Gomułka i Wyszyński – wojna o Polskę

Gomułka i Wyszyński – wojna o Polskę

Gomułka miał ambicje być wodzem narodu, Wyszyński też. To było zderzenie dwóch indywidualności

Prof. Karol Modzelewski – ur. w 1937 r., w okresie PRL działacz opozycji demokratycznej i współzałożyciel Solidarności.

Prof. Andrzej Werblan – ur. w 1924 r., działacz PPS, potem PZPR, sekretarz KC, w strukturach władzy w latach 60. i 70. odpowiadał za sprawy nauki i oświaty.

Po 1956 r. nauczanie religii wróciło do szkół?
AW: Porozumienie październikowe było kompromisem. Kościół zgodził się zrezygnować z obowiązkowości nauczania. Bo formalnie to wciąż był obowiązkowy przedmiot nauczania w szkołach. A państwo z kolei wyraziło zgodę na przywrócenie, jako przedmiotu nieobowiązkowego, nauczania religii we wszystkich szkołach. Wtedy jednak zaczął się bunt laickich środowisk, zaczęto tworzyć szkoły TPD (Towarzystwo Przyjaciół Dzieci), które były wyłączane z tego porozumienia. A w roku 1959 r. Gomułka w ogóle się z porozumienia z Kościołem wycofał. Nie jest dla mnie do końca jasne dlaczego. Myślę, że częściowo pod wpływem presji środowisk laicyzacyjnych, a po części chciał się uchylić od krytyki ze strony radzieckiej i innych sąsiadów w bloku.

KM: A dekrucyfikacja kiedy była?

AW: Była wcześniej, stała się wstępem do tej kampanii. Zaczęła się w 1958 r. A jak zaczęły się konflikty, to wtedy odpowiedź na nie była taka, że zaczęto usuwać religię ze szkół. Proponując, by jej nauczanie odbywało się w punktach katechetycznych, finansowanych częściowo przez państwo. W tej sprawie były w rządzie różnice zdań. Na przykład Władysław Bieńkowski, ówczesny minister oświaty, był temu przeciwny. Uważał, że to nie sprzyja laicyzacji.

KM: Wyprowadzenie nauczania religii do punktów katechetycznych?

AW: Tak. Bieńkowski uważał, że najszybciej laicyzuje się młodzież, jak ją się zmusza do uczenia się religii, a nie wtedy, jak się jej zabrania.

Bieńkowski przegrał…
AW: A Wyszyński przystał na punkty katechetyczne bez większego oporu. Jestem tego pewny – doszedł do wniosku, że są one dla Kościoła wygodniejsze niż taki nadobowiązkowy przedmiot pozostający pod kontrolą szkoły i władz. To, co chciał wywalczyć i co stało się przedmiotem walki – to niezależność punktów katechetycznych. Bo władze państwowe chciały je kontrolować. Wyszyński postanowił tego bronić i skutecznie obronił. Potem zaczęła się sprawa budowy kościołów w nowych dzielnicach mieszkaniowych. Władze państwowe odmawiały zgody na budowę. Więc Kościół organizował prowizoryczne domy modlitwy, kaplice, które stopniowo przekształcano w kościoły. Na tym tle dochodziło do awantur, do zamieszek, w Nowej Hucie, w nowych dzielnicach. Trzecim polem konfliktu stały się peregrynacje jasnogórskiego obrazu. I wreszcie czwartym – obchody milenijne.

KM: Wie pan, jaki dowcip opowiadano w latach 70.? Jaka jest różnica między Gomułką a Gierkiem? Gomułka kazał milicji ganiać po Polsce za Matką Boską, a Gierek za Michnikiem.

AW: Do tego piątą rzecz trzeba dodać: pewien rodzaj presji wywieranej na Kościół. Owszem, nie zamykano księży, nie wrócono do stalinowskich metod. Ale zaczęła się presja ekonomiczna. Paszportowa. Nawet Wyszyńskiemu odmawiano paszportu, gdy chciał lecieć do Rzymu. Alumnów brano do wojska. No i jeszcze jeden element, który zaciążył na stosunkach państwo-Kościół… (…)

Gomułka nie łączył ateizacji z socjalizmem. Na przykład nie był zwolennikiem ścigania policjantów, oficerów, za śluby kościelne, za wysyłanie dzieci do pierwszej komunii. Byłem świadkiem znamiennej awantury na posiedzeniu Biura. Akurat mnie doproszono do jakiejś sprawy, ale ona jeszcze nie weszła do dyskusji, więc byłem mimowolnym świadkiem dyskusji nad punktem wcześniejszym. Chyba to był rok 1965. Otóż gen. Zygmunt Huszcza, zastępca szefa Inspektoratu Szkolenia MON, udał się na pogrzeb swojego brata, a pogrzeb był w kościele. I w mundurze, przy orderach, uroczyście, tak jak na pogrzeb należy pójść, Huszcza poszedł do kościoła. Został sporządzony meldunek, który dotarł do wojska. I Główny Zarząd Polityczny napisał wniosek, że należy go ukarać i odwołać ze stanowiska. Spychalski to zaakceptował.

KM: I Gomułka na to przystał?
AW: Ależ nie! Gomułka potrafił wykazywać w tych sprawach sporo zdrowego rozsądku. Chwilami! Bo za moment wpadał w wojnę religijną. Więc jak zreferowali ten wniosek, Gomułka skrzywił się. Na jego twarzy zwykle malowały się uczucia, zwłaszcza niechęci, bardzo wyraźnie. Jak tego wysłuchał, zapytał Spychalskiego: i ty to akceptujesz? A on odpowiedział: tak. Gomułka zawołał: wam wszystkim rozum odebrało?! Przecież on tam poszedł nie za księdzem, ale za bratem swoim! Co miał robić? Miał zostać przed kościołem? Jak trumna była tam, w środku? I mówił dalej: jak moją matkę chowali, to przecież ja także poszedłem do kościoła i jeszcze rozmawiałem z księdzem! I też na mnie donos napisali! Bo to prawda, bezpieka napisała na niego donos, to był rok 1955, on wyszedł z więzienia. Jak zjawił się na pogrzebie, ksiądz to docenił i odbył z nim dłuższą rozmowę. To wszystko bezpieka opisała. Gomułka przeczytał ten donos, jak został I sekretarzem. I to mu się przy Huszczy przypomniało. Gomułka w tych sprawach bywał normalny.

Ale równocześnie, w tym samym roku, akceptował takie pomysły, jak gonitwy za obrazem…

Który kazał ścigać…
AW: Znalazłem w stenogramach jego rozmów z Breżniewem, jak Breżniew go wypytuje, o co chodzi z tym obrazem Matki Boskiej. Dlaczego wy z tym obrazkiem wojujecie? A Gomułka wyjaśnia to tak: bo oni bez żadnej zgody, lekceważąc władze, organizują wieś. Wieś robi dekoracje. To służy nie tylko religijnej, ale i politycznej propagandzie. Nas to wreszcie zdenerwowało i zakazaliśmy! Nas zdenerwowało i zakazaliśmy. Gomułka wyrósł w atmosferze takiego ludowego lewicowego antyklerykalizmu i w tym wszystkim przejawiał pewną chwiejność.

Potrafił zapalać się wojowniczo, a innym razem wykazywać dużo zdrowego rozsądku?
AW: Tak jak w rozmowie z Wyszyńskim, z 1963 r. Wyszyński skarżył się Gomułce: „Po co wy ścigacie tych milicjantów za to, że dzieci chrzczą? Oni jeżdżą do sąsiednich powiatów, zabierają jeszcze księdza, to przykre jest, że trzeba taką jakby konspirację robić, i dla tych ludzi, i dla księży”. Gomułka mu powiedział: „Ja się z księdzem prymasem zgadzam. To nonsens jest”. To Wyszyński mówi do niego: „Synu mój! Powiedz to publicznie!”. Synu – zaczął tak do niego mówić. „Synu, powiedz to publicznie, naród ci tego nigdy nie zapomni!”. Gomułka na to mówi: „Księże prymasie, to nie taka prosta dla mnie sprawa. Ja tak myślę i tak sądzę, ale to nie taka prosta sprawa, żebym miał tak powiedzieć”. I mówi: „Zastanowię się nad tym”.

Co to była za rozmowa?
AW: To była rozmowa, o którą Gomułka zabiegał, chciał się spotkać i porozmawiać. Ona trwała pięć godzin. Jest nagrana. Zachowała się taśma.

KM: A potem Gomułka robi taki wielki zwrot w kierunku zaostrzenia stosunków z Kościołem. Dlaczego? Czy ktoś go w tym kierunku popychał?

AW: Tak jak mówiłem, doszedł do wniosku, że Wyszyński ma ukryte cele antysocjalistyczne. Podpowiadała mu to bezpieka, która ciągle judziła. Po drugie, wpływy miała starokomunistyczna część aparatu.

Gomułka był przecież wystarczająco doświadczonym politykiem, żeby spojrzeć na tę sytuację z boku, na zimno. I wyciągnąć wnioski.
AW: Gomułkę na pewno dręczyło napięcie w stosunkach państwo-Kościół, ale wierzył, że spiritus movens tej sytuacji jest Wyszyński. Lecz w połowie lat 60., to było już po soborze, wpadł na pomysł, żeby skłonić Watykan, by zdyscyplinował Wyszyńskiego, z tezą, że polityka drażnienia się z władzą, którą prowadzi, szkodzi Stolicy Piotrowej. To już było za Pawła VI. Wobec tego zdecydowano się na rozmowy z Watykanem. I te rozmowy przez dwa lata ja prowadziłem. Jeździłem do Rzymu, rozmawiałem z Agostinem Casarolim, zaprosiłem go do Polski, formalnie rzecz biorąc, był moim gościem. Towarzyszył mu prałat Andrzej Maria Deskur. Mieliśmy kilka ciekawych rozmów. Spisywałem z nich dość dokładne notatki. Zachowałem je.

Prowadził pan rozmowy jako kto?
AW: Występowałem w charakterze posła na Sejm. Instrukcje, które otrzymywałem, najczęściej od Kliszki – z Gomułką rozmawiałem tylko dwa razy w tej sprawie – właściwie sprowadzały się do tego, żeby Watykan miarkował Wyszyńskiego lub osłabił jego pozycję. A wtedy nie będzie konfliktów z Kościołem. Gdyż władza wobec Kościoła nie ma specjalnych złych zamiarów i nawet będzie można pomiarkować różne kroki represyjne, kary, podatki, to wszystko jest do załatwienia.

A co pańscy rozmówcy na to?
AW: Te rozmowy były interesujące, bo Casaroli, nie wiadomo, na ile szczerze, sprawiał wrażenie rozumiejącego, że Wyszyński trochę przesadza w konflikcie z państwem. I że być może wpływ na to mają jego osobiste przejścia, więzienie, bo przecież to bardzo zacny duchowny, wielka postać. Ale możliwe, że przesadza i że jakiś wpływ dobroczynny Stolica Apostolska jest gotowa na to wywierać. Watykan jest zainteresowany polepszeniem stosunków ze Wschodem, a nie jest to możliwe bez polepszenia stosunków z Polską. Tak mówił Casaroli. A potem powiedział, że chciałby przyjechać do Polski. Odbyć rozmowy z biskupami, zorientować się, co myślą i – jak zaznaczył – też na nich wpłynąć. Wyraziliśmy na to zgodę, zaprosiłem go. Przy okazji dowiedziałem się, przypadkowo, pewnych rzeczy, których normalnie bym się nie dowiedział. Mianowicie tutaj w Warszawie, gdy byłem umówiony z Casarolim na kolejną z rozmów, zadzwonił do mnie podniecony Kliszko, żebym koniecznie przed tą rozmową wpadł do niego na chwilę. Wpadłem. Okazało się, że Kliszko miał podsłuch z rozmowy Casarolego z Wyszyńskim. W ten sposób dowiedziałem się, że Wyszyńskiego podsłuchują.

To był podsłuch z magnetofonu czy już przepisany?
AW: To był transkrypt. Zapisana rozmowa. Nic istotnego dla mnie w tej rozmowie nie było. A Kliszko był podniecony samym faktem.

KM: Że ma!

AW: Że ma. I żebym ja to przeczytał. Przy okazji zobaczyłem, jaki Wyszyński ma u nich kryptonim – „Czarodziej”. Oni przynieśli Kliszce oryginalny operacyjny dokument i na tym dokumencie było napisane: figurant – Czarodziej. A wracając do rozmów – Casaroli w pewnym momencie zaproponował, jako rzecz dla władz korzystną, krótką wizytę Pawła VI w Polsce. W Częstochowie, na pasterce, w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia. Jedno kazanie, spotkanie z przedstawicielem władz i powrót do Rzymu. Gomułka był z tej propozycji wyraźnie niezadowolony. Uważał, że trzeba się z tego wykręcić. Rozmawiałem z nim w tej sprawie, bo sądziłem, że to jest dobra propozycja, Casaroli logicznie argumentował, mówił: papieżowi na tym zależy. A jeśli papieżowi zależy i jeśli władze na to się zgodzą, to papież dużo dobrego o władzach powie. To będzie korzystna dla władz w Polsce wizyta papieża. To miało być chyba w 1967 r.

KM: Po obchodach milenijnych.

AW: To było po milenijnych. A jeszcze Casaroli mi mówił: ponieważ to jest zima, Boże Narodzenie, to też za wielkiego zbiegowiska nie będzie, jeśli władze tego się obawiają. Na to wszystko Gomułka powiedział mi, że to nieopłacalne politycznie. Odniosłem wrażenie, że on obawiał się głównie reakcji otoczenia.

KM: Związku Radzieckiego?

AW: Tak. Jak inne kraje socjalistyczne na to zareagują. Więc wymyślił rzecz okropną! Którą ja, niestety, musiałem wykonać. Wymyślił, że z tego trzeba się wykręcić, bo odmówić po prostu nie możemy. Powiedział mi tak: ponieważ mamy kłopoty z Wyszyńskim, powiedz, że moglibyśmy się zgodzić, pod warunkiem nieobecności Wyszyńskiego.

KM: Naprawdę? Tak wymyślił?

AW: Mówił: trzeba przedstawić propozycję nie do odrzucenia. Miałem z tym duży kłopot. Nie chciałem wyjść na idiotę, ubrałem to w jakieś takie szaty, powiedziałem, że – niestety – to wzmocniłoby nadmiernie także kardynała. Jakoś tak to wykręcałem. Faktem jednak jest, że zaostrzenie stosunków z Kościołem, które było błędem Gomułki, wynikało z błędnej oceny samego Wyszyńskiego i jego postawy i z takiego tradycyjnego komunistycznego przywiązania do ateizacji zamiast laicyzacji.

Są dwie szkoły, które to tłumaczą. Pierwsza mówi, że władza komunistyczna nie mogła znieść niezależnego ośrodka…
AW: Gierek mógł!

KM: Miał inną mentalność.

A drugie tłumaczenie jest takie, że to było zderzenie dwóch indywidualności. Gomułki i Wyszyńskiego. Że to był konflikt personalny.
AW: To możliwe. To mogło odgrywać pewną rolę. Bo Gomułka miał ambicje być przywódcą narodu, a Wyszyński też. To było zderzenie dwóch indywidualności z całą pewnością. Ale jedno jest pewne – Gomułce to ciążyło. I pod koniec swoich rządów szukał jakiegoś porozumienia.

KM: Czy pana zdaniem, biorąc pod uwagę, że to był niewątpliwie wybitny charakter i wybitny polityk, ale nie był to intelektualista, czy on miał wystarczającą umiejętność obiektywizowania? Czy mógł zrelacjonować panu wiernie swój ówczesny sposób myślenia, swoje ówczesne rozeznanie?

AW: Myślę, że tak. On mi np. mówił, że jedyna ważna sprawa w konflikcie z Kościołem, gdzie naprawdę interesy narodowe wchodziły w grę, to list biskupów do biskupów niemieckich. A te – jak mówił – peregrynacje różne, to je lekceważył.

Myśli pan o wędrującym po Polsce obrazie Matki Boskiej?
AW: Tak. Choć nie ukrywał, że to go ruszało. Ale mówił: jedyna ważna rzecz – to był list biskupów do biskupów niemieckich. Pytałem go: dlaczego? Odpowiedział: dlatego, że to państwo musiało załatwić. Próba załatwienia czegoś w stosunkach Polski z Niemcami przed państwem lub poza państwem była szkodliwa. To mogło utrudnić załatwienie sprawy granic.

KM: On uważał, że było to szkodliwe dla polityki państwa czy że łamało porządek panujący w państwie?

AW: On uważał, że to może utrudnić załatwienie sprawy, którą uznawał za ważną – sprawy granic. Zgody RFN na nasze granice zachodnie. Mówił: „Kościołowi chodziło tylko o diecezje, a nam chodziło o granice. Oni po prostu postawili swój interes nad interes państwa”. Rozmawialiśmy w roku 1978, już z pewnym dystansem. Warto zresztą zwrócić uwagę na różnice w argumentacji. Propaganda tamtego gomułkowskiego okresu atakowała biskupów za ten list zarzutami, że to jest zdrada, że biskupi Ziemie Zachodnie chcą oddać.

KM: Wiadomo, podbijano nacjonalistyczny bębenek.

AW: Tymczasem Gomułka patrzył na to inaczej, zresztą już na zebraniu Frontu Jedności Narodu w improwizowanym przemówieniu dał temu wyraz.

KM: Tym, które było polemiką z Turowiczem?

AW: Polemika z Turowiczem była punktem wyjścia. Faktycznie prowadził polemikę z episkopatem, ale w tym zawarta także była polemika z tonem ówczesnej propagandy prasowej. On zaczął tak: prasa zarzuca, że biskupi nie stoją na gruncie państwowym, nie bronią granicy zachodniej. To jest niesłuszne. Biskupi są Polakami, a wszyscy Polacy, biskupi też, stoją na gruncie granicy. Owszem, biskupi tym, co robią, szkodzą tej sprawie, ale nie dlatego, że chcą szkodzić.

KM: Po liście do biskupów niemieckich była przecież wielka kampania. Wydawało się, że – z uwagi na wątek niemiecki – będzie to samograj. A jednak była ona, jak by to powiedzieć, łagodzona przez społeczną reakcję. Pamiętam, że we Wrocławiu były takie wielkie billboardy, jak by się dziś nazwało, z napisem: „Wrocław twoje miasto, Odra twoja rzeka”. Więc dopisywali: „kurwa twoja mać”. To aż się prosiło, prawda?

AW: Między innymi także dlatego, że sam Wyszyński też nie był entuzjastą poruszeń marcowych. Odwrotnie, był nieufny.

KM: Przecież jego koło – Koło Poselskie „Znak” – zostało zmasakrowane.

AW: On wcale nie był pewny, czy jego koło słusznie postępuje. Oni nie bardzo mieli jego poparcie, to wynika zresztą ze wspomnień Stommy. Wyszyński miał wielki zmysł realizmu politycznego, często pytał w różnych rozmowach z naszą stroną: a co ościenni na to powiedzą? Myślał – jakie może mieć konsekwencje geopolityczne dla Polski dane wydarzenie? Tak więc Gomułka na jakieś dwa lata poniechał wojny z Wyszyńskim o rząd dusz. I nagle sprawa ożyła wiosną 1970 r. Episkopat zawczasu, bo w maju, zaczął opracowywać list pasterski w 50-lecie wojny 1920 r. On się zaczynał od słów: „W pięćdziesięciolecie wielkich zmiłowań Pańskich…”. List nie był specjalnie wojowniczy czy aluzyjny. Gomułkę jednak ogromnie zaniepokoił. Na zebraniu Biura mówił, że jeśli biskupi zdecydują się na czytanie tego listu, to trzeba posłać agitatorów do kościołów. Przygotować im kontrlist, żeby oni weszli na ambonę i go czytali. Tego już było za wiele, pamiętam, że Kania, który był kierownikiem Wydziału Administracyjnego, grzecznie, ale stanowczo zaoponował. I od pomysłu odstąpiono.

Wyszyński też odstąpił.
AW: List gotowy był już w czerwcu, choć miał być czytany dopiero 15 sierpnia. Więc Gomułka kazał oficjalnie zgłosić protest. Urząd ds. Wyznań wystąpił z ostrym démarche do episkopatu. Była też interwencja w Watykanie, że to grozi kłopotami ze strony Związku Radzieckiego. I Watykan interweniował w Polsce, doradzając rezygnację z listu. 1 sierpnia, na Radzie Episkopatu, postanowiono wstrzymać jego czytanie. Kilka tygodni potem Wyszyński napisał prywatny, obszerny list do Gomułki. W tonie bardzo pojednawczym, pełnym zrozumienia dla interesów narodowych, starał się pewne sprawy wytłumaczyć. Prosił Gomułkę, aby teraz, gdy wiadomo już, że sporny list nie będzie czytany, jeszcze raz spokojnie zastanowił się nad jego treścią, czy naprawdę jest szkodliwy. Pisał: panie I sekretarzu, naród nie może o takich rocznicach zapomnieć. My nie wchodziliśmy w to, jak do tej wojny doszło. Nie bez win po polskiej stronie ona wtedy się toczyła. Ale ona stworzyła zagrożenie dla państwa. Naród o tym nie zapomina. Więc nie jest dobrze, jak władze w ogóle o tym nie pamiętają. Nie na rękę ta pamięć jest waszej władzy, to prawda. Więc episkopat to zrobił, delikatnie, nie drażniąc nikogo. I tolerancja ze strony władzy wystarczyłaby, aby społeczeństwo wszystko zrozumiało. W takim duchu jest to napisane. Tam sporo jest interesujących myśli. On tam pisze do Gomułki: panie I sekretarzu, społeczeństwo nie kwestionuje ustroju, nie kwestionuje tej władzy. To przecież daje wam możliwość, żeby ze społeczeństwem swobodniej rozmawiać. Żeby inną prowadzić politykę.

KM: Rozumiem, dlaczego Kościół nie chce tego listu publikować.

AW: Ja też rozumiem. Kościół w ogóle do tego listu się nie przyznaje.

KM: Ale nie zakwestionowali?

AW: O nie! Biografowie Wyszyńskiego o tym liście piszą. Tylko nie piszą nic o treści. Trochę do tego przyczynił się sam Wyszyński. On pisze tak: ten list proszę traktować jako całkowicie prywatny. Ja długo wahałem się, czy mogę to napisać, czy nie będzie to źle zrozumiane. Ale teraz doszedłem do wniosku, że powinienem to zrobić. Ale poza mną i panem I sekretarzem nikt tego listu znać nie będzie.

Co potem się stało? Gomułka Wyszyńskiemu odpowiedział?
AW: Koleje tego listu są dość dziwne. Został napisany 10 sierpnia, ta data figuruje w doręczonym tekście. Jeszcze przed rocznicą Bitwy Warszawskiej, ale już po decyzji episkopatu, że listu czytać nie będą. Natomiast doręczony został do KC 9 września, czyli prawie miesiąc po napisaniu. Wyszyński wciąż musiał się wahać, aż wreszcie zdecydował się list posłać. Gomułka, gdy go dostał, też nie upowszechniał. Ponieważ list był napisany odręcznie, kazał go przepisać na maszynie. Jedną kopię dał Starewiczowi z prośbą, żeby zaproponował odpowiedź. Starewicz pracował nad tym pewien czas. I za jakieś dwa, trzy tygodnie dał Gomułce projekt odpowiedzi. Znam ten projekt. Jest napisany w duchu ówczesnej oficjalnej propagandy, z wypominaniem, z zarzutami, obcesowy. Gomułka to przeczytał – wiem to od Starewicza – i powiedział: to do niczego się nie nadaje. Powinniśmy tę wojnę z Wyszyńskim skończyć. Ten list wymaga zupełnie innej odpowiedzi. W innym tonie i duchu. Widzę, że będę musiał sam to napisać. Ale już nie zdążył.

Następcy to zrobili…
AW: List Wyszyńskiego był oczywistym wyciągnięciem ręki, mimo że wcześniej władze spowodowały utrącenie listu pasterskiego. I reakcja Gomułki też zmierzała ku temu samemu. Ale on już tego nie zdążył zrobić. Za to jego następcy to zrobili. Bo wbrew temu, co obiecywali Breżniewowi w Moskwie w styczniu 1971 r., zajęli się natychmiast łagodzeniem stosunków z Kościołem i doprowadzili do ich unormowania. Kościół chyba nigdy nie miał tak dobrze jak za Gierka. Andrzej Micewski mi kiedyś opowiadał, że w 1975 r. Wyszyński mówił mu: po raz pierwszy w życiu jestem spokojny, jeśli idzie o stosunki państwa z Kościołem. A trzy lata później, w Niemczech Zachodnich, podczas spotkania z Polonią w Westfalii, gdy odprawiał mszę i zebrani zaśpiewali: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”, to im przerwał i powiedział: „Niewłaściwie śpiewacie tę pieśń. My w naszych kościołach zalecamy śpiewanie w oryginalnej treści: Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”. I wytłumaczył im: „choć nie wszystko nam się w tej ojczyźnie podoba, ale jest to nasza ojczyzna”. On by tego w 1966 r. nie powiedział.

CIĄG DALSZY ROZMOWY W NASTĘPNYM NUMERZE.

Rozmowa z książki Modzelewski – Werblan. Polska Ludowa. Rozmawia Robert Walenciak, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2017

Wydanie: 21/2017

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy