Temat mówiony półgębkiem

Są tematy, o których krzyczy się na całe gardło, i takie, o których mówi się półgębkiem. Tematem na całe gardło jest już od dłuższego czasu Samoobrona. Straszenie Samoobroną, naśmiewanie się z Samoobrony, pogardzanie Samoobroną należy wręcz do form towarzyskich i mam przyjaciół, którzy pół żartem, pół serio twierdzą, że jeśliby Lepper doszedł do władzy, to wyjadą z kraju.
Tematem, o którym mówi się półgębkiem, jest Liga Polskich Rodzin. Nawet teraz, po kongresie Ligi, na którym Roman Giertych zapowiedział marsz na Wiejską po władzę, która wydaje mu się w zasięgu ręki, komentarze i sprawozdania z tego kongresu były skąpe, a postulaty LPR-u, dotyczące IV Rzeczypospolitej, zamieszczane drobnym drukiem.
Tymczasem Giertych w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” mówi wyraźnie: „Jeśli nie LPR, to Lepper”. Myślę, że lider LPR-u, a może wręcz redakcja „Gazety”, chce w ten sposób zdyskontować od lat podsycany lęk przed Lepperem, by pokazać LPR jako mniej straszną. Otóż nie jest ona mniej straszna i trzeba to powiedzieć na głos.
Zacznijmy jednak od owej alternatywy: LPR albo Lepper. Czy jest ona prawdziwa?
Może nie prawdziwa, ale prawdopodobna. I LPR, i Samoobrona bowiem zgarniają owoce 15 lat naszej transformacji w postaci bezrobocia, marginalizacji licznych grup społecznych, ostatnio zaś także rozczarowania po wstąpieniu do Unii Europejskiej, które zaowocowało podwyżkami cen żywności, a może także zaowocuje podniesieniem podatku CIT od firm i przedsiębiorstw. Obie także powołują się na to, że to nie one brały udział w rządzeniu, przy czym Samoobrona mówi o swoich konkurentach, że „oni już byli”, a LPR otwarcie odrzuca Okrągły Stół jako fundament III Rzeczypospolitej. Obie też partie ze zmiennym szczęściem walczą ze sobą o drugie miejsce w sondażach opinii publicznej, za Platformą Obywatelską, której notowania wydają się sztucznie wydmuchane, zaś ich łączny elektorat szacować można śmiało na co najmniej 30% całego. Stanowi go więc co trzeci Polak.
W tym miejscu jednak, jak sądzę, podobieństwa się kończą. Samoobrona jest od początku do końca dzieckiem naszej transformacji. Warto przypomnieć, że jej działalność – o czym Lepper pisze w swojej przemilczanej książce „Każdy kij ma dwa końce” – rozpoczęła się od ruchu zawiedzionych kredytobiorców wiejskich, którym już po wzięciu pożyczek osławiony plan Balcerowcza podniósł oprocentowanie kredytów, doprowadzając ich do ruiny. Potem do tego gniewu przyłączać się poczęły inne grupy – drobni przedsiębiorcy niszczeni przez import konsumpcyjny i hipermarkety, rolnicy pozbawieni zbytu na swoje produkty, bezrobotni, owszem, także betonogłowi zwolennicy dawnego ustroju, zniechęceni do obecnej lewicy. I Giertych mówi o Samoobronie jako o partii „socjalistycznej, klasowej, rewolucyjnej”, którą Samoobrona oczywiście nie jest, zarzucając jej „przewracanie państwa”.
„Przewracanie państwa” przez Samoobronę to spontaniczne, na poły żywiołowe zrywy – blokowanie dróg, wysypywanie zboża – podczas gdy „zmiana państwa” przez LPR jest przemyślanym od bardzo dawna planem. Temu planowi pochodzącemu od Romana Dmowskiego i endecji służy wiernie już trzecie pokolenie rodziny Giertychów, od Jędrzeja, współpracownika Dmowskiego, przez Macieja, obecnego europosła, po Romana, który okazał się najbardziej z nich skuteczny. Zastosował on też wariant ćwiczony przez endecję już przed wojną, kiedy to młodzi dynamiczni faszyści i pałkarze z ONR-u postanowili opanować Narodową Demokrację, uchodzącą, zdaniem niektórych, za narodową alternatywę dla piłsudczyków, zdominować „staro-endeków” i przejąć władzę. Dla Giertycha juniora rolę ONR-u odgrywa Młodzież Wszechpolska, którą odbudował i której poparcie dla LPR-u nadało tej marginalnej dotąd partii jej obecną dynamikę. Dawna Liga wspierała się, jak ktoś to określił, na „brygadach moherowych beretów” kościelnych dewotek, obecnie poparły ją prężne bojówki Młodzieży Wszechpolskiej.
Czego chcą? Tego, czego zawsze chciała endecja. Państwa narodowego, opartego na katolicyzmie traktowanym jako prawo, a więc fundamentalistycznie. Eliminacji mniejszości – narodowych, etnicznych, religijnych, obyczajowych, światopoglądowych – i podporządkowania ich woli narodu, wyrażanej przez rządzącego prezydenta, mały sejm i częściowo mianowany senat. Chcą także zerwania z masońską Unią Europejską, ponownej dekomunizacji wszystkich, którzy maczali palce w PRL-u, rozliczenia zdrajców z Okrągłego Stołu.
Jeśli alternatywa: „Jak nie LPR, to Lepper” jest prawdziwa, radzę pomyśleć o tym programie; Samoobrona nie ma nawet połowy tych pomysłów.
Ale czy ta alternatywa jest prawdziwa? Można patrzeć na to rozmaicie.
We Francji Le Pen miał w pewnym momencie za sobą 15% elektoratu, tyle mniej więcej, ile u nas LPR, lecz obecnie znów spadł na margines. Jednak Le Penowi przeciwstawiła się zgodnie francuska demokracja, od lewicy po prawicowego prezydenta Chiraca. Czy mamy w Polsce taki front demokratyczny? Mamy w Polsce raczej front towarzyski, wrażliwy, jak ktoś to trafnie zauważył, na przeciwstawienie „panów”, którymi jesteśmy oczywiście my wszyscy, i „chamów”, czyli polityków Samoobrony. Chociaż czy wystarczy to na gładkie obejście Giertychów?
Francja jest również krajem laickim. Nie ma tam „brygad moherowych beretów”, które u nas prowadzi sprzyjający LPR-owi, lecz podobno skłócony z Giertychem ojciec Rydzyk.
Ale mamy też Austrię, kraj katolicki, w którym Heider doszedł do władzy i odsunęła go dopiero – ale czy odsunęła? – Unia Europejska. Heider odszedł do swojej Karyntii, niektórzy jednak twierdzą, że nadal rządzi stamtąd duszami sporej liczby Austriaków, tych zwłaszcza, którym nie wywietrzały z głowy nauki ich rodaka z Linzu.
W Polsce nauki endecji wpajane były do głów od stu lat. Czy wszystkie wyparowały bez śladu? Poczytajcie sobie wydawnictwa LPR-u i jego sojuszników, sprzedawane głównie na cmentarzach w dni świąt narodowych i kościelnych oraz kolportowane przez Młodzież Wszechpolską.
Rzeczywistość nie znosi próżni. Jest już banałem stwierdzenie, że Samoobrona wypełnia na swój sposób próżnię po rozchybotanej, pogubionej lewicy. LPR wypełnia próżnię po inteligentnej, świeckiej, racjonalnej i nowoczesnej prawicy, której wyglądał kiedyś z utęsknieniem Aleksander Małachowski, sam lewicowy odszczepieniec swojej klasy, ale się nieborak nie doczekał. Giertych obecną polską prawicą gardzi, tak jak „staro-endekami” gardził ONR. Mówiąc w wywiadzie o możliwości łącznych wyborów prezydenckich i referendum w sprawie konstytucji europejskiej, cieszy się: „PiS i Platforma mogą wówczas zostać zmiecione ze sceny”.
Mój Boże, czy naprawdę może dojść do tego, że będziemy kiedyś żałować PiS-u i Platformy?

Wydanie: 30/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy