W oparach pruderii

W oparach pruderii

W historii Sejmu polskiego zdarzył się ostatnio fakt bez precedensu. Posłowie owładnięci seksualną obsesją przeforsowali w izbie zwanej ”wysoką” projekt ustawy podwyższającej do 10 lat maksymalny wymiar kary pozbawienia wolności za szerzenie pornografii. Tak drakońskiej represji za rozpowszechnianie pism, wizerunków i przedmiotów uważanych za pornograficzne nie przewidywał dotąd żaden z obowiązujących w Polsce kodeksów karnych.
Absurd pruderyjnej decyzji naszych, pożal się Boże, prawodawców, jest nad wyraz tragikomiczny. Wyszło bowiem na to, że lubieżne treści są dla naszego narodu, ”wyzwolonego spod komunistycznego ucisku”, równie niebezpieczne, co środki masowej zagłady, których wytwarzanie, gromadzenie, zbywanie itd. stanowi przestępstwo przeciwko pokojowi i ludzkości. Czyn ten zagrożony jest tak samo, jak owa ”zbrodnicza” pornografia, karą pozbawienia wolności do lat 10!
Obłędna kara za rozpowszechnianie treści pornograficznych pozostaje też w rażącej dysproporcji do ustawowego wymiaru kar za inne, nieporównanie cięższe przestępstwa, jak np. za porwanie zakładnika przez terrorystów w celu wymuszenia okupu. Sprawcom takich czynów grozi bowiem również pozbawienie wolności do 10 lat. Terrorysta i lubieżnik będą więc dzielić z woli bezmyślnych posłów wspólną dolę więzienną, chyba że ten ustawodawczy niewypał (mówiąc delikatnie) nie uzyska rangi ustawy z podpisem prezydenta.
Każdy, kto widział wystrój więziennych cel oblepionych erotycznymi obrazkami, może sobie wyobrazić, jaką to edukację przejdą złoczyńcy wtrąceni do więzień za pornograficzne wszeteczeństwa…
Mądrzy ludzie wiedzą, że ustawy antypornograficzne były zawsze i wszędzie bezskuteczne. Nawet cenzura stosowana przez państwa totalitarne wespół z Kościołem nie była w stanie tego zjawiska opanować. Nie mogło być inaczej, ponieważ nieprzejednana walka z popędem tak potężnym, jak zmysł seksualny, jest z założenia beznadziejna.
Pruderia pojawiła się u zarania chrześcijaństwa. Św. Paweł Apostoł widział w pożądliwości zmysłowej ”bunt ciała wobec ducha”. Słowa te przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego z 1992 r., gloryfikując wstydliwość. Czytamy w nim, że wstydliwość sprzeciwia się np. ”służącemu niezdrowej ciekawości, przedstawianiu ciała ludzkiego w reklamach”. To, co jest nazywane permisywizmem obyczajów, opiera się według katolickiego katechizmu, ”na błędnej koncepcji wolności ludzkiej” (wyd. Pallotinum, Poznań 1994, s. 564-565).
Jakże inne było podejście do tych spraw ludzi z dawnych, przedchrześcijańskich epok! Starożytni Grecy darzyli niezwykłym wprost kultem na publicznych misteriach fallicznych potęgę popędu seksualnego. Fallus w stanie erekcji (ityfallus) był umieszczany na greckich herbach i wizerunkach bóstw płodności jako symbol nieustającej rozrodczości (W. Kopaliński, Słownik symboli, Warszawa 1999, s. 89).
Eurypides, wielki tragik grecki z IV wieku przed naszą erą, określił bardzo dobitnie stosunek ludzi tamtych czasów do zachowań, które w naszej cywilizacji uważane są za wstydliwe: ”To, co przyrodzone, naturalne, nie jest szpetne, złe” (łac. naturalia non sunt turpia).
W antycznym Rzymie pisano sprośne fraszki, podobne jako żywo do uciesznych facecji Jana Kochanowskiego, Mikołaja Reja i wymarłych już, niestety, XX-wiecznych fraszkopisarzy tego pokroju, co Antoni Słonimski i Julian Tuwim (Cztery wieki fraszki polskiej, wybór z przedmową A. Brücknera, Warszawa 1957).
Erotyczne epigramy tworzył za czasów Domitiana, rzymskiego cesarza, Marcus Martialis. Ku zgorszeniu fanatycznych posłów prawicy posłużę się jednym cytatem: ”A wciąż go, Lesbio, przed sobą na baczność chcesz stawiać, nie każdy członek ciała jednako cię sprawia”, Marcjalis, Epigramy. Wybór w tłum. S. Kołodziejczyka, Warszawa 1998, s. 78). O sobie pisał: ”Moja muza frywolna, ale życie cnotliwe”.
Ożywczy prąd Odrodzenia przyniósł większą swobodę obyczajów. Słynny ”Dekameron” Boccacia, to jeden z najsłynniejszych przykładów przełamywania średniowiecznej pruderii. Któż z nas nie zażył w młodości ostrego smaku tego zakazanego owocu? Czy teraz za sprawą naszych obłąkanych krzyżowców nie powinien zainteresować się tą perłą renesansowej literatury prokurator i uznać ten utwór za pismo o ”treściach pornograficznych”? Pod taką bowiem, enigmatyczną formułę, wprowadzoną przez nowy kodeks karny, podciągnąć można wszystko.
Z obsesją seksualną walczył najdzielniej w Polsce międzywojennej T. Boy-Żeleński. Nikt nie jest dziś w stanie dorównać staremu Boy’owi w satyrze ukazującej dewiację antyseksualną ówczesnych cenzorów. O słynnym ojcu Pirożyńskim, autorze dziełka pt. ”Co czytać?”, tak pisał: ”PŁEĆ widziana w potwornym wyolbrzymieniu, przesłania mu wszystko inne i poza jej sprawami wszystkie, bodaj największe zbrodnie świata są mu moralnie obojętne” (Felietony III, Warszawa 1959, s. 159).
Klimat wytworzony przez współczesnych rycerzy seksualnej ”czystości” może skłoni znowu jakiegoś fanatyka do powtórzenia wyczynu, jakiego dopuścił się przed laty na oczach autora ”Słówek” pewien stróż moralności w osobie księdza, który przyszedł do gmachu krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych z ukrytym pod sutanną młotkiem i poodbijał wszystkim gipsowym posągom wstydliwe części. Nie darował ponoć nawet boginiom oraz ich nadobnym wzgóreczkom
(T. Żeleński-Boy, Moralnie obojętne (w:) Pisma, t. XV, Warszawa 1958, s. 346). Nie dotarł, nieborak, do Kaplicy Sykstyńskiej, gdzie mógłby zasłużyć się potomności usunięciem z fresków Michała Anioła równie bezwstydnych treści.
Nie straciły nic ze swej aktualności słowa dawno wypowiedziane przez wspomnianego pisarza, który miał odwagę walczyć samotnie z kołtunerią, zacofaniem i obłudą: ”Ci detektywi niemoralności sami nie zdają sobie sprawy, do jakiego stopnia przeżarci są niezdrowym erotyzmem”. Nędza, wyzysk i wszelkie niedole ludzkie mniej dla dzisiejszych herosów fałszywej skromności znaczą niż krucjata przeciw pornografii, temu bliżej nie określonemu bezeceństwu, którego nikt dotąd jakoś nie potrafił zdefiniować.
Tamten ksiądz z Boy’owskiej opowieści pozbawił nagie posągi danych nam przez Pana Boga członków, bez których nie byłoby życia na ziemi. A co będzie, jeśli nasi sex-moraliści z Wiejskiej zechcą za winę pierwszych rodziców kastrować żywych ludzi? Dziesięć lat więzienia to nie jest radykalne rozwiązanie. Wróci taki z kryminału i znowu zacznie gorszyć maluczkich. ”Zbożny” cel można osiągnąć tylko przez zlikwidowanie w zarodku wszelkiego erotyzmu. W tym Sejmie wszystko jest możliwe. Pereat mundus fiat pruderia!

Wydanie: 2/2000

Kategorie: Publicystyka

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy