Tag "kler"

Powrót na stronę główną
Kraj Wywiady

Polski kler czyli państwo w państwie

Prof. Tadeusz Bartoś – filozof, wykładowca Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie

Czy duchowieństwo w Polsce, oczywiście generalizując, bliższe jest poglądom na swoją wiarę, na naukę Kościoła temu, co myśli społeczeństwo, wierni, i dlatego jest dość odległe od tego, co prezentują ostatni papieże, Franciszek i Leon XIV?
– Środowiska, z których pochodzi polskie duchowieństwo, kształtują jego obraz świata. To, co mogłoby uzupełniać ten obraz poprzez wykształcenie teologiczne, do naszego kleru nie dociera. Gdyby czytali konstytucję Gaudium et spes, wiedzieliby, że obok głównej – katolickiej, możliwe są też inne drogi do Boga, że Żydzi, protestanci, ba, nawet ateiści mogą być zbawieni. Kontekst jest taki: katolicy doszli do przekonania, że stracili dominującą pozycję w zachodnim świecie, nie mogli już mówić: jesteśmy centrum świata, a reszta ma do nas dołączyć, bo jak nie, to anatema sit. W pluralistycznej kulturze odgórne narzucanie siebie, dyscyplinowanie, stało się niewykonalne, mogło być już tylko śmieszne. Trzeba było więc zejść z piedestału i wejść w interakcję z tzw. światem. Tego wśród polskiego kleru nie ma. Nadal siedzi on na swoich wyimaginowanych stołkach jedynie słusznej racji i chęci bycia monopolistą prawdy. A całość świata ma za zadanie się słuchać.

Czy to wynika z ich wiarołomstwa i nieuznawania tego, co głoszą chociażby wspomniani dwaj papieże? Chcą po prostu, żeby było, jak było? Może więc jednak mówią to, czego wierni chcą słuchać?
– Tak, ale w mówieniu o polskim duchowieństwie trzeba uważać, żeby nie przeintelektualizować. Jeśli chcemy je zobaczyć, musimy spojrzeć najpierw na ks. Rydzyka, na ten typ cwaniactwa, choćby biznesowego, bo to jest wzorzec bycia polskiego kleru. Księża nie są tymi, którzy coś uzasadniają, oni mają swoje kościelne interesy do załatwienia. A tacy, którzy głoszą jakieś teorie, zasady wiary, są nieistotni. Ważni są ci, którzy umieją ogarnąć przedsiębiorstwa, jakimi są parafie, biskupstwa itd. A jednocześnie, co jest ważnym elementem, przyciągają dużo ludzi.

Z biogramów nominowanych na biskupów wynika, że wielu ma za sobą pobyt w Rzymie. I co, wracają do tego, z czego wyszli, zapominając o watykańskiej edukacji?
– Trzeba byłoby na każdą osobę spojrzeć osobno i przyjrzeć się jej karierze biskupiej, zrobionej w wyniku kooptacji. Jeśli jest jakiś młody, podoba nam się, to go pchniemy na studia, później będzie pracował w kurii, a jak się sprawdzi, będzie biskupem pomocniczym, potem diecezjalnym. Czynników wpływających na kościelny awans jest wiele. Opisał to Frédéric Martel w książce „Sodoma”, gdzie pokazuje, jak ważną rolę w polityce kadrowej Watykanu odgrywają przyjaźnie i miłości męskie.

Kiedy po Październiku ’56 prymas Wyszyński udał się do Watykanu, w rozmowie z ówczesnym sekretarzem stanu ekipę Gomułki nazywał „narodowymi komunistami”. Czy, parafrazując, można powiedzieć, że w Polsce mamy narodowych, a nie rzymskich katolików?
– Można tak powiedzieć. Napięcie między Kościołem lokalnym a globalnym zawsze istnieje. Przymiotnik „narodowy” oznacza różne rzeczy. Katolicyzm nie jest przeciwko patriotyzmowi, a nauki kościelne mówią, trochę trywializując, że koszula bliższa ciału. Przed wojną dominikanin Jacek Woroniecki pisał, że naturalnie bardziej się dba o najbliższych, choćby rodaków, niż o tych, których w życiu się nie widziało. To pod wpływem zdroworozsądkowego arystotelizmu. Natomiast nauki powtarzane przez ostatnich papieży, przeciwko skrajnym nacjonalizmom – bo przecież obowiązuje miłość do wszystkich bliźnich swoich, nawet nieprzyjaciół – w Polsce się nie przebijają. Jan Paweł II wiele zrobił w kwestiach odantysemityzowania katolicyzmu. I co? U nas antysemityzm jest nadal żywy. Winne są także braki w edukacji, nieobecność w szkołach prawdziwej historii polskich Żydów. Jeśli zatem transmisja najnowszych osiągnięć nauki katolickiej jest w Polsce niska, to znaczy, że rządzą jakieś lokalne interesy, również tradycje nacjonalistyczne, co widać w odnoszeniu się do obcokrajowców, teraz Ukraińców. Jeśli co chwilę mamy napady na Ukraińców, a Kościół katolicki milczy, nie robi żadnych gestów, o czymś to świadczy.

Dlaczego tak się dzieje?
– Może jest tak, jak pan sugeruje, że duchowni nie chcą się narażać swoim ukochanym, umiłowanym wiernym. Byłoby to tchórzostwo (timiditas), przeciwieństwo męstwa (fortitudo), jednej z czterech katolickich cnót kardynalnych.

Ja bym powiedział: nie chcą się narażać wiernym sponsorom.
– Wtedy mielibyśmy chciwość (avaritia), jeden z siedmiu grzechów głównych, definiowany jako „immoderatus amor habendi” (nieumiarkowana miłość posiadania). Tak że sprawę można ująć fachowym językiem. Są na to paragrafy. Ten mechanizm jest do prześledzenia. Prosta taktyka: jestem proboszczem, zbieram na tacę, mam sponsorów, chcę, a raczej muszę mówić to, co im się spodoba, i co chcą usłyszeć. Nie chcę denerwować ludzi, przychodzą do kościoła, wspierają, czyli jestem w ich kieszeni. Mówiąc językiem kościelnym, muszę zrezygnować z głoszenia Ewangelii.

Dlatego apel kardynałów polskich i ukraińskich o pojednanie spotkał się z dość chłodnym przyjęciem wiernych i większości duchowieństwa.
– Rzeczywiście apel przeszedł bez echa, nie licząc środowisk narodowych, które wręcz wyrażały dezaprobatę. Kardynałowie Ryś, Nycz czy Krajewski mogą coś napisać, ale nie są w stanie spowodować, by nawet podlegli im proboszczowie wykazywali postawę chrześcijańską. Wielu biskupom, także tym z watykańską edukacją, pewne rzeczy nie przejdą przez gardło, bo nie chcą wychylać się ponad świadomość wiernych. Powiedzmy, że biskup poleca proboszczom w diecezji: w kruchcie każdego kościoła proszę umieścić plakat z napisem: „Każdy Ukrainiec jest twoim bliźnim. Każdy!”. I piękne zdjęcie ukraińskiej rodziny. Ale byłaby jatka, proboszczów na taczkach by wywozili! A może przesadzam?

Czy Kościół w Polsce będzie coraz bardziej przybierał kształt Kościoła radiomaryjnego?
– Poza pojedynczymi, tzw. oświeconymi enklawami, od niepamiętnych czasów miał ducha radiomaryjnego. Zanim pojawiło się Radio Maryja, on już tam był.

Może kiedyś stać się inny?
– Różne są scenariusze. Jeśli jakaś struktura społeczna się zmniejsza, to się elitaryzuje. Młodzi nie chodzą do kościoła, starzy nie dają rady. Następuje wymiana pokoleniowa i zostają tacy bardziej świadomi, oświeceni. To może być czynnik jakiejś zmiany. Problem jednak polega na tym, o czym Jacek Woroniecki pisał w jednym z artykułów o sentymentalizmie, fideizmie i irracjonalizmie polskiego katolicyzmu: wiara to czucie, masz wierzyć, przestań ciągle wszystko analizować, bo to jest „niemieckie mędrkowanie”. Katolicyzm

p.dybicz@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Historia

Kościół, prawica, władza

Polityczny klerykalizm prawicy i prawicowe zaangażowanie kleru trzymają się mocno

„Wygrał Karol Nawrocki. Jest to nauczka dla Platformy Obywatelskiej, że w katolickiej Polsce nie wystawia się kandydata, który zwalcza krzyż, popiera aborcję i LGBT”. W ten sposób skomentował ostatnie wybory prezydenckie prof. Maciej Giertych, sędziwy już działacz narodowo-katolicki, prywatnie ojciec posła Romana Giertycha.

O tym, czy Polska jest rzeczywiście katolicka, można by długo dyskutować. Jesteśmy bowiem krajem, który bije rekordy – własne i europejskie – pod względem wzrostu liczby rozwodów, a spadku liczby nowych małżeństw oraz dzietności, jak również powszechnego tolerowania kłamstwa i złodziejstwa w życiu publicznym, co zapewne oznacza, że w prywatnym także. Stan moralny polskiego społeczeństwa i jego elit wygląda więc raczej na porażkę Kościoła katolickiego. Z samą religijnością, nawet tą „na pokaz”, też jest coraz gorzej, o czym świadczą nawet kościelne dane dotyczące uczestnictwa wiernych w niedzielnych mszach i młodzieży w szkolnych lekcjach religii. Na kryzys Kościoła wskazuje poza tym dramatyczny spadek liczby powołań, co zmusza kolejne diecezje do zamykania seminariów duchownych.

Jednak dla większości duchowieństwa, a zwłaszcza dla hierarchii kościelnej, liczy się co innego – wpływ na państwo i jego władze. „Katolicka Polska” to Polska rządzona przez ludzi, którzy gwarantują nienaruszalność interesów materialnych oraz nietykalność prawną samego kleru, a w niektórych kwestiach m.in. (takich jak wspomniane przez prof. Giertycha aborcja i LGBT) zapewniają utrzymanie konserwatywnego status quo. Tacy ludzie są i zawsze byli we wszystkich obozach politycznych, może poza lewicą, choć znaczenie tej ostatniej jest dziś marginalne, więc jej postulaty mało kto traktuje poważnie.

Prof. Maciej Giertych jednak trafnie zdiagnozował główną przyczynę drugiej już wyborczej porażki Rafała Trzaskowskiego. Kandydatura prezydenta Warszawy zmobilizowała bowiem całą „katolicką Polskę” w stopniu niespotykanym przy wszelkich innych wyborach. Perspektywa, że prezydentem RP może zostać „tęczowy Rafał”, uczestniczący w Paradach Równości i zakazujący wieszania symboli religijnych w stołecznych urzędach, podziałała na miliony Polaków jak płachta na byka. Tu już nie chodziło o sukces czy porażkę rządu Donalda Tuska. To był symboliczny bój o wszystko: czy głową państwa zostanie „lewak”, czy jednak „Polak katolik”, choćby nawet z szemraną przeszłością i bez żadnego doświadczenia politycznego. Roznoszący się po prawicowym internecie slogan „byle nie Trzaskowski” stał się kluczowym hasłem tej kampanii, czego nie rozumieli (i być może do dziś nie rozumieją) członkowie sztabu wyborczego i inni politycy KO, zdumieni skalą mobilizacji wyborców Nawrockiego.

Tęczowy lewak

A przecież to nie Nawrocki wygrał te wybory swoimi talentami, ale Trzaskowski przegrał je swoją czarną legendą. Nawrocki skorzystał tylko z okazji, jaką był pojedynek z kandydatem uchodzącym za tęczowego lewaka. Identyczną okazję wykorzystał pięć lat wcześniej Andrzej Duda, zapewniając sobie reelekcję dzięki wygranej z tym samym reprezentantem Platformy, przeciw któremu zmobilizowała się cała „katolicka Polska”. Czy można było się spodziewać, że w 2025 r. będzie inaczej?

O tę mobilizację milionów wyborców w kluczowych dla Polski momentach decyzji wyborczych zawsze dbają biskupi i proboszczowie. Jesteśmy bowiem chyba ostatnim krajem w Europie (a może i na świecie?), w którym hierarchowie Kościoła nie mają skrupułów przed uprawianiem z ambon nie tylko politycznej, ale wprost partyjnej propagandy. O tym jednak przynajmniej dowiadujemy się z mediów. Natomiast nikt nie jest w stanie policzyć i ocenić zaangażowania duchowieństwa parafialnego i zakonnego – ludzi, którzy mają codzienny kontakt z wiernymi. Wystarczy udać się przed wyborami na niedzielną mszę do przeciętnego kościoła na polskiej wsi lub w małym mieście, by zrozumieć, skąd się biorą sukcesy tak miernych postaci jak Duda czy Nawrocki oraz popierającej ich partii.

Polski kler bowiem jednoznacznie postawił na prawicę i tak jest od początku III RP. Po trwającej niemal pół wieku, wymuszonej, lecz jakże opłacalnej dla Kościoła „kolaboracji” z władzami Polski Ludowej, w czerwcowych wyborach 1989 r. duchowieństwo zmieniło polityczny front, gremialnie angażując się w kampanię Komitetu Obywatelskiego Solidarność, którego kandydaci z braku własnych struktur terenowych zwykle korzystali z możliwości organizacyjnych parafii. Już wtedy zresztą dały o sobie znać prawicowe preferencje niektórych hierarchów, o czym świadczył przypadek znanego działacza KOR i PPS Jana Józefa Lipskiego, którego senacką kandydaturę w okręgu radomskim próbował utrącić tamtejszy biskup Edward Materski.

W pierwszych całkowicie wolnych wyborach parlamentarnych jesienią 1991 r. zaangażowanie Kościoła było jeszcze większe. Po rozpadzie obozu solidarnościowego biskupi i proboszczowie aktywnie poparli rodzące się masowo ugrupowania prawicowe, zwłaszcza

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Aktualne Przebłyski

Kapelan dekoracyjny

Na pytanie, jakie wpływy polityczne ma ks. Zbigniew Kras, większość zareaguje też pytaniem: a kto to jest? Ano właśnie. Ks. Kras od 2015 r. jest kapelanem prezydenta Dudy. Ma 63 lata, a przed przeprowadzką do stolicy 16 lat był proboszczem parafii św. Andrzeja Apostoła w Lipnicy Murowanej. Pochodzi z niej św. Szymon, XVI-wieczny bernardyn, kanonizowany w 2007 r. W Lipnicy na rynku stoi kolumna św. Szymona. I to do niej pielgrzymował ks. Kras. Pieszo wędrował, w lipcu, przez 11 dni. Miał wiele czasu, by pomyśleć o prezydencie Dudzie, który jakoś

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Opinie

Na czym polega problem z tym, że Jan Paweł II wiedział

Pora zacząć traktować polskiego papieża jak zwykłą ważną postać historyczną. W pewnych aspektach wybitną, której działania można jednak oceniać, także krytycznie Publikacja książki Ekke Overbeeka „Maxima culpa. Jan Paweł II wiedział”, a także emisja reportażu Marcina Gutowskiego „Franciszkańska 3”, po raz pierwszy na antenie TVN 24 – oba wydarzenia miały miejsce w marcu br. – wzbudziły w Polsce burzliwą, ogólnonarodową dyskusję na temat tego, ile papież Jan Paweł II, a wcześniej

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Historia

Geniusz z pogranicza

Gdy w 1830 r. odsłaniano w Warszawie pomnik Mikołaja Kopernika, hierarchowie polskiego Kościoła odmówili poświęcenia monumentu i odprawienia mszy z tej okazji Każde dziecko w Polsce wie, że „wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię, polskie wydało go plemię”. Gdy jednak umierał 480 lat temu – 24 maja 1543 r. – daleko mu było do sławy nawet we własnym kraju. Również dla Kościoła katolickiego, z którym Mikołaj Kopernik związany był przez całe życie, odkrycia wielkiego uczonego przez kilka wieków stanowiły raczej problem

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kraj Wywiady

Antyklerykalizm przestanie być potrzebny

W czasach, kiedy nawet liberalna prasa bała się krytykować episkopat, metale i punki pokazały, że można myśleć inaczej Dr hab. Michał Rauszer – kulturoznawca, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego. Autor książek „Ludowy antyklerykalizm. Nieopowiedziana historia” oraz „Bękarty pańszczyzny. Historia buntów chłopskich”. Współautor podcastu „Wszyscy jesteśmy ze wsi”. Polska prowincja jest uważana za bastion postaw konformistycznych wobec Kościoła. – Zarówno z perspektywy współczesnej, jak i historycznej wieś słusznie kojarzy się z większą religijnością,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Świat

Episkopat i dyktatura

Dzisiaj Kościół katolicki jest w Chile co najwyżej kustoszem dawnego imperium polityczno-gospodarczego Mateusz Mazzini – latynoamerykanista, socjolog, reporter. Stały współpracownik „Przeglądu”, „Gazety Wyborczej” i „Polityki”. Publikuje również w „Washington Post”, „El País”, „Foreign Affairs”, „Foreign Policy”. Nominowany do Nagrody Grand Press. Absolwent University of Oxford, badacz wizytujący na University College London. Wykładowca Collegium Civitas. Angelo Sodano przyjeżdża do kraju szarego, przepełnionego złowrogą ciszą, straumatyzowanego systemowym terrorem dyktatury.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Obserwacje

Ksiądz Bar otwiera bar

Podczas pandemii w bydgoskiej bazylice wydawano 600-700 porcji żywieniowych, dziś o połowę mniej W bydgoskiej parafii św. Wincentego à Paulo codziennie gotuje się zupę dla 200-300 osób. Z proboszczem i innymi księżmi mieszka pod jednym dachem ponad 30 dorosłych mężczyzn. W kaplicy akademickiej trwa budowa baru mlecznego, w którym nie będzie cen. Ja nie smakuję, ja jem Bazylika św. Wincentego à Paulo jest największym kościołem w Bydgoszczy i jednym z największych w Polsce. Ale nie rozmiar ani unikatowa architektura przyniosły jej

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Kościół

Wojna gejów z gejami

Hierarchowie kościelni pomstujący na osoby homoseksualne nigdy nie dokonali rozrachunku ze swoim środowiskiem Ważnym punktem odniesienia w debacie o klerykalnej homofobii jest św. Paweł z Tarsu. To bezsprzecznie jedna z najważniejszych postaci w historii chrześcijaństwa, która właściwie ustępuje jedynie Jezusowi. Co ciekawe, przypisuje mu się ponad połowę ksiąg Nowego Testamentu, z czego siedem uznanych jest za jego autentyczne dzieło. Nie ma przesady w twierdzeniu, że był on pionierem chrześcijańskiej homofobii. Na nauczaniu Pawła z Tarsu ufundowany jest po dziś dzień fundament pogardy kościoła

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Wojciech Kuczok

Ciąg modlitewny

Wyobraźmy sobie, że jakaś partia idzie do wyborów z programem wprowadzenia prohibicji, pod hasłami: „Koniec z hipokryzją koncernów monopolowych! Wódka to zło! Tysiące pijanych ludzi krzywdzi swoje dzieci. Ludzie, obudźcie się i żyjcie w trzeźwości!”. Taka ze wszech miar szlachetna kampania gwarantowałaby wynik wyborczy w rejonie statystycznego zera. Tymczasem „wiara jest w dużej mierze uzależnieniem. Jej odstawienie nie dzieje się bezboleśnie”, mówi Robert Samborski, autor książek o mocnych tytułach („Sakrament obłudy” i „Kościoła nie ma”),

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.