Ile warte są sojusze?

Ile warte są sojusze?

Trudno sobie wyobrazić pomyślność kraju, który swoje bezpieczeństwo opiera na egzotycznych sojuszach. Tak jak trudno znaleźć w Europie kraj, który miałby w historii tyle nietrafionych sojuszy co Polska. Myślę tu oczywiście o czasach obecnej, choć względnej suwerenności naszego kraju. Co oznacza, że wyłączam lata 1945-1989 do odrębnej analizy. Ten okres wymaga poważnej i uczciwej oceny, na którą rządzący POPiS nie potrafi się zdobyć. I to nie z powodów ideologicznych, bo jak wiadomo, ludzi konsekwentnie ideowych nie ma tam zbyt wielu. Podobnie jak intelektualistów. Mamy więc prostackie fałszywki powrzucane do jednego, brudnego wora z napisem Polska Ludowa. Chodzą sobie z tym worem i próbują nim przykryć własną nieudolność.

Czasy się zmieniły na tyle, że mamy nieporównanie większe możliwości działania, a rządzona przez prawicę Polska czepia się egzotycznych sojuszy jak pijany płota. Przyjaciół szukamy daleko, wrogów jak najbliżej. Najgorsze stosunki mamy z sąsiadami. Nie prowadzimy polityki opartej na realnych interesach. Polityki pragmatycznej i elastycznej. Mamy amatorską bieganinę. Od przypadku do przypadku. Politykę prowadzoną przez znajomków i krewnych obozu władzy. Brakuje im wiedzy, umiejętności, kontaktów, doświadczenia dyplomatycznego – by nie ciągnąć dalej tej wyliczanki, powinienem napisać, że brakuje im wszystkiego. Nie ma więc żadnych szans, by w takich warunkach polska polityka i nasze relacje ze światem były racjonalne, rzeczowe i pragmatyczne. Zamiast tego, co w wielu krajach jest standardem, mamy zaklinanie rzeczywistości, histeryczne akcje i mylenie własnych wyobrażeń z twardymi faktami. Mamy anachroniczne myślenie w kategoriach misji, jaką rzekomo nasz kraj wypełnia. Mały kraj, a misja, w przekonaniu tych chwilowych dysponentów władzy, ogromna. Wstają więc z kolan. Czym potwierdzają nie wielkość misji, ale ogrom kompleksów, jakie targają polską prawicą. Pal zresztą diabli ich zakompleksioną mentalność, ważniejszą sprawą jest chroniczny brak strategii, która byłaby punktem odniesienia dla wszystkich. Strategii, która byłaby konsensusem zawartym między głównymi siłami politycznymi. Niestety, te dwa słowa: strategia i konsensus, są ciągle poza możliwościami prawicowych elit politycznych. A prowadzona przez PiS tzw. wymiana elit jeszcze tę marną sytuację znacząco pogorszyła.

Wydanie: 24/2018

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy