Unia odjeżdża, a my?

Unia odjeżdża, a my?

I premier Beata Szydło, i minister Waszczykowski, ba, również prezydencki minister Krzysztof Szczerski zgodnie zapewniają, że Polska chce być w Unii i z niej nie wyjdzie. A poza tym nie zgodzi się na podział Unii na różne jej prędkości.

Skoro tak, jeśli są to szczere intencje, wszyscy oni będą mieli kłopot.

Bo wprawdzie Unia również nie zamierza wyrzucać Polski, ale planuje iść do przodu, zacieśniać integrację. Nie oglądając się specjalnie do tyłu…

Elementem tego procesu będzie reforma strefy euro. Mówił o tym w Strasburgu, w dorocznym orędziu o stanie Unii, szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. Zaczął pełen optymizmu: „Unia znów ma wiatr w żaglach. Teraz jest czas na budowę bardziej zjednoczonej, silniejszej i bardziej demokratycznej Europy”.

Ten wiatr w żaglach to nie tylko odparcie ofensywy prawicowych populistów w Holandii, Austrii i we Francji, ale też znakomite wyniki gospodarcze państw Unii, najlepsze w historii. Jeśli więc ktoś szukałby głównej przyczyny obecnej koniunktury w Polsce – to ją znalazł.

Mówiąc o tym, że przychodzi czas na budowę bardziej zjednoczonej Unii, Juncker zakreślił jej ramy. Przede wszystkim zaznaczając, że nadchodzi czas reformy strefy euro, czyli – w wersji soft – oddzielnego jej budżetu (ale w ramach budżetu całej Unii) i powołania unijnego ministra finansów i gospodarki.

Te zapowiedzi są już dość konkretne, gdyż szczegółowy projekt „linii budżetowej dla eurolandu” Komisja zamierza złożyć w najbliższych miesiącach. Tak żeby był czas na jego zatwierdzenie w europarlamencie i w krajach członkowskich. Komisja będzie w maju 2018 r. proponować budżet Unii po 2020 r., więc do tego czasu musi mieć wszystko podopinane.

Innymi słowy, za pół roku Polska będzie wiedziała, na ile pieniędzy może liczyć po roku 2020. Perspektywa niby odległa, ale pieniądze prawdziwe… Natomiast już wcześniej będzie musiała zadeklarować, czy zamierza wejść do strefy euro, czy nie. Juncker do tego zachęca, mówi, że wszystkie państwa Unii powinny być w tej strefie. A dla tych z kłopotami utworzony zostanie specjalny fundusz.

Przewodniczący KE dodaje, że będzie to także strefa praworządności. I podkreśla, że praworządność – obok wolności oraz równości szans – musi pozostać fundamentem europejskiej wspólnoty. A rządy prawa – co już było ewidentną aluzją do Polski – nie są w Unii rzeczą opcjonalną.

Jest kij, jest marchewka. PiS może wybierać. Pytanie tylko, czy już o tym wie. Bo sądząc po wypowiedziach najważniejszych osób, w PiS wciąż panuje wiara, że reformę Unii da się zablokować albo uda się znaleźć takie rozwiązanie, które pozwoli Polsce być trochę w Unii i trochę poza nią. Mówił o tym Jarosław Kaczyński, podkreślając, że prędzej będziemy wyspą, niż ulegniemy. To zdecydowane słowa, ale w Strasburgu nie zrobiły na nikim wrażenia. Zdaje się, że w europejskich scenariuszach Polskie „nie” zostało skalkulowane i zważone. I decyzja została podjęta.

Wydanie: 38/2017

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy