządowych negocjatorów uznał zachowanie górników za pajacowanie.
Zawał górnictwa po Tusku
Na wyrok po katastrofie w kopalni Halemba trzeba było czekać aż dziewięć lat. Dopiero za kilka dni Sąd Okręgowy w Gliwicach wypowie się w sprawie tragicznej śmierci 23 górników, których w 2006 r. zabił metan. Górnictwo ma najdłuższą listę tych, którzy zginęli, wykonując swoją pracę. Strach o życie synów i mężów jest na stałe wpisany w życie śląskich rodzin. Ilekroć słyszę ujadanie na nazywane przywilejami płace i emerytury górnicze, wiem, że robią to ludzie, którzy nigdy by za takie pieniądze w górnictwie nie pracowali. Kolejnym
Rok wyborów
Idziemy własną drogą. Tak odpowiadam na pytania o stanowisko redakcji w różnych ważnych kwestiach. Tę naszą drogę najlepiej określają redakcyjne busole, czyli wybitni intelektualiści, którzy wybrali łamy naszego tygodnika. Czytelnicy zaś chcą wiedzieć, co myślą prof. Łagowski i prof. Widacki czy prof. Stomma. To nasi liderzy. A od tego numeru będziemy również prezentować rysunki Andrzeja Mleczki. Takiego towarzystwa można nam tylko pozazdrościć. To wielka przyjemność móc redagować pismo dla ludzi, którzy lubią czytać. Dla tych, którzy chcą więcej
Naszym azymutem są Czytelnicy
To była wspólna decyzja grupy ludzi redagujących „Przegląd Tygodniowy”. Gdy w grudniu 1999 r. zmęczeni konfliktami z właścicielem, typowym reprezentantem rodzącego się kapitalizmu, postanowiliśmy pójść na swoje, nie wróżono nam powodzenia. Zostawiliśmy tytuł z tradycjami i kompletnie wyposażoną redakcję, by zacząć od zera. Naszym jedynym kapitałem były wówczas własne umiejętności i poparcie dla naszej decyzji ze strony wybitnych autorów, którzy pisali do „Przeglądu Tygodniowego”. Aleksander Małachowski, Krzysztof Teodor Toeplitz, Bronisław Łagowski i Tadeusz Zieliński wsiedli z nami
Gdzie są ci fałszerze?
Jeszcze politycy skaczą sobie do gardeł. Jeszcze PiS bije w bębny i woła, że wybory zostały sfałszowane. Te same zresztą wybory, w których, gdyby serio traktować wywody polityków, nikt nie przegrał. Skoro więc wszyscy wygrali, to o co ten raban? Na górze głośno od epitetów. A na dole? Jedni zaczęli od decyzji, które zapowiadali wyborcom, a drudzy, np. radni w gminie Abramów (woj. lubelskie), od podwyżki diet. Ze 110 zł na 400 zł miesięcznie. Bez ryzyka mogę napisać, że takiego punktu w ich programie wyborczym z pewnością nie było.
Wojny powyborcze
No i po wyborach. W samorządach nareszcie wiadomo, kto wygrał i może odbierać gratulacje, a kto musi zacząć pracować na lepszy wynik. Najlepiej od razu, bo szanse na poparcie wyborców będzie miał większe. Oprócz protestów, które trafiają do sądów, warto by jeszcze wyjaśnić, co się stało z armią obserwatorów delegowanych przez wszystkie partie do patrzenia na ręce komisjom wyborczym. Gdzie są ci mężowie zaufania, ta rzesza ludzi, która była przy wyborach właśnie dlatego, by teraz dać świadectwo faktom? Nie sądzę jednak, by podpisali się
Generałowie bez wojska
Wstyd. To słowo miałem w głowie, gdy patrzyłem, jak Państwowa Komisja Wyborcza przegrywa z systemem informatycznym. Żal było patrzeć, jak bezradni wobec nowych technologii mogą być ludzie zasłużeni i dobrej woli, ale z innej epoki. Wśród krytykujących jest wielu polityków, którzy przez 11 lat, jakie upłynęły od kontroli NIK sygnalizującej mankamenty działania PKW, nie zrobili nic, by jej pracę poprawić. A sygnałów, że coś tam przy okazji kolejnych wyborów nawala, było wiele. Tyle że PKW
Promotorzy Hofmanów
Nareszcie. Pierwsi z niemałej grupy cynicznych i bezczelnych ponad wszelką miarę psujów życia publicznego wypadli z gry. Tylko na jak długo? Nie wiem, czy ktoś zaryzykuje powiedzenie, że na zawsze. Zwłaszcza po doświadczeniu z Michałem Kamińskim, którego mimo kompletnej kompromitacji Donald Tusk przygarnął do PO, a na dodatek dał mu jeszcze pierwsze miejsce na liście do Parlamentu Europejskiego. Czy z Jackiem Kurskim, który był już wszędzie, a teraz mizdrzy się znowu do PiS. Albo z Januszem Palikotem, który wprowadził do polityki taki brak klasy, że po jego happeningowych wygłupach







