Wielki mecz

Wielki mecz

Z gośćmi, którzy jedli u nas kolację, oglądamy historycznego już seta finałowego meczu o mistrzostwo świata w siatkówce. Widzę, jak na grzbiecie triumfalnie spienionej fali płynie prezydent Bronisław Komorowski, biało-czerwony szal łopocze mu na wietrze historii. Załatwił u właściciela Polsatu odkodowanie finału w telewizji, żeby cały naród mógł oglądać mecz, który został wygrany. Rosną procenty w sondażach dla Bronisława Komorowskiego. I w cuglach wygra wybory prezydenckie. Patrząc na wiwatujące tłumy, mówię: „Strach pomyśleć, co teraz się dzieje w duszy Jarosława Kaczyńskiego”. Czemu tak to wszystkich rozbawiło?
Dramat Kaczyńskiego – kogo rzucić Komorowskiemu na wyborcze pożarcie? Prezes wolałby połknąć cykutę, niż brać udział w tych wyborach i sromotnie je przegrać. Wtedy zresztą od razu zjedliby go sami swoi.
Wracając do zdobycia mistrzostwa świata przez naszych siatkarzy… Naród upokarzany przez zabory, okupacje, a też przez nędzę piłki nożnej, nagle triumfuje – Malinowski, Kozłowski i Kowalscy, wszyscy poczuliśmy wielką moc. Wygraliśmy wojnę, chociaż większość z nas oglądała ją w kapciach.
Polacy mają problem ze sportami zespołowymi. To zneurotyzowanie, indywidualizm, niechęć do ustalania i przestrzegania wyraźnych reguł gry. Ale też fatalistyczne myślenie. Dlatego tak często przegrywaliśmy sportowe wojny zastępcze. Teraz stało się inaczej. Czy to przypadek, że trener był Francuzem?
Ciekawe, że tak wiele u nas się upolityczniło. Nawet spółkowanie osłów w zoo nabrało charakteru sporu ideologicznego. Jakby w Stanach mniejsze były emocje na linii konserwatyści-demokraci.
Z tej okazji polecam amerykański film „Boyhood” w reżyserii Richarda Linklatera. Opowieść o współczesnej rodzinie. Uderza, że polska rodzina już prawie nie różni się od amerykańskiej. Na dobre i na złe. Film niezwykły też dlatego, że kręcony przez 12 lat, by aktorzy, dzieci i dorośli, mogli naturalnie się starzeć. Stąd przejmująca prawdziwość tego obrazu. Przy okazji zabawnie pokazane są polityczne emocje, jakże bliźniacze do naszych.
Nasze podziały czepiają się głupstw, ale często są głębinowe. Ludzi różni „chemia psychiczna”, a charakter rzeźbi twarze i sylwetki. Napisałem przed laty, że w 80% trafnie mogę rozpoznać po obliczach ludzi ich poglądy na linii liberał lub socjalista a konserwatysta. Wzburzyły te słowa prawicowych publicystów – wtedy był jeszcze przepływ złych energii między nami. Teraz oni na Jowiszu, ja na Marsie. Już nawet w kinie ich nie spotykam.
Skrajne postawy kształtuje nie tylko naturalna skłonność, też wychowanie. Wielka emigracja Żydów i „niby-Żydów” z Rosji do Izraela zgodnie z przewidywaniami dała temu krajowi wielu świetnych naukowców, muzyków i sportowców. Zaskoczeniem stało się, że tak to wzmocniło postawy skrajne i narodową prawicę. A to nieszczęście widoczne choćby w ponownym wyborze Netanjahu na premiera. Miejscowi liberałowie jeszcze bardziej go nie lubią niż my prezesa. Prezes może nas poprowadzić na manowce, a ich premier na nową zagładę.
W ZSRR udało się stworzyć nowego człowieka. Teraz to ludzie poradzieccy, którzy wypełniają myśl Norwida: „Gdyby dano niewolnikom skrzydła, zamiataliby nimi ulice”. A jednak 20 tys. przeciwników wojny wyszło na ulice Moskwy i pozwolono im na to.
Wojna na wschodzie na razie zastygła, ale na jak długo? Sam widzę u siebie szkody, jakie wyrządziła. Nie mogę teraz czytać rosyjskich pisarzy, których tak uwielbiam. Oni też mieli przecież wielkoruskiego wirusa.
Rzecz nie tylko w tym, że giną ludzie. Przeraża kłamstwo i to, że łączy je kanał wykopany przez więźniów gułagów z tym stalinowskim. Rosja nie przetrawiła swoich zbrodni, Niemcy jednak tak.
Znajoma z Berlina tłumaczy mi słabość militarną Bundeswehry. „Niemcom już nie chce się wojować, to zbyt męczące. Do wojska idą głównie ci, którzy wiedzą, że inaczej skończyliby na garnuszku pomocy społecznej. Czyli Niemcy Wschodnie, i tak już zdziesiątkowane, ogołocone z ludzi młodych i dzieci, do tego samobójczo puste. Albo ci, którzy chcą sobie postudiować bez ryzyka finansowego. Albo którzy chcą polatać jako piloci”.
Na zdrowy rozum – i całe szczęście. Ale gdzie tu miejsce na zdrowy rozum? Kłócę się ze znajomą, która mówi o bezsensie wojny. Wszystko, tylko nie wojna, należy ustępować Rosji. Ja, zwierzę polityczne, przypominam, do czego świat doprowadziło ustępowanie Hitlerowi. Ona ma łzy w oczach. Hitlerem przygniotłem ją jak głazem, a to nieuczciwe. Putin jednak nie Hitler, zamarzyło mu się być nowoczesnym carem. Tego nie da się pogodzić z demokracją, więc namiastki demokracji tam zdychają.
Ale kobieta jak zwykle ma rację. Nie warto. Tego też uczy nas historia. Widać to po latach. Aż oczy bolą od tej oczywistości. Problem, że prawdziwe życie nie jest po latach, tylko właśnie teraz.

Wydanie: 40/2014

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy