Dywan w pawie kolory

Dywan w pawie kolory

Proszę, jak bujnie rozwinął nam się w mediach temat polskiego alkoholizmu, wielki dywan w pawich kolorach, który liczy co najmniej kilkaset lat. Do tej pory, nie wiedzieć czemu, był schowany, nie zwinięto go jednak i co roku widać nowe barwne wykwity.
Zaczęło się od wypadku samochodowego w Kamieniu Pomorskim. A film Smarzowskiego podgrzał to, co już zdawało się, że zastygło. I na poczekaniu znalazła się wiejska rodzina, gdzie w dym pijani byli nie tylko rodzice, ale też małe dzieci, nawet niemowlę. Okaże się, że wśród ludności tubylczej, która zamieszkuje wyludniające się wsie i miasteczka, ma to tradycję. I jest udokumentowane w poezji. Jesteśmy tuż przed wielką katastrofą szwedzkiego najazdu, poeta pisze:
Rozumiem, że pijaństwo w Polszcze zasadziło
Swe gniazdo. Tu się mnoży i swoje wywodzi
Gniazdusięta; bo ledwie że ząbki narostą
Dzieciuszkowi, aż on już kieliszki wytrząsa,
Już pilnuje, co wypić (…).
A w ogóle to:
Owo zgoła pijana Polska zwać się może.
Piją wszyscy, biskupi i senatorowie,
A piją do umoru; piją i prałaci,
Żołnierze, szlachta, w miastach, dworach i we wsiach.
Autorem satyry jest Krzysztof Opaliński. Tak, ten wielki magnat, który haniebnie poddał Wielkopolskę Szwedom w roku 1655. A pisarzem był świetnym. Mawiano, że opisując wady polskie, siebie samego portretował. To słynne jego słowa:
„Nierządem Polska stoi” – nieźle ktoś powiedział;
Lecz drugi odpowiedział, że nierządem zginie.
Pan Bóg nas ma jak błaznów. I to prawdy blisko,
Że między ludźmi Polak jest Boże igrzysko.
Pojęcie „nierządu” było powodem wielu nieporozumień. Szlachta była dumna z nierządu, co znaczyło „nie rządem Polska stoi, ale swobodami obywateli” i „nic nowego bez nas”. Problem, że nierząd szybko zwyrodniał. To paradoks: jeśli człowiek Zachodu cokolwiek wie o dawnej Polsce (kiedy jeszcze w szkołach uczono historii), to wie, że była u nas wolna elekcja, niezwykły przykład demokracji bezpośredniej.
Mamy rok 2014, nadal wielu Polaków uważa, że Rzeczpospolita „nierządem stoi”, przecież rząd Tuska to nie rząd. To on zabił bliźnięta we włocławskim szpitalu, przez niego – kiedy nastaje mróz – polskie pociągi stają i naród marznie. Politycy PiS, Mariusz Błaszczak, zwany przeze mnie bladaczką, a tym bardziej minister Bolesław Piecha, nigdy by do tego nie dopuścili. Gdy naród pozwoli im dojść do władzy, nawet zimy nam złagodnieją. W tym kabarecie drastycznie brakuje mi agenta Tomka. Biedak tak się upił, że zapomniał: pijesz, nie gadasz. Ponieśli i wilka…
Wracając do rzeczy jeszcze weselszych, coraz częściej zaglądam do poezji Jana Kochanowskiego. To pierwszy polski wielki artysta, a witalność jego sztuki jest świadectwem potęgi i zdrowia ówczesnej Rzeczypospolitej. Wkrótce literatura polska będzie już tylko smęcić.
Hiszpan Pedro Ruiz de Moros, profesor prawa na Akademii Krakowskiej, był zapewne gościem Kochanowskiego. Pito tęgo, gość niezwyczajny, wzbraniał się. W końcu zaryglował się w pokoju i schował w pościeli. Towarzystwo z pełnym dzbanem rusza do niego:
Puszczaj, doktorze, towarzyszu miły!
Doktor nie puścił, ale drzwi puściły.
Ale już wkrótce:
Doktorowi mózg się we łbie mąci.
Trudny – powiada – mój rząd z tymi pany,
Szedłem spać trzeźwo, a wstanę pijany.
We Francji popularne jest powiedzenie: „Pijany jak Polak”. U źródeł miało pozytywne znaczenie: wypił dużo, ma jednak mocną głowę. Są trzy wersje narodzin tego powiedzenia, wszystkie wiodą do Napoleona i polskiej jazdy. To wersja najatrakcyjniejsza: „Rozkaz szarżowania na przełęczy Somosierra (1808) wywołał wśród generałów otaczających cesarza tak wielkie zdumienie, że jeden z nich miał powiedzieć: »Trzeba być pijanym, by taki rozkaz wydać, i trzeba być pijanym, by go wykonać«. Gdy po zwycięskiej szarży Napoleon dowiedział się o tych słowach, miał powiedzieć: »Chciałbym, żeby wszyscy moi żołnierze byli pijani jak ci Polacy«”. (Marian Brandys, „Kozietulski i inni”, Iskry, Warszawa 1982).
Jest tu polskie uwielbienie Napoleona, które gości nawet w polskim hymnie.
Można sobie żartować, ale alkoholizm to jednak plaga polska. A Rosja piła i pije jeszcze więcej. Pije się, to nawyk i obyczaj, ale też, bo dusza boli. Większość alkoholików stosuje bezwiednie alkohol jako lekarstwo na depresję, lepiej jest przez chwilę, potem coraz gorzej.
Czas na coś osobistego: nie piłem i nie piję. Kiedyś, gdy odmawiałem, przyjmowano to z niedowierzaniem albo ze zgrozą. Jak doktor Hiszpan ratowałem się nieraz, idąc spać. Szeptano: „Nie pije, kto to?”. Dla pijących byłem ciężarem, żywym wyrzutem sumienia. Pijacy nie mają do końca czystego sumienia, ale jak wszyscy piją, to już nie grzech. Bywałem więc nieraz jedynym trzeźwym w Sodomie.
Lata 60., Chałupy na Helu. Noc i sztorm na Bałtyku. Pijani Tadeusz Konwicki, plakacista Henryk Tomaszewski i piosenkarz Maciej Zembaty szturmują falochron. Ściągam ich w ostatniej chwili. Ileż ja dobrego uczyniłem dla polskiej sztuki. I nikt mi za to nie podziękował.

Wydanie: 5/2014

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy