Tam się czeka na każdy gest

Tam się czeka na każdy gest

– Szukamy pomocy: piszemy do prezydenta Torunia i do marszałka województwa. Na szczęście dotąd nam nie odmówili… Ale jak będzie dalej, nie wiadomo… – martwi się Grażyna Śmiarowska.
Pod tym względem lepiej mają domy pomocy społecznej, gdzie na pobyt i wyżywienie przewidziane jest minimum 800 zł, a jeśli chory nie jest w stanie tyle zapłacić, to resztę dopłaca państwo. Pacjenci zakładów opiekuńczych są poddawani różnym zabiegom medycznym, na które też brakuje pieniędzy. – A przecież w normalnych szpitalach płaci się za procedury lecznicze. Stan naszych pacjentów jest podobny i wymaga takich samych nakładów – podkreśla Barbara Kołakowska. Sytuację dodatkowo pogarsza wprowadzenie od 2012 r. skali Glasgow (patrz ramka), na podstawie której NFZ przyznaje środki finansowe. Im więcej punktów na skali zdobywa pacjent, tym mniej pieniędzy zakład otrzymuje na jego leczenie.

Zdaniem dyrektorów szpitali, tracą na tym pacjenci, ponieważ przyznanie komuś większej liczby punktów wcale nie oznacza mniejszego zaangażowania opieki i środków leczniczych. – Na przykład jeśli chory otworzy oczy, to już NFZ płaci mniej za tę osobę, a przecież wcale mniej się nią nie zajmujemy – dziwi się Barbara Kołakowska. – Pacjenta leżącego, choć już przytomnego, trzeba tak samo karmić dojelitowo, przewracać z boku na bok, leczyć odleżyny… – dodaje Barbara Kaczmarska.

Kolejnym problemem jest brak zróżnicowania w liczbie personelu, jaki ma przypadać na pacjentów wegetatywnych i innych chorych. – Tam, gdzie mamy do czynienia z normalną opieką, wymagającą codziennej wizyty i podania leków, normy powinny być mniejsze niż w przypadku chorych w śpiączce, których trzeba karmić, intensywnie pielęgnować, aby nie mieli odleżyn, a także wszechstronnie rehabilitować – mówi dyr. Kołakowska.

Ze szpitala pod most?

Kiedy pacjenta uda się podleczyć, ale wciąż daleko mu do pełni zdrowia i możliwości samodzielnej egzystencji, problem staje się jeszcze większy. W tym momencie bowiem system ochrony zdrowia go porzuca. A przecież powinien nadal znajdować się pod opieką medyczną. Jaki to pacjent? Taki, który np. mówi, choć niewyraźnie, sam je, przewraca się z boku na bok, ale nie może wstać albo jeździ na wózku, ale za to nie jest w stanie zadbać o higienę, bo jest sparaliżowany. Najlepszy dla takiej osoby byłby pobyt w domu opieki społecznej. Niestety, brakuje procedur prawnych, które umożliwiałyby przekazanie takiej osoby ze szpitala do ośrodka. – Te placówki nie widzą się wzajemnie, są finansowane na różnych zasadach, tak jak nie współpracują ze sobą dwie ustawy – o pomocy społecznej i opiece długoterminowej – zwraca uwagę dr Lilia Kimber-Dziwisz. Bywa i tak, że chorego nie chce nawet rodzina, albo jest samotny, jednym słowem nikt go nie odbiera z zakładu opiekuńczego… Co wtedy? – Przecież nie wyrzucimy takiej osoby za bramę… Po prostu zadłużamy się – mówi Barbara Kołakowska. – Apelujemy więc do ministrów zdrowia i pracy, aby doprowadzili do tego, by ustawa o ośrodkach pomocy społecznej była spójna z ustawą opiekuńczą, aby nasza praca nie szła na marne i można było naszych chorych przekazywać innym placówkom, gdzie będą dalej zdrowieć.

A poza tym, jak mówią szefowie zakładów opiekuńczo-leczniczych, systemowi służby zdrowia powinno zależeć na opiece długoterminowej i szpitalach opiekuńczych, ponieważ opieka nad pacjentem na OIOM kosztuje 3-5 tys. zł na dobę, a w zakładach opiekuńczo-leczniczych płaci się 70 lub 180 zł. Chyba jest różnica…


Skala Glasgow

Jest używana w medycynie w celu oceny poziomu świadomości. Ocenie podlegają: otwieranie oczu, kontakt słowny, reakcja ruchowa. Zaburzenie przytomności jest oznaczane w skali 1-15 pkt.
Na przykład 3 pkt mają osoby ze śmiercią mózgową, 6-8 – nieprzytomne, 13-15 – z łagodnym zaburzeniem przytomności.

Foto: Piotr Lampkowski

Strony: 1 2 3

Wydanie: 32/2015

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy