Uwagi na marginesie

Uwagi na marginesie

Kresy Wschodnie nie przestają działać mi na wyobraźnię, chociaż to, co wiem o historii tamtych ziem, nostalgii nie powinno wywoływać. A jednak wywołuje. „Pomocnik Historyczny »Polityki«” zatytułowany „Kresy Rzeczypospolitej. Wielki mit Polaków” od razu mnie rozmarzył. Otwieram i co widzę? Pierwszy artykuł o Katyniu, następny tekst o Katyniu, trzeci materiał o Katyniu. Zachciało mi się płakać i rzygać.
A jeszcze podtytuł ciekawy: „Od Kazimierza Wielkiego do mordu katyńskiego”.

Słucham chętnie architektów, utwierdzają mnie w przekonaniu, że polskie budownictwo jest nadal brzydkie. Tynki się poprawiły, farb do wyboru do koloru obfitość, ogólny wygląd obszarów zabudowanych weselszy – ale raczej na prowincji, bo Warszawie, zdaje się, nic nie może pomóc. Od nowomodnych wysokościowców oczy odwracają się same w odruchu samoobronnym. Niedawno miałem interes na dalekim Bródnie. Co widać po drodze? Myślałem, że takiej smutnej Polski już nie ma. Depresja widoczna na obliczach ludzi i tylko taksówkarze płci obojga zachowują dobry humor. Największą klęską architektoniczną Warszawy jest Stadion Narodowy, ten olbrzymi wypłowiały kosz nie do końca upleciony. Jako że w Polsce nieszczęściom stawia się pomniki, proponuję wybrać miejsce na pomnik tego stadionu.
Nie słyszałem, aby ktoś chwalił Warszawę za piękno architektury, ale ma ona kilka ulic, zakątków, a nawet traktów miłych dla oka i duszy, gdzie chciałoby się długo przebywać.
Najpiękniejszą ulicą jest Krakowskie Przedmieście. Pochodzi z najszczęśliwszego okresu architektury warszawskiej, z fizycznym pięknem łączy się tu oświeceniowa atmosfera duchowa, której nam dziś tak brakuje. Jedno z nielicznych miejsc stolicy, gdzie człowiek czuje się szczęśliwszy niż gdzie indziej, nie zawsze zdając sobie sprawę dlaczego.
Gdy słyszę, że jakieś upolitycznione rodziny uzurpują sobie władzę nad Krakowskim Przedmieściem i chcą tu postawić pomnik katastrofie lotniczej, wołam w duchu: Ludzie! Ratunku! Wszystkie winy, jakie popełniła lub nie popełniła pani prezydent Warszawy, daruję za to jedno, że broni tego, co najpiękniejsze w mieście danym jej pod opiekę. O konserwatorze zabytków, który jej pomaga, głupi poseł krzyczy: „Co? Urzędas ma decydować? Urzędas?”. Ten poseł ma zapewne wykształcenie wyższe, ale nie ma podstawowego. Konserwator to obrońca dziedzictwa narodowego, w wymiarze kultury materialnej wartości najwyższych. Polska jest uboga pod względem kultury materialnej, tym większa rola obrońcy zabytków. Paryż obfituje we wspaniałe historyczne pałace i postawienie tzw. piramidy przed Luwrem jest pobudzającym, pikantnym, dopuszczalnym kontrastem. Nie można tego naśladować w ubogiej Polsce, a pomysł, aby zanieczyścić niepowtarzalny oświeceniowy klimat pomnikiem – twardym czy świetlnym – tragedii spowodowanej niedbalstwem, jest wyrazem barbarzyństwa. Pani prezydent miała rację, pokazując, że pomysł pomnika świetlnego jest zapewne nieświadomym naśladownictwem wzoru, który się niedobrze kojarzy, ale nawet gdyby się dobrze kojarzył, na Krakowskim byłby dysonansem jak drapanie żelazem po szkle.
Pani red. Katarzyna Kolenda-Zaleska ocenia, że władze Warszawy zachowują się małostkowo, broniąc uroku Krakowskiego Przedmieścia, a wielkoduszność, jej zdaniem, wymagałaby ustąpienia psychologii tłumu.
Prusacy przez stulecia kształtowali pejzaż ziem, które teraz należą do Polski. Co z tym robią Polacy? Wycinają drzewa przydrożne, a uzasadnieniem tego wandalizmu ma być statystyka mówiąca, że częstą przyczyną wypadków drogowych jest uderzanie samochodów w drzewa. Mogę coś dodać do tej statystyki: jeszcze częstszą przyczyną jest zderzanie się samochodów. Niech się Najwyższa Izba Kontroli zastanowi, czy nie byłoby wskazane w związku z tym zakazanie samochodów na drogach.
Co mamy w naszym dziedzictwie architektonicznym estetycznie najbardziej wartościowego, zawdzięczamy cudzoziemcom, oni dawali wzory, oni często byli wykonawcami. Od naszych współczesnych architektów oczekiwałbym bardziej energicznego występowania w obronie tego, co odziedziczyliśmy. Powinni wiedzieć, że mają więcej praw do zabierania głosu w sprawie Krakowskiego Przedmieścia niż zbyt spektakularnie rozpaczające rodziny, których, zdaje się, nic nie ukoi prócz żałobnego pomnika na wesołym Krakowskim Przedmieściu. Ponury patos otaczający tę sprawę tłumi w ludziach wrodzony gust, w niektórych architektach niestety także.

Na wypowiedzi szefa FBI Polacy telewizyjni zareagowali z tak niskiego poziomu, że nie ma się ochoty do tego mieszać, mimo że sprawa jest i ciekawa, i zawiera w sobie pouczające treści. Najczęściej słyszało się, że James Comey jest niedouczony i powinien postudiować historię, ale były też odezwania się (w TVN 24), że to „głupek” i należałoby go podać do sądu. Co do „niedouczenia”, dziwne, że osoby tak oblatane jak posłowie i dziennikarze nie wiedzą, jakie poglądy panują na amerykańskich uniwersytetach, gdzie James Comey miałby się dokształcać. W Polsce następuje regres umysłowy, nie spodziewałem się, że to mogło już dojść do takiej niziny. Politycy i dziennikarze manipulowani i indoktrynowani przez Amerykanów nagle poczuli się powołani do udzielania im nauk. Cokolwiek im Amerykanie jawnie odpowiedzą, po cichu mogą tych swoich krnąbrnych uczniów tylko wyśmiać.
Macherzy od polskiej polityki historycznej, dyrektorzy upolitycznionych muzeów pod przewodem szefa IPN zapraszają funkcjonariuszy FBI do obejrzenia tego, co mają do pokazania. W swym silącym się na przebiegłość infantylizmie wyobrażają sobie, że agenci FBI wyciągną takie wnioski, jakie polska strona chciałaby im podsunąć.

Wydanie: 18/2015

Kategorie: Bronisław Łagowski

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy