Ujawnianie i zatapianie

Ujawnianie i zatapianie

Antoś mówi: – A wiesz, tata, że Kasper opowiedział mi, jak wygląda nieskończoność? Kasper to jego rówieśnik z pierwszej klasy, który planuje być naukowcem. Chciałbym, aby to była największa medialna sensacja, a nie kogo podsłuchano. Oburzamy się, jak można podsłuchiwać, ale stawiamy uszy: co tam nowego? Tego dnia nic? Jaki zawód.
Dzień w Łodzi, gdzie pojechałem bezinteresownie, by pogadać z miłymi ludźmi. Na pewno bezinteresownie? Czy w ogóle już cokolwiek można zrobić bezinteresownie? Autostrada na Poznań jeszcze nadal bezpłatna. Na oko jedzie się przez bogaty europejski kraj, by skręcając w stronę miasta, nagle wpaść na wąską, wyboistą drogę, nie za długą, ale wolną i mozolną. I nagle stara Łódź jak inna planeta, wiek XIX miesza się z XX. Przedstawiciele tubylczej ludności, liczne jednostki zdemolowane przez niehigieniczny tryb życia, „fioletowe nosy, fioletowe ptaki”. I nagle Manufaktura – zastąpiła rynek, którego Łódź nie ma, okazała wyspa. Już ładni ludzie, piasek plaż, wytryski fontann, niezwykła stara architektura, która wydaje się aż za nowa i za czysta.
Manufaktura i inne centra handlowe, co można było przewidzieć, wyssały życie ze słynnej Piotrkowskiej. Ta jest martwa. By dopełnić wrażenia, wyłożono ją cmentarnym granitem. Dalej wielka przebudowa dworca i ciekawe znaki nowej architektury, nie wiem, czy dobrej, ale imponującej. Polska: groch z kapustą i perły. Z okien nowoczesnego Muzeum Sztuki Nowoczesnej patrzę na polskie fawele. I myślę, że te kontrasty gwarantują nam konflikty społeczne, jeśli nie dzisiaj, to jutro. Ma to smutny wymiar społeczny. Dzieci mi najbardziej żal.
A sztuka nowoczesna też się starzeje. I ja z nią. Są również prace Hasiora, Kantora i Erny Rosenstein. Mam kolorowe i żywe okruszki wspomnień związane z tymi artystami. Najstarsze dotyczą Erny Rosenstein. Będąc dzieckiem, spędzałem w jej mieszkaniu długie godziny, wdychając zapach farb i patrząc na wtedy niepojęte dla mnie kształty na płótnach. Przyjaźniłem się z jej synem.
Hasior to dla mnie rok 1974. Kopenhaga. Przyjęcie polsko-duńskie. Byłem studentem, który cudem wymknął się za żelazną kurtynę. Ktoś mi pokazał artystę, ten nagle podchodzi do mnie i pyta po angielsku: – Do you speak Polish? Odpowiadam: – Yes, but not fluently (niepłynnie). Jąkałem się wtedy trochę. Zadumał się, co to znaczy.
Kantor to czas „Solidarności”. Wystawiać miał w Stoczni Gdańskiej swoją sztukę. Z delegacją gdańskiej „Solidarności” wchodzę na próbę generalną. Malarz i reżyser tupie nogami jak dzieciak, wyrywa włosy z głowy i krzyczy: – Ja tu nie mam warunków do pracy! Widząc nas, od razu zmienia rolę.
Światła dźwigów mieszają się ze światłami gwiazd, już trwa spektakl, na widowni podnosi się zwalisty stoczniowiec i wielkim głosem woła: – Wy tu Boga i Polskę obrażacie! Zastygł dyrygujący spektaklem Kantor, a z nim aktorzy. Publiczność była pewna, że to część inscenizacji. Ale ochrona zmierza ku osobnikowi, ten jednak sam wychodzi, ciągnąc za rękę małą, chudą i oporną żonę. Czy to nie była wczesna zapowiedź zablokowania „Golgoty Picnic” na maltańskim festiwalu? Jechałem potem z Kantorem do hotelu, pytał mnie w trwodze, czy to był spisek. Uspokajałem go, że to tylko ludzka głupota.
A „spisek kelnerów”? Życzliwi rządowi i sam rząd marzą, by podsłuchy były dziełem rosyjskiego sąsiada. Jest motyw. Czy nie łączy się to tajną nicią z katastrofą smoleńską? Paranoja jednak szczególnie lubi tylko jedną partię.
Ja stawiam na tradycję polskiej autodestrukcji. Już nasza zimna wojna domowa jest na to świetnym dowodem.
Ciekawym motywem podsłuchów jest wulgaryzacja języka, która wszędzie zrobiła wielkie postępy. Wystarczy posłuchać, jak rozmawiają ze sobą gimnazjalistki. A posłowie opozycji tak publicznie złorzeczyli przed głosowaniem nad wotum zaufania dla rządu, że po co ich podsłuchiwać.
Przy okazji zauważmy, że nie ma takiego rządu na świecie, który wytrzymałby setki godzin podsłuchów prywatnych rozmów jego członków. Człowiek nie zniesie ujawnienia tego, co w nim ukryte. Mamy fasadę, tyły, a dzięki Freudowi odkryliśmy, jak obszerne są nasze piwnice.
Ale i poza piwnicą widzę, jak nobliwy jegomość biegnie do burdelu z pejczykiem w skórzanej teczce, potem wychodzi i prawi w telewizji kazania.
Podglądanie, podsłuchiwanie i ujawnianie, a także sprzedawanie zdaje się istotą naszej cywilizacji. Granica sfery intymnej już roztrzaskana. Roztrzaskujemy ją też sami dla prawdy i dla komercji, dla zdrowia i dla choroby. Mechanizm ruszył i już się go nie zatrzyma. To niejedyny paradoks: media bronią demokracji i ją niszczą. I też ogłupiają wszystkich. O ileż ładniejszy był świat, gdy tak wiele było ukryte. Czy lepszy? Strach pomyśleć, jak kłębiły się w mroku występki, które dzisiaj nie mieszczą się w głowie.
Czego się dowiadujemy o naszej duszy, gdy ludzie zaczynają podsłuchiwać samych siebie… Robią to choćby internauci, notując bezmyślnie swoje myśli i nienawiści na portalach społecznościowych. Złowrogi to obraz.

Wydanie: 27/2014

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy