W którą stronę to idzie?

W którą stronę to idzie?

Zielona tajemnica

Czy wejście na scenę pokolenia Y nie świadczy o tym, że odchodzi w przeszłość pokolenie post-Solidarności, postkomuny, to, które na początku lat 90. wzięło władzę, biznes oraz media i trwa?

– To środowisko już się wykruszyło! Jest kilka takich osób w Kancelarii Prezydenta, w parlamencie, ale już funkcjonują pod zupełnie innymi sztandarami. Już nie próbują zbijać kapitału na byciu w opozycji. Tzw. postkomuniści też od dawna nie epatują publiczności tym, że byli komunistami. Zresztą już wiele lat temu próbowali się odciąć od przykrych dla nich skojarzeń, choć personalnie nie byli w stanie. Co również jest jednym z powodów istnienia szklanego sufitu dla SLD. A nawet jego obniżania się. Bo wierny elektorat SLD się starzeje, a młodzi nie napływają. Nikt ich nie przyciąga. To się nie udaje. Choć mogłoby zacząć się udawać, gdyby partię przejęła np. Barbara Nowacka albo ktoś taki jak Robert Biedroń.

Wydaje mi się, że SLD w modelu organizacyjnym jest bliższy PSL. Pytanie więc narzuca się samo: dlaczego Sojusz nie zbudował sobie aparatu tak jak PSL? Też miał powiatowych działaczy.

– PSL ma ogromne umiejętności biznesowe – w tym sensie, że wie, jak rozdzielać nagrody w postaci stanowisk w terenie, w różnego typu spółkach, agencjach państwowych itd. SLD miał taką możliwość po roku 2001, gdy wygrał wybory. Liderzy lewicy próbowali nawet coś takiego budować. Wykazali się jednak mniejszymi zdolnościami biznesowymi od PSL, ponieważ w sposób mniej trwały zapewnili te gratyfikacje. Innymi słowy, byli za bardzo ideowi w tym wszystkim i gdy ich ideologię wyborcy odrzucili, odrzuceni zostali także ludzie pod nią podwiązani. PSL okazało się bardziej pragmatyczne. Umieszczanie kogoś w jakiejś agencji obsługującej rolnictwo nigdy nie odbywało się pod hasłem ideowym. Że my, peeselowcy, peeselowca…

A pod jakim?

– Mówiono, że to człowiek sprawdzony, kompetentny, ma rodzinę.

PSL skutecznie zbudowało przekonanie, że tylko ludzie z zieloną legitymacją znają się na sprawach rolnictwa.

– Poza tym Stronnictwo jest naprawdę demokratyczną partią. W tym sensie, że potrafi delegować władzę w teren. Niech teren rządzi się sam. To błogosławieństwo dla PSL, bo nawet gdy panuje zawierucha na górze, nawet gdy PSL traci w wyborach parlamentarnych, nie traci terenu, bo teren rządzi się sam. Nie jest podwieszony pod notowania samej góry.

Stąd ta różnica między wynikami samorządowymi a parlamentarnymi.

– Ale to jest też dobra wróżba na wybory parlamentarne. W samorządowych PSL awansowało nie tylko z tego powodu, że odwaliło kawał dobrej roboty w kampanii wyborczej, ale również dlatego, że w oczach bardzo wielu Polaków, także tych z miast, zaczęło się jawić jako realna alternatywa dla sklinczowanego układu PO-PiS. Polacy się rozglądali, kto mógłby tu stworzyć alternatywę. I wreszcie zapadła decyzja: niech PSL będzie tą trzecią siłą. A to już może mieć bezpośrednie przełożenie na wynik wyborów parlamentarnych.

I po wyborach to PSL zaprosi Platformę do koalicji.

– Niewykluczone.

Platforma się zużywa?

– Platforma doświadczyła szczególnego rodzaju reanimacji po odejściu Tuska i przyjściu Ewy Kopacz. Pani premier naprawdę jest fighterem. W tym sensie przypomina Tuska – nie odpuści. To dobra zapowiedź dla PO. Tylko pytanie, na ile jej energia udzieli się innym członkom PO. Czy Platforma będzie w stanie odzyskać zaufanie tych, których do siebie zraziła lub wręcz skrzywdziła? Myślę tu choćby o ludziach, którzy zdecydowali się na działalność gospodarczą i są przyciskani do muru przez różnego rodzaju służby. Ale jest też potężna grupa Polaków, którzy nie czują się specjalnie skrzywdzeni przez koalicję PO-PSL, lecz nie mają do niej zaufania, bo większość jej zapowiedzi i obietnic nie została spełniona. Takie ugrupowanie jest niewiarygodne.

Szklany sufit i PiS

W takim razie wiatry wieją w żagle Kaczyńskiego. Ale PiS ciągle ma szklany sufit.

– Moim zdaniem, PiS ma szklany sufit na własne życzenie. Może go przebić, ale musi odrzucić strategię oblężonej twierdzy, przestać wciąż dawać do zrozumienia, że wszyscy, którzy są na zewnątrz wysokiego zamku, to wrogowie. A taki przekaz płynie z ust liderów PiS. Są w stanie zrazić do siebie kolejnych potencjalnych koalicjantów. Obrazili PSL! W ten sposób PiS samo pęta sobie nogi i buduje szklany sufit.

Samo spycha się na przegraną pozycję.

– A zmiana pogody politycznej, która dotarła także do Polski – mam na myśli zwrot ku wartościom prawicowym – sprzyja PiS! Absolutnie! Na razie PiS udała się tylko neutralizacja konkurencji. Jest monopolistą w tej części sceny politycznej, ale co mu z tego, skoro mówi rzeczy, które sprawiają, że nie jest w stanie tak jak Marine Le Pen wyrwać do przodu. Marine Le Pen po prostu kokietuje różne grupy społeczne.

A Kaczyński jest ciągle nadąsany.

– Tak to wygląda. PiS nie ma pozytywnego przekazu. Wszystko na zasadzie: jest wojna, rzucamy codzienne czynności, bierzemy karabiny i strzelamy, choćby w powietrze.

Normalny człowiek nie przyłączy się do tego towarzystwa.

– Poza tym PiS za bardzo eksploatuje skłonność polskiego umysłu do myślenia kategoriami spisków. Nawet jeśli przyjmiemy, że jest to cecha specyficzna sporej grupy Polaków, to jednak nie 100%! Nawet nie 50%! Powiedzmy, że tę skłonność ma tyle, ile wierzy w zamach smoleński, czyli 15-20%. A to tylko nieco ponad połowa zwolenników PiS. Ale Kaczyński z tej ścieżki nakręcającej spiskowe widzenie świata nie rezygnuje. Przy okazji ostatnich wyborów mamy kolejny spisek. Już nie tylko tych, którzy pracowali w komisjach wyborczych i samej PKW. On idzie dalej – przewiduje, że ten spisek sięga sądów! Wie, jak te protesty wyborcze się skończą, więc już tłumaczy, że winni są sędziowie, którzy nieprzychylnie sądzą.

Nieprzychylnie w stosunku do PiS?

– Nie! Są nieprzychylni w stosunku do prawdy materialnej. Takie teorie pociągają część obywateli. Ale Kaczyński powinien zrobić rachunek, jaką część i czy warto to eksploatować.

Mamy więc rozkawałkowaną Polskę.

– To nie jest rozczłonkowanie, które utrudnia życie. Ludzie mają swoje poglądy, ale mówią sobie dzień dobry, a gdy trzeba, potrafią w innych sprawach się porozumieć. To całe rozczłonkowanie ma mały wpływ na życie codzienne, ale wpływa na życie polityczne. Niewątpliwie. Co jest istotne, bo aktywność polityczna Polaków jednak może decydować o losach kraju. Niewykluczone, że jeśli PiS trochę odblokuje ten szklany sufit, wygra wybory. Nie jest też wykluczone, że wygra w takim stopniu, że będzie mogło rządzić samodzielnie. Albo z jakimś małym koalicjantem.

Wchodzimy więc w rok, w którym dużo może się zdarzyć.

– Powiem więcej: gdyby w wyborach prezydenckich wystartował Jarosław Kaczyński, miałby nie mniejsze szanse niż w tym pierwszym starciu z Komorowskim. Tylko nie wiem, czy dziś jest w otoczeniu Jarosława Kaczyńskiego postać formatu Joanny Kluzik-Rostkowskiej, której powierzono by prowadzenie tej kampanii. Z Kaczyńskim jako kandydatem PiS. Gdyby ktoś taki się znalazł i pozwolono mu tak poprowadzić kampanię jak Kluzik-Rostkowskiej, to kto wie… A jeśli on nie wystartuje, wybory prezydenckie są dziś rozstrzygnięte. Żaden Duda, nikt absolutnie nie ma najmniejszych szans.

Drugiej tury nie będzie?

– Może być, ale nic z niej dla tego drugiego nie będzie wynikało.

Foto: Krzysztof Żuczkowski

Strony: 1 2 3

Wydanie: 51-52/2014

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy