Ustawodawcze zepsucie

Ustawodawcze zepsucie

BEZ UPRZEDZEŃ

Potępiamy korupcję z dwu powodów, po pierwsze dlatego, że jest sprzeczna z prawem i po drugie, ponieważ przynosi realne szkody. Szkodliwe mogą być również działania zgodne z prawem, a największą zdolność szkodzenia społeczeństwu posiada władza ustawodawcza. Najbardziej zasadnicze spory w filozofii politycznej jej właśnie dotyczą. Autor „Umowy społecznej” twierdził, że władza demokratyczna jest nieograniczona i lud ma prawo szkodzić samemu sobie. Polski Sejm, jako reprezentacja ludu, z wielką przesadą korzysta z tego prawa. Konstytucja RP nie wytrzymuje próby życia, powinna być zmieniona w kierunku ograniczenia sejmowładztwa i partyjniactwa. Jej twórcy mieli zbyt wyidealizowane wyobrażenie o reprezentantach narodu, przypisali im więcej poczucia odpowiedzialności za kraj, niż ci są zdolni mieć i nie przewidzieli, że korupcja może rozszerzyć się na władzę ustawodawczą.
Partii rządzącej w realnym socjalizmie słusznie zarzucano, że jest strukturą jałową, która zmonopolizowała prawo dzielenia dóbr wytworzonych bez jej udziału. Okazuje się, że zniesienie monopartii i przekazanie przywileju dystrybucji i redystrybucji dóbr partiom stanowiącym większość parlamentarną jest jeszcze bardziej irracjonalne. Do zwykłej niewiedzy i krótkowzroczności monopartii dochodzi teraz demagogiczne współzawodnictwo o względy wyborców i o wizerunek partii najłaskawszej dla ludzi potrzebujących. Już nie jedna, ale kilka partii rozdaje dobra wyprodukowane bez ich udziału, chcąc kosztem społeczeństwa jako całości zapewnić sobie trwałe miejsce przy żłobie. Powiedział kiedyś profesor Antoni Podraza: partie nie chcą władzy – chcą żłobu. Jak w wielu innych sprawach, tak również w marnotrawieniu pieniędzy budżetowych najbardziej dowcipna okazuje się Unia Wolności. Prostaczkowie uważają, że chcąc chronić obywateli przed przestępcami, państwo powinno lepiej wyposażać policję i sądownictwo. Posłowie Unii Wolności wymyślili coś lepszego i zgłosili projekt ustawy przewidujący odszkodowania dla ofiar przemocy: państwo cię nie ochroniło, dostałeś pałką bejsbolówką po łbie, należy ci się od państwa odszkodowanie. Trzeba policzyć, czy nie wypadłoby taniej znieść policję i sądy i zaoszczędzone w ten sposób olbrzymie środki przeznaczyć na odszkodowania, rekompensaty i nagrody dla ofiar przestępstw. Malutki kroczek w tym kierunku już został postawiony przez Unię Wolności. Mielibyśmy dzięki temu państwo całkowicie nierepresyjne, przyjazne wszystkim ludziom, idealne z punktu widzenia humanitaryzmu i praw człowieka.
W marnotrawieniu pieniędzy publicznych na razie nikt nie przewyższył AWS. Wprowadzenie w życie wszystkich jej projektów ustawodawczych zrujnowałoby Polskę. Nie tylko wielkość sum bezsensownie marnotrawionych trzeba tu brać pod uwagę, ale również, i może w większym stopniu, totalnie demoralizujące odrywanie redystrybucji od systemu produkcyjnego, od pracy. AWS wybiera z systemu totalitarnego pojedyncze składniki i myśli, że w wielopartyjnym rozgardiaszu ich sens przejdzie niepostrzeżony. Z totalitaryzmu pochodzi pomysł upaństwowienia matek. Na razie tylko tych wychowujących co najmniej troje dzieci. Jeżeli państwo ma im płacić pensje, to czego jeszcze trzeba, żeby to było upaństwowienie? Totalitaryzmy upadłe były sadystyczne, ale sadyzm był przygodną, niekonieczną cechą totalitaryzmu. Tu i ówdzie na świecie wyłania się już nowe monstrum – totalitaryzm hedonistyczny, obiecujący ludziom, że jeśli będą robić to, co im partie rządzące każą, to czeka ich słodkie życie bez pracy. Jeśli, kobieto, będziesz miała dużo dzieci, to uczynimy cię funkcjonariuszem państwa i będziemy ci płacić za to, co przedtem należało do prywatnego życia i było prywatną satysfakcją. Lewica upolitycznia „orientacje seksualne”, czyli seks bezpłodny, prawica upaństwawia seks płodny. Obok reprywatyzacji i powszechnego uwłaszczenia awuesowska „polityka prorodzinna” jest największym i najkosztowniejszym nonsensem legislacyjnym III RP.
Za każdą złotówką znajduje się czyjaś praca. Kto otrzymuje coś za darmo, powinien być wdzięczny tym, którzy na to pracowali. Nie sejmowym i senackim demagogom, bo to są tylko kuglarze, którzy udają, że wytrząsnęli z rękawa miliardy na „politykę prorodzinną”, na solidarnościowych „kombatantów”, na niedowartościowanych sołtysów, lecz tym, którzy te pieniądze, te dobra wypracowali. Kto z łaski Unii Wolności dostaje za darmo mieszkanie, do tej pory spółdzielcze, powinien rozejrzeć się po społeczeństwie, u kogo zaciąga w ten sposób dług. Partia mu powie, że u niej, ale to jest oszustwo. Zabierając pieniądze tym, którzy je wypracowali i dając innym według swojego uznania i wyrachowania, posłowie sądzą, że mogą powołać się na spiżowe prawo solidarności. Ale czym jest ta solidarność, która nie zobowiązuje do wzajemności tych, którzy biorą i która jest wymuszana na tych, którym się zabiera. Za tymi hojnie rozdawanymi zasiłkami, zniżkami podatków, dodatkami dla kombatantów pokroju ministra Jacka Taylora spostrzegamy przemyślny system przymusu, państwowo zakonspirowane niewolnictwo. Jeżeli jestem przez państwo zmuszony płacić na rodziny wielodzietne, na zmultiplikowanego w dziesiątki i setki tysięcy Jacka Taylora i kogo tam jeszcze wyobraźnia sejmowa wynajdzie jako godnego dopłaty, to czy nie jestem ich niewolnikiem? Nie mówcie o solidarności, bo solidarności nie można ustanowić w Sejmie, a w rzeczywistości istnieje tylko jednostronny wyzysk.
Skarb państwa, finanse publiczne w Polsce są niezwykle słabo strzeżone. Mieliśmy od „Solidarności” otrzymać państwo, z którym obywatele mogliby wreszcie w pełni się utożsamiać, ale na razie nawet rządzące elity z nim się nie utożsamiają. Opanowała je mania rozdawania dóbr niezależnie od reguł sprawiedliwości i wzajemności, z całkowitym lekceważeniem potrzeb rozwojowych Polski, jednego z najbardziej zacofanych krajów Europy i mającego coraz gorsze perspektywy rozwojowe. I są w tym Sejmie i w tym rządzie tacy durnie, którzy głoszą, że wzrost – dzięki polityce prorodzinnej – popytu na wózki dziecinne, pieluchy i tornistry pobudzi koniunkturę w gospodarce! I prasa prawicowa w to wierzy, i temu przyklaskuje.
Stanowczo zbyt wąsko rozumie się pojęcie korupcji. Żaden sprzedajny czy chciwy urzędnik, menadżer czy finansista nie spowodował w Polsce tyle szkód, co demagodzy w Sejmie i Senacie, stanowiący tam większość. Są podstawy, aby się obawiać, że do władzy ustawodawczej przyłączą się też sądy. Oto dwoje filutów zza Buga uzyskało wyrok sądowy przyznający im odszkodowanie o wartości miliarda nowych złotych. Ani władze sądownicze, ani ustawodawcy, ani rząd nie mają sobie w związku z tym nic do zarzucenia. Kresowiacy, byli ziemianie z Podola, z Wołynia i z Litwy „ojczyzny naszej”, są tak samo ludźmi specjalnej troski jak rodziny wielodzietne. Stawiam sobie pytanie, kiedy ludzie żyjący z własnej pracy uświadomią sobie, jak bardzo są oszukiwani i wydrwiwani przez to wielopartyjne państwo.

Wydanie: 33/2001

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy