Utrącony ręką prezesa

Utrącony ręką prezesa

Jerzy Szmit, lider PiS na Warmii i Mazurach, już po raz drugi nie został przez Jarosława Kaczyńskiego wystawiony do Sejmu

Jerzy Szmit nie ma szczęścia. Lub po prostu nie cieszy się zaufaniem prezesa PiS, który ponownie – tak jak w 2015 r. – usunął go z listy kandydatów do parlamentu. Cztery lata temu, jak pisaliśmy w tekście „Ostatnia klęska pechowego polityka” (PRZEGLĄD nr 39/2015), Jarosław Kaczyński zrobił to w ostatniej chwili, gdy okazało się, że „mogą się pojawić kolejne materiały na jego temat”. Wcześniejsze publikacje w „Fakcie” dotyczyły Szmita przyłapanego z kochanką w Warszawie. A przecież 55-letni wtedy poseł kreował się na człowieka respektującego katolickie wartości rodzinne. Dlatego na koniec wspomnianego artykułu zadaliśmy pytanie: „Czy to już koniec kariery politycznej Jerzego Szmita?”.

Na horyzoncie agent Tomek

Pytanie było zasadne, bo w karierze Szmita, z wykształcenia inżyniera geodezji, dominowały klęski, szczególnie na szczeblu lokalnym, gdzie przegrywał wybory na prezydenta Olsztyna, a marszałkiem województwa był ledwie kilka miesięcy. Odnosił co prawda i sukcesy, raz zdobywając mandat senatora (2005-2007) i raz posła (2011-2015), lecz przy innych szefach regionów wypadał blado. Brylował jedynie na szosach, przekraczając limit prędkości, za co został pozbawiony prawa jazdy. Brak nazwiska Szmita na liście kandydatów do Sejmu w 2015 r. nie zakończył jednak jego kariery, bo na otarcie łez został on wiceministrem infrastruktury i budownictwa, odpowiedzialnym za… drogownictwo. Jak wspominają olsztyńscy drogowcy, chętnie przecinał pod sztandarem PiS wstęgi na oddawanych do użytku arteriach, chociaż były one dziełem ekipy PO-PSL.

Niespodziewanie we wrześniu 2017 r. stracił ministerialne stanowisko. Mediom przekazał informację, że zrezygnował „z powodów osobistych”. Ale nie przeciął domysłów, że mogła to być konsekwencja jego nieudanej misji w ministerstwie. „Fakt” sugerował nawet, że jego pracą w resorcie zainteresowało się CBA, o co Szmit pozwał tabloid i wygrał z nim w sądzie. Wcześniej głośno było o jego konflikcie z Iwoną Arent, „zawsze drugą” działaczką PiS w regionie. Posłanka Arent stanęła w obronie byłego kolegi z ław poselskich, Tomasza Kaczmarka, czyli agenta Tomka, który związał się i w końcu ożenił z szefową stowarzyszenia Helper, prowadzącego domy opieki społecznej w Olsztynie i okolicy. Wojewoda (również z PiS) nasłał na stowarzyszenie kontrolę, a ta stwierdziła wiele nieprawidłowości, co skończyło się postawieniem pani prezes zarzutów prokuratorskich o wyłudzenie unijnych pieniędzy. A że wojewoda Artur Chojecki był kiedyś dyrektorem biura poselskiego Jerzego Szmita, zrozumiałe jest, po której stronie były pryncypał się opowiedział. Jak twierdzą wtajemniczeni, był to zewnętrzny przejaw walki o władzę w regionalnych strukturach PiS. Stracili na niej i Szmit pozbawiony szans na kandydowanie do Sejmu, i Arent, która pozostała druga na liście.

Wygrywa faworyt Gowina

Bo pierwsze miejsce niespodziewanie otrzymał prof. Wojciech Maksymowicz, w latach 1997-1999 minister zdrowia i opieki społecznej w rządzie Jerzego Buzka, a od 2006 r. członek Platformy Obywatelskiej. Ale już wtedy zerkał w stronę Jarosława Gowina, razem z którym w 2013 r. opuścił szeregi PO. Obecny wicepremier w zeszłym roku powołał go na swojego doradcę, a w lipcu 2019 r. – na podsekretarza stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Teraz natomiast przeforsował jedynkę dla Maksymowicza na olsztyńskiej liście do Sejmu, co oburzyło miejscowych działaczy PiS.

Jeszcze do połowy sierpnia Jerzy Szmit miał solidne trzecie miejsce na liście. Jednak nazajutrz po kościelno-państwowym święcie prezes usunął go z listy. Z relacji partyjnych kolegów wynika, że Szmit jeździł za Kaczyńskim po kraju, próbując odwrócić niekorzystną decyzję. Bez powodzenia. Na Nowogrodzką trafił nawet list z Olsztyna z argumentacją, że „brak wśród kandydatów PiS prezesa Zarządu Okręgowego Jerzego Szmita – osoby o solidarnościowym rodowodzie i ogromnym doświadczeniu, również parlamentarnym – który od początku jest liderem naszego środowiska, będzie sygnałem niezrozumiałym dla działaczy PiS i elektoratu. Bez wątpienia osłabi to nas wizerunkowo i wpłynie negatywnie na wynik, jaki możemy osiągnąć”. List podpisało kilkaset osób, chociaż część z oporami, a niektórzy wręcz odmówili, uznając, że „prezes zawsze ma rację”. Usunięcie lidera partii z listy może się skończyć także jego przegraną w walce o przywództwo w regionie.

Co Kaczyński ma na myśli

Elektorat pisowski istotnie może nie rozumieć decyzji Kaczyńskiego, zwłaszcza że podczas olsztyńskiej konwencji Jerzy Szmit pojawiał się obok prezesa. A ten nie rekomendował go nawet na kandydata do Senatu, bo tutaj PiS ustąpiło pola Lidii Staroń. Ta była działaczka PO już drugi raz ma największe szanse na mandat senatora, głównie dzięki występom w programie TVP „Sprawa dla reportera”. Według Iwony Arent Kaczyński uznał, że w Olsztynie, gdzie PiS zawsze przegrywało z PO, trzeba było coś zmienić, a prof. Maksymowicz może przyciągnąć nowych wyborców. Ale czy tak jest w istocie? Niektórzy sądzą, że Szmit nie sprawdził się jako wiceminister (nieudacznik?) albo po prostu prezes pamięta jeszcze skandal obyczajowy z warszawską kochanką. Sam niedoszły kandydat odpowiada, że to sprawa wewnątrzpartyjna i nie będzie jej komentował.

W sumie jednak nie ma co narzekać; od stycznia 2018 r., czyli wkrótce po odwołaniu z funkcji wiceministra infrastruktury, został członkiem zarządu państwowej spółki PKP Telkol, zajmującej się telekomunikacją na kolei. Czy pozostanie nim, gdy straci stołek lidera partii w regionie?

Fot. Artur Szczepański/REPORTER

Wydanie: 39/2019

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy