Uff, jak gorąco!

Uff, jak gorąco!

Udary słoneczne, wypalone pola, koleiny głębokie na pół metra, wolniejsze pociągi

Palma na warszawskim rondzie de Gaulle’a, choć sztuczna, wreszcie wygląda jak w swoim żywiole. Parę lat takiej pogody i na naszych polach wyrosłyby prawdziwe. Kosztem wypalonych przez tropikalne słońce zbóż i roślin paszowych.
W wyniku suszy i upałów uprawy ucierpiały najbardziej. Rolnicy w województwach mazowieckim i łódzkim meldują o stratach w zbożach przekraczających 70%. W skali całego kraju, zdaniem resortu rolnictwa, mogą one wynieść 15-30% (choć GUS mówi o stratach poniżej 7%). Trudniej policzyć, jak skutki upałów przekładają się na straty w rolniczych portfelach.

Rząd się wyżywi
Wicepremier Lepper uważa, że rolnicy mogą stracić w tym roku nawet kilkanaście miliardów złotych. To niemało, gdy zważyć, że dochody budżetu państwa w 2006 r. wyniosą ok. 195 mld zł.
Resort rolnictwa zapowiedział szybkie przeznaczenie 100 mln zł na pomoc dla najbardziej poszkodowanych oraz dostawy zboża w wysokości około tony na gospodarstwo. Pośpiech jest potrzebny, bo Rada Ministrów działa niestety opieszale. Piątkowe, nadzwyczajne posiedzenie rządu, poświęcone pomocy dla rolnictwa, skończyło się niczym. Premier Kaczyński oświadczył, że należy „rozważyć aspekty finansowe, organizacyjne i prawne” oraz „ostatecznie oszacować straty”. Straty jednak wciąż się zmieniają i o ich ostatecznej wielkości będzie można mówić dopiero jesienią.
Chleba, przetworów zbożowych i pasz oczywiście w Polsce nie zabraknie, Unia Europejska dysponuje nadwyżką zbóż. Jesienią i zimą może jednak nastąpić podwyżka cen żywności. Nie wiadomo wprawdzie jaka, bo nasza Rada Polityki Pieniężnej jeszcze nigdy nie trafiła w cel inflacyjny, ale tzw. rynki mówią, że za parę miesięcy należy się spodziewać podwyżki stóp procentowych.

Lać albo nie lać
Im bardziej sucho, tym więcej pożarów. W tym roku w Polsce lasy paliły się 9000 razy – aż ponad połowa tych pożarów wybuchła w lipcu! W ostatnich dniach strażacy walczyli z dwoma niebezpiecznymi pożarami w dolnośląskich lasach, coraz częściej ogień niszczy zboże na polach. W całym kraju obowiązuje trzeci, najwyższy stopień zagrożenia pożarowego.
Lokomotywy na razie jeszcze nie stoją nagminnie na stacjach, ale z obawy przed odkształceniem szyn kolej wprowadza ograniczenia prędkości – np. pociągi na trasie Katowice-Wisła muszą zwolnić z 90 do 70 km/godz., co powoduje opóźnienia.
Większe niż zwykle będą nakłady na utrzymanie dróg. Temperatury powyżej 30 stopni sprawiają, że nasze nędzne asfalty są miękkie jak ciasto. Ciężarówkom można zakazać jeżdżenia między 11 a 22, ale miejskich autobusów nie da się przerzucić na porę nocną, na ulicach miast robią się więc potworne koleiny. Tam, gdzie grozi to wypadkiem bądź uszkodzeniem aut, w trybie alarmowym wylewa się asfalt, który w tej temperaturze zastyga długo i prawie natychmiast znów jest rozjeżdżany. Wszystko to kosztuje, więc by chłodzić jezdnie, w Warszawie i innych miastach na ulice rusza coraz więcej polewaczek – co też nie jest za darmo (polanie kilometra ulicy to koszt od 150 do 200 zł), pochłania cenną wodę i pomaga na krótko.
Czy więc lać, ile się da? Sprawa ponoć nie jest prosta i dlatego szef biura administracyjno-gospodarczego stolicy zamawia ekspertyzę naukowców z Politechniki Warszawskiej (również niedarmową), by wyjaśnić, kiedy najlepiej polewać stołeczne ulice; czy sensowniej robić to w nocy, czy może w szczycie upałów? Nauki nigdy dosyć, być może z ekspertyzy zrodzi się praca habilitacyjna na temat sensu lania wody. Szkoda jednak, że włodarze miasta jeszcze nie posiedli tej wiedzy, w końcu upały są nie pierwszy raz.
W stołecznym zoo uznano zaś (bez ekspertyzy), że lać trzeba, więc gdy parę tygodni temu wysyłano białego niedźwiedzia do Francji, przez cały czas polewano go wodą, zanim skrzynia, w której siedział, została zamknięta i trafiła na ciężarówkę.

Uciekać od słońca
Niestety nie możemy ciągle siedzieć w wannie, czasem trzeba stawić czoła wysokiej temperaturze. Do szpitali w całej Polsce zgłasza się coraz więcej osób, u których upały pogłębiły dolegliwości serca i naczyń wieńcowych, a także z objawami wstrząsu termicznego. Od wtorku do piątku, jeszcze przed rozpoczęciem Przystanku Woodstock w Kostrzynie, z powodu odwodnień i porażeń słonecznych udzielono pomocy prawie 500 młodym ludziom. W nocy z czwartku na piątek 19-latek zmarł na skutek udaru cieplnego w namiocie pozbawionym przewiewu.
Minister zdrowia zaapelował do Polaków, by w czasie upałów zachowali szczególną ostrożność. Przestroga dotyczy prawie 9 mln obywateli, bo tylu cierpi na chorobę wieńcową i nadciśnienie. – Jeśli chory zapomni o zażyciu leków, może to oznaczać dla niego śmiertelne zagrożenie. Trzeba ograniczyć wysiłek fizyczny i uzupełniać niedobory płynów – mówi Zbigniew Religa.
Najwyższą w ogóle temperaturę na ziemiach polskich zmierzono 29 lipca 1921 r. pod Opolem – 40,2 st. w cieniu. W tegorocznym lipcu do pobicia rekordu trochę brakowało, choć notowano ponad 36 st. – np. w Słubicach było 36,5.
Są jednak i tacy, co twierdzą, że 36 st. to za mało. Wojciech Cejrowski, chcąc być oryginalny, oświadcza, że nie znosi temperatur poniżej ciepłoty ciała, więc jak jest mniej niż 36,6, to uważa, że „dokłada do interesu”. Oby dokładał coraz więcej, bo trudno wytrzymać te upały.

Wydanie: 31/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy