Warto zbierać pieniądze

Monety i banknoty kolekcjonerskie cieszą się wielkim powodzeniem

Numizmatyka to nie tylko zwykłe hobby. To także gałąź nauki, mająca charakter pomocniczy wobec historii, zajmująca się badaniem monet, banknotów i innych znaków pieniężnych pod względem historycznym, estetycznym, a także technicznym. Określenie numizmatyki jako nauki podkreśla szczególny charakter tej pasji kolekcjonerskiej, bo np. filatelistyki, przy całym dla niej szacunku, nikt za naukę nie uważa. I rzeczywiście, numizmatycy to często ludzie, którzy posiedli olbrzymią, stricte naukową wiedzę w pochłaniającej ich dziedzinie.
Jak do większości pasji, także do tej generalnie się dopłaca. Co nie znaczy, że nie można na niej zarobić, jak zdarzyło się to choćby posiadaczowi monety studukatowej króla Zygmunta III Wazy z 1621 r., którą w 2008 r. na aukcji w Nowym Jorku sprzedano za
1 mln 380 tys. dol. (przy cenie wywoławczej 750 tys. dol.). I niewykluczone, że ten, kto ją nabył, nie tylko zrealizował swoje marzenie kolekcjonerskie, lecz także dokonał transakcji życia. W 1980 r. ta sama studukatówka króla Zygmunta sprzedana została bowiem „tylko” za 250 tys. dol. W ciągu niespełna
30 lat moneta zdrożała więc ponadpięciokrotnie – i bardzo prawdopodobne, że w przyszłości będzie kosztować jeszcze dużo więcej. Jest to zgodne z tendencją wzrostu cen polskich monet – nie tylko zabytkowych, ale i z czasów PRL – jaka kilka lat temu zapanowała na światowych rynkach numizmatycznych. Studukatówka Zygmunta III jest zaś jak najbardziej polskim znakiem pieniężnym, choć król był Szwedem, monetę zaprojektował Szwajcar Samuel Ammon, a wybito ją w mennicy bydgoskiej, kierowanej przez Niemca Hermana Rudigera, gdzie do wykonywania większości fachowych prac zaangażowano jego rodaków.

Cenne błędy

O wartości numizmatycznej monety czy banknotu decyduje ich rzadkość, stan, w jakim się zachowały, wartość artystyczna. Na wspomnianej studukatówce, ważącej ponad 30 dkg i mającej średnicę ok. 7 cm, jest jeden z najdoskonalszych portretów króla Zygmunta III. Ceny monet PRL-owskich rosną zaś głównie dlatego, że ich stan jest generalnie coraz gorszy. Wykonano je bowiem z kiepskiego aluminium, szybko się wycierają i trudno o egzemplarz przyzwoitej jakości. Dlatego na przykład za złotówkę z 1957 r. w dobrym stanie w Podlaskim Gabinecie Numizmatycznym zapłacono 3500 zł.
Najbardziej poszukiwanym objawem rzadkości jest błąd, na przykład literowy czy w dacie, popełniony w trakcie projektowania lub bicia czy drukowania pieniędzy. Emitent z reguły szybko zauważa pomyłkę, usuwa ją i kontynuuje produkcję w poprawionej już wersji. Egzemplarze z błędem osiągają zaś bardzo wysokie ceny. Przykładem może być dwuzłotówka wybita w 1998 r. ze stopu Nordic Gold (to określenie koloru, a nie składu, w tej monecie nie ma złota) z okazji 200-lecia urodzin Adama Mickiewicza. Rzecz w tym, że na monecie napisano: „200 lecie” bez dywizu. Błąd ten, choć drobny, sprawił jednak, że NBP wycofał ją z obiegu, emitując poprawioną wersję, a dwuzłotówka bez dywizu osiągała na aukcjach cenę ponad 2 tys. zł. Był to jednak krótkotrwały sukces, gdyż fałszerze natychmiast zaczęli usuwać myślniki z innych monet rocznicowych. Ponieważ trudno wykryć, czy taki błąd powstał w fazie bicia monety, czy został spowodowany później, kolekcjonerzy bali się kupować egzemplarze bez myślnika i przestały one pojawiać się na aukcjach.
Wcześniej, w 1992 r. przed denominacją, wyemitowano banknot o wartości 2 mln zł z napisem „Sejm Konstytucyjy” zamiast „Konstytucyjny”. NBP wycofał banknoty z obiegu, zastępując je prawidłową wersją, a dwumilionówki z literówką są dziś sprzedawane za ponad 1400 zł.

Kolekcjonerzy lubią zwierzęta

Monety kolekcjonerskie sprzedawane przez NBP od razu uzyskują wielokrotne przebicie na rynku numizmatycznym. Widać to choćby po serii monet ze zwierzętami. Gdy NBP sprzedawał monety z sokołem, jaszczurką czy borsukiem (w sumie 18 serii z różnymi gatunkami), od razu ustawiały się po nie długie kolejki, a szczęściarze, którzy zdołali dokonać zakupu, mogli je natychmiast sprzedać z trzy-, czterokrotnym przebiciem. „NBP propaguje kolekcjonerstwo i to jest pozytywne”, uważa Robert Buczak z Warszawskiego Centrum Numizmatycznego. Inne atrakcyjne monety to dwuzłotówka i dwudziestozłotówka (prostokątna) z wizerunkiem Zofii Stryjeńskiej, z serii „Polscy malarze XIX/XX wieku”, a przede wszystkim monety wybite dla uczczenia beatyfikacji papieża Jana Pawła II aż w pięciu nominałach: 2, 20, 25, 100 i 1000 zł (ta ostatnia jest monetą o największym nominale od czasu denominacji sprzed 16 lat).
Monety i banknoty emitowane przez NBP można kupić także bez stania w długich kolejkach. Są one do nabycia na aukcjach internetowych organizowanych za pośrednictwem serwisu Kolekcjoner, który funkcjonuje od 2010 r. W aukcjach tych mogą uczestniczyć osoby indywidualne oraz firmy, tak z Polski, jak i z zagranicy. Wszelkie informacje o tym, jakie warunki trzeba spełnić, aby wziąć udział w aukcji, a także formularze rejestracyjne, można znaleźć na stronie NBP w zakładce „Serwis aukcyjny Kolekcjoner”. Serwis posiada również wersję anglojęzyczną.
W czasie aukcji każdy może złożyć od jednej do pięciu ofert. Po zakończeniu aukcji system analizuje wszystkie propozycje i na ich podstawie ustala, kto zaproponował najwyższą cenę.
Oczywiście monety i banknoty kolekcjonerskie można nabywać także w sposób tradycyjny. W każdym z 16 oddziałów okręgowych NBP funkcjonują kasy kolekcjonerskie, które prowadzą ich sprzedaż.

Wydanie: 19/2011

Kategorie: ABC BANKOWOŚCI, czesc I
Tagi: NBP

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy