Gomułka i Wyszyński – wojna o Polskę

Gomułka i Wyszyński – wojna o Polskę

Gomułka miał ambicje być wodzem narodu, Wyszyński też. To było zderzenie dwóch indywidualności Prof. Karol Modzelewski – ur. w 1937 r., w okresie PRL działacz opozycji demokratycznej i współzałożyciel Solidarności. Prof. Andrzej Werblan – ur. w 1924 r., działacz PPS, potem PZPR, sekretarz KC, w strukturach władzy w latach 60. i 70. odpowiadał za sprawy nauki i oświaty. Po 1956 r. nauczanie religii wróciło do szkół? AW: Porozumienie październikowe było kompromisem. Kościół zgodził się zrezygnować z obowiązkowości nauczania. Bo formalnie to wciąż był obowiązkowy przedmiot nauczania w szkołach. A państwo z kolei wyraziło zgodę na przywrócenie, jako przedmiotu nieobowiązkowego, nauczania religii we wszystkich szkołach. Wtedy jednak zaczął się bunt laickich środowisk, zaczęto tworzyć szkoły TPD (Towarzystwo Przyjaciół Dzieci), które były wyłączane z tego porozumienia. A w roku 1959 r. Gomułka w ogóle się z porozumienia z Kościołem wycofał. Nie jest dla mnie do końca jasne dlaczego. Myślę, że częściowo pod wpływem presji środowisk laicyzacyjnych, a po części chciał się uchylić od krytyki ze strony radzieckiej i innych sąsiadów w bloku. KM: A dekrucyfikacja kiedy była? AW: Była wcześniej, stała się wstępem do tej kampanii. Zaczęła się w 1958 r. A jak zaczęły się konflikty, to wtedy odpowiedź na nie była taka, że zaczęto usuwać religię ze szkół. Proponując, by jej nauczanie odbywało się w punktach katechetycznych, finansowanych częściowo przez państwo. W tej sprawie były w rządzie różnice zdań. Na przykład Władysław Bieńkowski, ówczesny minister oświaty, był temu przeciwny. Uważał, że to nie sprzyja laicyzacji. KM: Wyprowadzenie nauczania religii do punktów katechetycznych? AW: Tak. Bieńkowski uważał, że najszybciej laicyzuje się młodzież, jak ją się zmusza do uczenia się religii, a nie wtedy, jak się jej zabrania. Bieńkowski przegrał… AW: A Wyszyński przystał na punkty katechetyczne bez większego oporu. Jestem tego pewny – doszedł do wniosku, że są one dla Kościoła wygodniejsze niż taki nadobowiązkowy przedmiot pozostający pod kontrolą szkoły i władz. To, co chciał wywalczyć i co stało się przedmiotem walki – to niezależność punktów katechetycznych. Bo władze państwowe chciały je kontrolować. Wyszyński postanowił tego bronić i skutecznie obronił. Potem zaczęła się sprawa budowy kościołów w nowych dzielnicach mieszkaniowych. Władze państwowe odmawiały zgody na budowę. Więc Kościół organizował prowizoryczne domy modlitwy, kaplice, które stopniowo przekształcano w kościoły. Na tym tle dochodziło do awantur, do zamieszek, w Nowej Hucie, w nowych dzielnicach. Trzecim polem konfliktu stały się peregrynacje jasnogórskiego obrazu. I wreszcie czwartym – obchody milenijne. KM: Wie pan, jaki dowcip opowiadano w latach 70.? Jaka jest różnica między Gomułką a Gierkiem? Gomułka kazał milicji ganiać po Polsce za Matką Boską, a Gierek za Michnikiem. AW: Do tego piątą rzecz trzeba dodać: pewien rodzaj presji wywieranej na Kościół. Owszem, nie zamykano księży, nie wrócono do stalinowskich metod. Ale zaczęła się presja ekonomiczna. Paszportowa. Nawet Wyszyńskiemu odmawiano paszportu, gdy chciał lecieć do Rzymu. Alumnów brano do wojska. No i jeszcze jeden element, który zaciążył na stosunkach państwo-Kościół… (…) Gomułka nie łączył ateizacji z socjalizmem. Na przykład nie był zwolennikiem ścigania policjantów, oficerów, za śluby kościelne, za wysyłanie dzieci do pierwszej komunii. Byłem świadkiem znamiennej awantury na posiedzeniu Biura. Akurat mnie doproszono do jakiejś sprawy, ale ona jeszcze nie weszła do dyskusji, więc byłem mimowolnym świadkiem dyskusji nad punktem wcześniejszym. Chyba to był rok 1965. Otóż gen. Zygmunt Huszcza, zastępca szefa Inspektoratu Szkolenia MON, udał się na pogrzeb swojego brata, a pogrzeb był w kościele. I w mundurze, przy orderach, uroczyście, tak jak na pogrzeb należy pójść, Huszcza poszedł do kościoła. Został sporządzony meldunek, który dotarł do wojska. I Główny Zarząd Polityczny napisał wniosek, że należy go ukarać i odwołać ze stanowiska. Spychalski to zaakceptował. KM: I Gomułka na to przystał? AW: Ależ nie! Gomułka potrafił wykazywać w tych sprawach sporo zdrowego rozsądku. Chwilami! Bo za moment wpadał w wojnę religijną. Więc jak zreferowali ten wniosek, Gomułka skrzywił się. Na jego twarzy zwykle malowały się uczucia, zwłaszcza niechęci, bardzo wyraźnie. Jak tego wysłuchał, zapytał Spychalskiego: i ty to akceptujesz? A on odpowiedział: tak. Gomułka zawołał: wam wszystkim rozum odebrało?! Przecież on tam poszedł nie za księdzem,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2017, 21/2017

Kategorie: Wywiady