Utin – nie Putin

Utin – nie Putin

Z notatek Łazarza

Semiotyka jest nauką o znakach. Obracał się będę w kręgu znaków i rozważę problemy semiotyczne. Zacznę od znaków nachalnie rzucających się pod nogi. Marcin Nowoszewski, Senior Account Manager w sieciowej agencji Corporate Design Carré Noir, twierdzi, że „wśród składowych elementów efektywnej symboliki jest parametr, który należy do najważniejszych w budowaniu marki: nazwisko – samo w sobie będące marką”. Jak tu się z nim nie zgodzić, że markowe nazwisko jest symbolem doskonałym. Nazwiska Michelin, Boss, Siemens, Hewlett, Lacoste, Lafarge, Gillette, Gucci „posiadają tę przewagę nad markami nie-nazwiskami, że wyraźnie wskazują na pewien zespół wartości, tworzących ich reputację: tradycję, know-how, wizję geniusza, charyzmę i często również po prostu twarz, parametr niezwykle ważny w przypadku lansowania np. produktów kosmetycznych”. Czy prezydent Rosji mógłby się nazywać Gucci, jeżeli jego zadaniem nie miałoby być lansowanie produktów kosmetycznych? – Wszyscy uczeni analitycy, na czele z Waldemarem Łysiakiem, są zgodni, że ciemne siły, sterujące rosyjską sceną polityczną, nigdy do czegoś takiego nie dopuściłyby. Gucci swym nierosyjskim nazwiskiem nie zagwarantowałby przecież stabilizacji politycznej i ekonomicznej w Rosji. Taką stabilizację mogłoby zapewnić nazwisko Bieriezowskiego, zawierające istotny symbol rosyjskości – brzozę, ale dziennikarze odkryli, że swego czasu posiadł, skubany, nierosyjskie obywatelstwo (nierosyjskie – to mało powiedziane!). Ciemne siły dały więc Bieriezowskiemu spokój, choć nie daje mu spokoju rosyjskie prawo jurystyczne. Z oczywistej przyczyny zrezygnowano również z Gusinskiego (gęś na urząd?) i wybrano inny symbol-markę rosyjską – drogę. Put’ – to droga. Putin syn – to syn drogi. Władimir Putin po polsku brzmi podwójnie dobrze – to Włodzimierz Drogi. Działa na wyobraźnię?!
Ciemne siły rosyjskie są bez wątpienia siłami antypolskimi, czego dowody znajdujemy w całej historii (powszechnej i narodowej), wystarczy wspomnieć słynnych Rosjan: Niemkę Katarzynę II, Gruzina Stalina lub Polaka Dzierżyńskiego. Dzięki naszemu Wielkiemu Tropicielowi Ciemnych Sił wiemy już także, że większość naszych ministrów spraw zagranicznych była „agentami sowieckich służb specjalnych” (sowieckich, czyli rosyjskich, ma się rozumieć). Skoro tak, możemy być pewni, że agenci dotarli również do innych ministerstw (ostatnio do MSW) oraz do środków masowego przekazu i od dawna mają wpływ na naszą codzienność polityczną i gospodarczą. Potwierdził to pułkownik Heldbaum w dziele „Najgorszym” Waldemara Łysiaka. Czy jest więc możliwe, by ciemne siły rosyjskie nie miały wpływu na nasze wybory polityczne, gospodarcze, parlamentarne, prezydenckie?
Czego nie powiedział Łysiakowy pułkownik Heldbaum amerykańskiej dziennikarce? Ano tego, że ciemne siły antypolskie postanowiły upokorzyć i skompromitować Polskę – tę zdrajczynię Słowiańszczyzny. Zmobilizowano agentów uśpionych i nieuśpionych. Ci podpowiedzieli: Utin załatwi wszystko – do kwadratu – i nikt się nie połapie, nawet Putin. I początkowo w rzeczy samej mało kto się połapał…
A dzisiaj co mamy? Putin rozważa, który z symboli rosyjskich jest najlepszy na dalszą Drogę rosyjską: Iwan czy Niedźwiedź – Iwanow czy Miedwiediew, a w Polsce na miejsce Utina przychodzi ktoś już bez żadnego symbolicznego wyrazu dla Rosjan – ktoś tuskłyj. Przydałby się jakiś Orłowski. Zajrzyjcie jednak do słownika angielskiego! Tusk (of elephant) – i znowu jesteśmy w Europie.

 

Wydanie: 45/2007

Kategorie: Opinie

Komentarze

  1. Ewa Wygachiewicz
    Ewa Wygachiewicz 19 lipca, 2017, 01:01

    Ciekawie, oryginalnie i zabawnie napisałeś, drogi kolego. Z pewnością była by piątka u naszej wymagającej, wspólnej polonistki, drogi Andrzeju…u mnie już ją masz 🙂

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy