W USA już by siedzieli

W USA już by siedzieli

Prawo i Sprawiedliwość lubi sobie strzelać w stopy. Zapowiedzieli wielką ofensywę w walce o dusze polskiej młodzieży. I co zrobili na początek? Pokazali, do czego używają laptopów. Plaga nieszczęść, jakie spotkały polityków PiS obdarowanych takim sprzętem, nie wzbudzi z pewnością współczucia u młodzieży. Wręcz przeciwnie. Młodzi muszą mieć duży ubaw, słuchając Ziobry i innych, jak ciężko im pojąć te skomplikowane (?) urządzenia. I tak do wcześniejszej opinii o politycznych dziwadłach doszła nowa, kto wie, czy nie boleśniejsza, o umysłowych pierdołach.
Zanim jednak Jarosław Kaczyński znajdzie nowy pomysł na pozyskiwanie młodzieży, czeka go czas rozliczeń za dwa lata rządów. To mogą być najtrudniejsze chwile w jego życiu.
Przez lata brał udział w ważnych decyzjach kadrowych, był przy tworzeniu i rozpadzie wielu koalicji. A od 2005 r. sam miał ogromną władzę i wszystkie instrumenty do skutecznego wdrażania nawet najskrajniejszych pomysłów. Jednak nawet tej ogromnej władzy było mu za mało. Gdy czegoś chciał, nie wahał się przed niczym. On i jego zausznicy podejmowali decyzje sprzeczne z prawem. Doświadczyły takich metod media publiczne, służby specjalne, dyplomacja i spółki skarbu państwa. Dowodem na bezprawność wielu decyzji są wyroki sądowe, przywracające ludzi do pracy i odszkodowania, które musi im wypłacić skarb państwa. Poznałem tę technologię PiS-owskiego bezprawia w Polskiej Agencji Prasowej.
Kuriozalny nieudacznik Wojciech Jasiński, którego PiS zrobiło ministrem skarbu tylko dlatego, że był przywiązany do braci Kaczyńskich jak Saba do Dorna, potrafił jednego dnia wyrzucić z pracy najlepszych pracowników ministerstwa. Przegrywał sprawy w sądach, a dziś śmieje się ludziom w twarz, bo jako poseł PiS ma zapewnione beztroskie, dostatnie życie. Jasiński jest jednym z modelowych przykładów żartu, jaki sobie zrobił Kaczyński z ludzi, nazywając swoją partię słowami, których nikt tam nie traktuje serio.
Serio trzeba jednak potraktować spadek po PiS. To, co już się wylało z topionych i niszczonych laptopów i wypadło z szaf w ważnych instytucjach, potwierdza, że sprawdziły się najgorsze obawy, jakie mieliśmy w czasach rządów tej partii. Z każdym dniem mamy nowe, ważne dowody na to, że zagrożenie demokracji było realne. Poznajemy takie fakty i takie decyzje ludzi nominowanych przez PiS, które muszą mieć swój finał w sądach. Poznajemy mechanizm dwuwładzy. Z jednej strony mieliśmy oficjalne struktury, a obok albo w środku nich powstawały komitety PiS-owskie, składające się z najbardziej zaufanych ludzi braci Kaczyńskich. Co wcale nie oznaczało, że ci zaufani też nie byli nagrywani i podsłuchiwani. Kaczyńskiemu udała się w tej dziedzinie wielka sztuka. Nigdy wcześniej Polska nie była tak blisko w drodze do państwa orwellowskiego. Nigdy też władza nie była na taką skalę równie bezwzględna i cyniczna.
Najważniejszym pytaniem, na które muszą teraz wyborcom odpowiedzieć PO i PSL, jest pytanie o to, co z tą przestępczą spuścizną po PiS mają zamiar zrobić. Czy spełnią swoją powinność obywatelską i polityczną i doprowadzą do tego, by winni przestępstw politycy i urzędnicy państwowi ponieśli przed sądami powszechnymi odpowiedzialność karną za to, co i jak robili?
Problem jest ogromny, bo i skala nadużyć i łamania prawa jest ogromna. Już dziś można mówić o setkach osób. A to dopiero początek. Nie ma co marzyć o przywróceniu zaufania do władzy i budowie społeczeństwa obywatelskiego bez rozliczenia bezprawia. I bez osądzenia i ukarania winnych. Od góry począwszy, a nie od dołu. Ulubionym krajem polskiej prawicy są USA. A skoro tak, to sięgnijcie, panowie, po tamtejsze rozwiązania. Amerykańscy politycy i urzędnicy, którzy kradną lub łamią prawo i zakładają nielegalne podsłuchy, trafiają na długie lata do więzienia. Chcecie Ameryki w Polsce, to zacznijcie od tej całkiem sensownej zasady.

Wydanie: 7/2008

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy