…wie każdy śmiertelnik, co to znaczy Czytelnik

…wie każdy śmiertelnik, co to znaczy Czytelnik

Wydawnictwo zafundowało każdemu listonoszowi na prowincji rower. Dzięki temu mogli dowozić publikacje oficyny

Lato 1944 r. to jedna z cezur w dziejach Polski. Oznaczało przede wszystkim kres okupacji, ale także z jednej strony konieczność, a z drugiej możliwość odbudowy normalnego życia. Czasami była to odbudowa, a czasami budowa od podstaw nowych instytucji, bo przecież Manifest PKWN zmienił zasadniczo ustrój państwa.

Na te pierwsze powojenne lata zazwyczaj patrzy się przez pryzmat wielkiej polityki i najważniejszych procesów społeczno-gospodarczych (reformy rolnej i nacjonalizacji przemysłu) oraz walki politycznej o kształt młodej państwowości. Walki politycznej, ale też zbrojnej. To przesłania powrót do normalności na innych polach, w tym odbudowę życia kulturalnego, a był to proces niezwykle interesujący, realizowany ponadto w imponującym tempie i na ogromną skalę.

Choć w oficjalnych deklaracjach nowych władz sprawy kultury nie zajmowały wiele miejsca, w praktyce działo się bardzo dużo. Tydzień po ogłoszeniu Manifestu Teatr 1. Armii Wojska Polskiego dał pierwsze okolicznościowe przedstawienie w Lublinie, niewiele później powstała pierwsza wytwórnia filmowa. Już 1 sierpnia można było obejrzeć pierwsze normalne przedstawienie – „Śluby panieńskie” Fredry. Jak mówił jego reżyser, Władysław Krasnowiecki: „Fraki i mundury mężczyzn były przerobione z kostiumów, które podarował nam moskiewski MChAT, sukienki uszyły sobie nasze panie z gazy opatrunkowej”1.

Ruszyło radio, drukowane były pierwsze gazety. W miarę posuwania się wojsk radzieckich i polskich oraz wyzwalania kolejnych miast wszędzie rozpoczynały pracę instytucje kulturalne – teatry, wydawnictwa, czasopisma.

Szczególne znaczenie – co widać wyraźnie z perspektywy lat – miała inicjatywa, która zrodziła się w Lublinie w kręgu osób skupionych wokół Jerzego Borejszy. Był on wówczas redaktorem naczelnym „Rzeczpospolitej”, oficjalnego organu PKWN. Działacz kulturalny z prawdziwego zdarzenia, publicysta, który już przed wojną zaznaczył swoją obecność nie tylko w wydawnictwach KPP (jej członkiem był od 1929 r.), ale też na łamach „Wiadomości Literackich”, „Skamandra”, „Czarno na Białem” czy lwowskich „Sygnałów”. W czasie wojny przebywał w ZSRR, gdzie krótko był dyrektorem Ossolineum, później dziennikarzem w prasie polskiej i działaczem Związku Patriotów Polskich, wreszcie majorem w 1. Armii Wojska Polskiego.

Z jego inicjatywy 15 października 1944 r. doszło do powołania Spółdzielni Wydawniczej Czytelnik. Borejsza został jej prezesem, a jego prawą ręką i osobą odpowiedzialną za pion wydawniczy była Zofia Dembińska (wdowa po niezwykle cenionym przez lewicę Henryku). Pozyskali oni dla nowo powstałej firmy szerokie grono ludzi o różnych poglądach politycznych i drogach życiowych, których przyciągnął program odbudowy polskiej kultury po wojennej katastrofie. Syn założyciela Czytelnika wspominał: „Dyrektorami w Czytelniku byli wówczas Czesław Kulesza i Kazimierz Mliczewski, pionierzy w tamtych czasach. Mój ojciec zgarnął ich z ulicy w Lublinie, gdy byli jeszcze w pasiakach z obozu na Majdanku”2.

Szybko opracowano ambitną i niezwykle szeroką koncepcję organizacji, bo nie można nazwać tego przedsiębiorstwem, która oprócz wydawania prasy i książek oraz ich dystrybucji miała się zająć na szeroką skalę tworzeniem placówek oświatowych, promocją czytelnictwa i akcją odczytową. W jej ramach funkcjonowała również agencja informacyjna. Czytelnik rozrastał się błyskawicznie, budując swoje struktury w kolejnych wyzwalanych miastach.

Po roku miał ponad 2 tys. pracowników i wydawał 10 dzienników oraz liczne inne czasopisma – były wśród nich „Życie Warszawy”, „Dziennik Polski”, „Rzeczpospolita”, a także „Przekrój”, „Szpilki”, „Przyjaciółka”, „Odrodzenie”, „Kuźnica”, „Twórczość”, „Problemy”.

Formuła spółdzielni oznaczała nawiązanie do spółdzielczych tradycji polskiej lewicy, zwłaszcza PPS-owskiej, i pozwalała akcentować społeczny charakter i społeczną (a nie tylko propagandową) misję. Dembińska była już przed wojną związana z Warszawską Spółdzielnią Mieszkaniową (podobnie zresztą jak Bolesław Bierut, członek Rady Nadzorczej Czytelnika). Bo celem było nie tylko i nie tyle wydawanie książek i prasy, ile krzewienie czytelnictwa i edukacja mas ludowych; jak głosił dokument założycielski: „zaspokojenie potrzeb kulturalnych mas pracujących”.

Nowatorską na gruncie polskim koncepcją było skupienie w jednym koncernie wydawania prasy i książek, drukarni i potężnego aparatu dystrybucyjnego, w którym znalazły się oczywiście tradycyjne księgarnie (po kilkunastu miesiącach było ich ponad 60), ale też różnego rodzaju kluby i inne formy masowego kolportażu, pozwalającego dotrzeć z książką i prasą do warstw społecznych dotąd tego dostępu pozbawionych. O skali wyzwań stojących wówczas przed administracją może świadczyć taki fakt: „Wydawnictwo zafundowało każdemu z listonoszy na prowincji rower. Dzięki temu mogli oni już bez przeszkód dowozić publikacje oficyny. Skok cywilizacyjny, jaki nastąpił za sprawą tej decyzji, jest nie do przecenienia, podobnie jak fakt, że w ślad za listonoszami podążyły autobusy z obwoźnymi bibliotekami czytelnikowskimi”3.

W szopce politycznej z 1945 r., z której zaczerpnięty jest tytuł tego artykułu, Jan Brzechwa i Janusz Minkiewicz pisali:

Wydanie,
Każde tanie,
Za grosze,
Bardzo proszę,
Szukamy czytelnika,
Czytelnik dla rolnika4.

Czytelnik od początku stawiał sobie jasne cele – miał dotrzeć z książką tam, gdzie jest ona potrzebna. Miał służyć jednoczeniu serc i umysłów obywateli, przyciągać ich do programu społecznego obejmującej władzę lewicy. Było to jednak przedsięwzięcie przemyślane, korzystnie wyróżniające się na tle topornej zwykle propagandy tamtych lat.

Strategię tę przyjęło się określać mianem rewolucji łagodnej. To określenie wzięte jest z artykułu Jerzego Borejszy zamieszczonego w „Odrodzeniu”, piśmie społeczno-kulturalnym Czytelnika (1945, nr 10-12). Wskazywał on genealogię myśli kulturalnej polskiej lewicy, wywodząc ją z czasów oświecenia i romantyzmu: „Jesteśmy spadkobiercami myśli jakobinów polskich – ale dzieli nas od nich półtorawiecze, w ciągu którego zaszły wokół Polski przemiany i zaszły zmiany w narodzie”. Obecnie „droga szerokich reform wybija Polsce okno na Europę” i umożliwia „odnalezienie wyrazu kulturalnego nowej Polski”. Lecz by tak się stało, powinno dojść do zespolenia sił różnych generacji Polaków: „W interesie ogólnonarodowym naszej kultury, jej rozwoju leży niewątpliwie sprawa zrastania się starszego pokolenia naszej inteligencji z tą wielką falą nowej inteligencji, która musi szybko dojrzewać”. Choć Borejsza wylicza rozmaite grzechy polskiej inteligencji („donkichoteria, pseudoromantyzm, fałszerstwo ideowe i śmierdzący naftaliną snobizm”5), wierzy, że będzie ona budować nową Polskę.

I temu celowi służył Czytelnik, otwierając łamy dla pisarzy starszego pokolenia, nieraz wyraźnie zdystansowanych wobec komunizmu (Maria Dąbrowska), przebywających na emigracji (Maria Kuncewiczowa, Zofia Kossak-Szczucka, Melchior Wańkowicz), a równocześnie umożliwiając debiuty nowemu pokoleniu (Wojciech Żukrowski, Tadeusz Konwicki).

To oczywiście nie mogła być inicjatywa samego Borejszy. On ją urzeczywistniał, ale jako lojalny działacz partyjny nie mógł tego robić bez aprobaty odpowiednich czynników. Jak pisze jego biograf Eryk Krasucki: „Rewolucja łagodna stanie się nieoficjalną propozycją władzy, skierowaną pod konkretny adres. W znacznym stopniu rozszerzała i precyzowała to, co pojawiało się we wcześniejszych dokumentach powstałych w kręgach rządowych czy partyjnych, np. Manifeście PKWN, w którym zapisano, że »zwłaszcza ludzie nauki i sztuki zostaną otoczeni specjalną opieką«, czy w rezolucji KC PPR z 29 września 1944 r. W stosunku do nich inteligencja stawała się bardziej podmiotem niż narzędziem zmiany, choć oczywiście o zwycięstwie koncepcji klerka nad społecznikiem nie mogło być mowy. Nie o to zresztą Borejszy chodziło. Jego celem była idealna synteza tych dwóch postaw”6.

I to się udawało. Talent organizacyjny i charyzmatyczna osobowość Borejszy pozwoliły skupić wokół nowego wydawnictwa masę osób kreatywnych, po latach wojennych czujących potrzebę twórczej samorealizacji. On im te możliwości stwarzał – czego rezultatem był np. tygodnik „Przekrój”, dziecko dziennikarza i grafika przedwojennych „Wiadomości Literackich” zasilone oryginalnym talentem Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, przed wojną sympatyka prawicy. O ile „Kuźnica” stała się organem marksistowskich krytyków i historyków literatury, o tyle miesięcznik „Twórczość”, kierowany przez Kazimierza Wykę, otwierał łamy dla pisarzy różnych orientacji.

W cytowanej już szopce kukiełka reprezentująca Borejszę mówi:

Gazeta w każdym mieście,
Wkrótce będzie ich dwieście,
Gdzie spojrzeć, tam drukarnia,
Gdzie plunąć, tam księgarnia.

Pojawiło się określenie prasa czytelnikowska. Jak pisze Magdalena Idem, badaczka dziejów prasy polskiej, „prasa czytelnikowska zaczęła bowiem kształtować, a potem wdrażać nowy model wydawniczy, który polegał na wszechstronności oddziaływania czytelniczego oraz starannym doborze grupy odbiorczej. Model ten obecny był zarówno w segmencie prasy codziennej, jak i czasopiśmienniczej, przy czym ten drugi zasługuje na szczególną uwagę, ponieważ czynnikiem decydującym o jego powodzeniu był ogłoszeniowy i organizujący życie społeczne charakter. Powszechna znajomość specyfiki post-okupacyjnej pozwala zaś sformułować wniosek, że prasa codzienna, i to o charakterze poradnikowym, chociaż stanowiła swoiste novum na polu prasowym, to wpisywała się w społeczne oczekiwania”7. O liczeniu się z potrzebami odbiorców świadczyć może też fakt, że właśnie w Czytelniku zaczęły się ukazywać w masowych nakładach tytuły prasowe przeznaczone dla kobiet, które po wojnie zaczęły odgrywać znacznie poważniejsze role niż wcześniej. Możemy tu wymienić „Modę i Życie Praktyczne”, „Przyjaciółkę” czy „Świat Mody”.

Imperium prasowe Czytelnika rozrastało się z roku na rok. W 1951 r., kiedy to jego pion prasowy przeszedł do RSW Prasa, składało się na nie 12 dzienników o średnim jednorazowym nakładzie 1 mln egzemplarzy i 28 czasopism o nakładzie łącznym 3,3 mln egzemplarzy8.

Książki zaczęły odgrywać znaczącą rolę w działalności Czytelnika kilka czy kilkanaście miesięcy później. Wynikało to z prozaicznej przyczyny – braku odpowiedniej bazy poligraficznej. Ta jednak rozwijała się systematycznie i po pierwszej lubelskiej drukarni uruchamiano następne w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Gdyni, Katowicach i Wrocławiu.

Pierwsza publikacja to książka o obozie koncentracyjnym na Majdanku, później przyszły tak wtedy potrzebne podręczniki i lektury szkolne, książki dla dzieci czy poradniki z różnych dziedzin. Wydawane zgrzebnie, ale cieszące się ogromną popularnością.

Nowa władza od początku stawiała sobie za cel upowszechnianie polskiej klasyki, co było logiczne w sytuacji, gdy tyle bibliotek domowych i szkolnych spłonęło. Już 5 maja 1945 r. Krajowa Rada Narodowa podjęła uchwałę w sprawie Wydania Narodowego Dzieł Adama Mickiewicza, „aby dostarczyć całemu społeczeństwu autentycznych tekstów poety we wzorowym opracowaniu krytycznym i typograficznym”. Zadanie to powierzono właśnie Czytelnikowi. Wprawdzie prace nad tą edycją trwały do 1955 r. – 100. rocznicy śmierci poety – ale wcześniej w masowych nakładach ukazywały się poszczególne utwory. Drugim polskim klasykiem systematycznie wydawanym przez tę oficynę był szczególnie bliski Borejszy Stefan Żeromski. Ale drukowano też Sienkiewicza, Kraszewskiego, Orzeszkową.

Jednak trwałym dorobkiem Czytelnika okazała się niezwykle szybko literatura piękna. To tam ukazały się najważniejsze rzeczy o niedawnej wojnie – „Medaliony” Zofii Nałkowskiej, „Dywizjon 303” Arkadego Fiedlera, „Z kraju milczenia” Wojciecha Żukrowskiego, „Dymy nad Birkenau” Seweryny Szmaglewskiej, „Krata” Poli Gojawiczyńskiej, „Noc” Jerzego Andrzejewskiego, „Jezioro Bodeńskie” Stanisława Dygata. Z wydawnictwem Borejszy związali się Gałczyński, Tuwim i Słonimski. Tam Miłosz ogłosił „Ocalenie” – do 1980 r. swoją jedyną książkę wydaną w kraju. Przykładów takich można przytoczyć wiele.

Otwarta polityka redakcyjna, przyciąganie różnymi sposobami znanych pisarzy i oczywiście ogromne nakłady oraz związane z tym honoraria sprawiły, że wokół wydawnictwa na ulicy Wiejskiej (bo po kilkunastu miesiącach przeniosło się ono do Warszawy) gromadziło się spore grono twórców. Ułatwiała to osobowość Borejszy, jego niezwykła energia i wpływy, dzięki którym mógł załatwić mieszkanie czy np. sprawić, by potomkom Sienkiewicza pozostawiono grunty w okolicy Oblęgorka. Autorami wydawnictwa zostali m.in. Jerzy Andrzejewski, Tadeusz Breza, Maria Dąbrowska, Jarosław Iwaszkiewicz, Mieczysław Jastrun, Tadeusz Konwicki, Maria Kuncewiczowa, Zofia Nałkowska, Ksawery Pruszyński, Mirosław Żuławski i wielu innych.

Czytelnik stał się potęgą i w sensie programowym (wydawał świetne książki i ciekawe czasopisma), i w sensie biznesowym, skupiając w jednej strukturze książki, prasę, drukarnie, kolportaż, handel różnymi artykułami, a nawet domy wczasowe.

Jednak zmiany polityczne w kraju i na świecie – walka z odchyleniem prawicowo-nacjonalistycznym i odsunięcie Gomułki, procesy zjednoczeniowe w ruchu robotniczym, narastająca atmosfera zimnej wojny w stosunkach międzynarodowych – nie sprzyjały realizowanej w nim wizji polityki kulturalnej. Sygnałem tego stał się wrocławski Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju, którego pomysłodawcą i organizatorem był także Borejsza. Choć udało się sprowadzić do Polski wielu luminarzy światowej nauki i kultury (z Picassem na czele), wystąpienie przewodniczącego delegacji radzieckiej Aleksandra Fadiejewa, który nazwał pisarzy o randze Sartre’a i Malraux hienami i szakalami, wprowadziło ton ostrej konfrontacji ideologicznej. A nie o to polskim organizatorom chodziło.

W powieści osnutej na tle losów Borejszy i jego brata Jacka Różańskiego Wojciech Biedroń zamieścił scenę rozmowy telefonicznej Fadiejewa z Mołotowem, w której autor „Młodej Gwardii” krytykuje miękkość Borejszy: „(…) on to nazywa rewolucją łagodną. Nawet na ten temat prowadzi akcję propagandową. Może sobie na to pozwolić, bo cała prasa należy do niego. Wyobrażasz sobie, Michajłycz? U nas prasa należy do partii, w Polsce do Borejszy. Ot, widzisz, tak zwana polska droga do socjalizmu”9.

Choć to fikcja, uprawdopodobniona jest przez dokumenty i bieg wydarzeń. Polska droga do socjalizmu okazała się niepotrzebna, otwartość w polityce kulturalnej zastąpiono scentralizowanym dogmatyzmem, miejsce działań inspirowanych tradycją wywiedzioną z pism Stefana Żeromskiego, Edwarda Abramowskiego, pionierów ruchu spółdzielczego i międzywojennej tradycji antyfaszystowskiej jedności zajęły całkiem odmienne praktyki.

Pod koniec 1948 r. Borejszę pozbawiono prezesury Czytelnika, chociaż z zachowaniem pozorów, przy pozostawieniu mu funkcji partyjnych i powierzeniu kierowania Polskim Komitetem Obrońców Pokoju. Był to koniec pewnej epoki i w dziejach Czytelnika, i w dziejach polityki kulturalnej, nawet polityki w sensie ogólniejszym. Zresztą sam Borejsza miał poważny wypadek samochodowy i w wyniku jego następstw, a także poważnej choroby, wkrótce zmarł.

Stalinizm i będący jego efektem w polityce kulturalnej socrealizm oznaczały kres otwartości i dynamizmu cechujących lata 1945-1948. Nie było już miejsca dla niekonwencjonalnych zachowań, inicjatywy i kreatywności. Po latach przyjaciel i bliski współpracownik Borejszy Tadeusz Konwicki pisał, że ten przegrał, bo myślał, że „socjalizm potrzebuje ludzkiej inteligencji, rozmachu, mądrej inicjatywy i rozumnej tolerancji dla ludzkich grzechów dawnych i dzisiejszych”, a pokonał go „anonimowy aparatczyk, szara mysz królująca w mrocznych kulisach. Nierozpoznawalna struktura wzajemnych uzależnień”10.

Pisarka innego pokolenia, nieukrywająca dystansu do nowej władzy Maria Dąbrowska, dostrzegała w dorobku tamtych lat wyraźny element demokratyzacji, także w dostępie do kultury. Pisała w dzienniku: „Bezstronność każe przyznać, że w ciągu tych trzech lat zrobiono w wielu dziedzinach więcej pozytywnych rzeczy niż w ciągu 20 lat niepodległości międzywojennej. Dyskutować można tylko zagadnienie dysproporcji między ceną i osiągniętymi przez nią wynikami. Jasne przy tym, że dla wielu kwestia ceny może być decydująca. Należy jednak ściśle odważyć cenę i osiągnięte za nią dobra” (zapis z 14 VI 1948)11.

Czytelnik wyszedł z okresu socrealizmu odchudzony o pion prasowy, publikacje oświatowe (te przeszły do Wiedzy Powszechnej) i inne rodzaje działalności, za to ze sprawnym zespołem redakcyjnym i porządnie ustawionym wydawnictwem, któremu odwilż polityczna otworzyła nowe perspektywy rozwoju. Korzystał z nich śmiało, publikując utwory swoich wiernych seniorów (Dąbrowska, Iwaszkiewicz, Andrzejewski), licznych debiutantów, ale przede wszystkim szeroko otwierając drzwi literaturze zachodniej. Powieści pisarzy angielskich, amerykańskich (Faulkner, Steinbeck, Hemingway – 300 tys. egzemplarzy samego „Pożegnania z bronią”!), niemieckich, ale też rosyjskich, wcześniej dopuszczanych na rynek tylko selektywnie (Zoszczenko, Bułhakow), cieszyły się ogromną i zasłużoną popularnością. W 1957 r. rusza seria Nike przynosząca w niewielkim formacie przekłady czołowych prozaików XX w. (m.in. „Mistrza i Małgorzatę” Bułhakowa, „Zamek” Kafki, „Śniadanie u Tiffany’ego” Capote’a, „Wielkiego Gatsby’ego” Fitzgeralda, „Dublińczyków” Joyce’a). Ta najstarsza seria wydawnictwa wychodzi do dziś. Ale popularność szybko zdobywała również literatura lżejsza, czyli kryminały ukazujące się pod znakiem jamnika. W serii Z jamnikiem pojawiły się powieści m.in. Raymonda Chandlera i Agathy Christie, ale także polskich autorów.

Czytelnik utrwalał swoją pozycję najważniejszego wydawcy polskiej literatury współczesnej. Potrafił trwale związać ze sobą pisarzy, którzy powierzali mu wszystkie swoje nowe utwory. Tak było w wypadku Jarosława Iwaszkiewicza, Tadeusza Konwickiego, Kazimierza Brandysa, Aliny i Czesława Centkiewiczów, Juliana Stryjkowskiego, Władysława Terleckiego. W Czytelniku debiutowała Wisława Szymborska, regularnie powierzał mu swoje książki Ryszard Kapuściński. Takie wyliczenia – nazwisk, wybitnych dzieł, serii wydawniczych – można ciągnąć długo. Historia polskiej literatury powojennej to w dużej mierze Czytelnik.

Na tle pogmatwanych losów wielu polskich instytucji kulturalnych jest to przypadek mądrej kontynuacji i konsekwencji. Dzieło Jerzego Borejszy kontynuowali kolejni szefowie Czytelnika: Jerzy Pański (1948-1951), Jan Stefczyk, czyli Władysław Kopaliński (1952-1954), Ludwik Kasiński (1955-1975), Stanisław Bębenek (1975-1988), Wacław Sadkowski (1989-1990), Jerzy S. Sito (1990-1991), Stefan Bratkowski (1991-1992), Marek Bogucki (1992-1993), Włodzimierz Michalak (1994–1995), Marek Żakowski (1995-2017) i Marian Sewerski (od 2017). Dodajmy do tego, że jest to nadal spółdzielnia – czyli tradycja i pod tym względem jest kontynuowana – i ciągle działa pod tym samym adresem na ulicy Wiejskiej (a przypomnieć trzeba jeszcze kultową kawiarnię).

W ostatnich dekadach jest to już zupełnie inne wydawnictwo – znacznie mniejsze, o skromniejszej ofercie. Ale ciągle służy wysokiej kulturze, nie ulega komercji, nie goni za zyskiem za pomocą książek rozmaitych celebrytów. Poważna literatura, eseistyka wysokiej próby, dzieła historyczne – rzadki przykład kontynuacji i realizacji misji nakreślonej 75 lat temu. Zmieniły się zasadniczo realia rynkowe i ustrojowe, a Czytelnik trwa. To w naszej płynnej rzeczywistości wartość, którą należy cenić.

1 Cyt. za Marta Fik, Kultura polska po Jałcie. Kronika lat 1944-1981, Polonia 1989.
2 Historyk w świecie wydawców. Z prof. Jerzym W. Borejszą rozmawia Piotr Dobrołęcki, „Wyspa” nr 2/2019, s. 97.
3 Grzegorz P. Bąbiak, Wczoraj, dziś, jutro… Warszawa 2019, okolicznościowo z okazji 75-lecia Czytelnika.
4 Cyt. za Grzegorz P. Bąbiak, Wstęp [w:] Na rogu Stalina i Trzech Krzyży, wybór, wstęp i opracowanie Grzegorz P. Bąbiak, Czytelnik, Warszawa 2014, s. 59.
5 Cyt. za Eryk Krasucki, Międzynarodowy komunista. Jerzy Borejsza – biografia polityczna, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2009, s. 112-113.
6 Eryk Krasucki, dz. cyt., s. 115.
7 Magdalena Idem, Codzienna prasa post-okupacyjna w Polsce Ludowej na podstawie „Życia Warszawy”, „Naukowy Przegląd Dziennikarski” nr 2/2018.
8 Tamże.
9 Wojtek Biedroń, Niesamowici bracia Goldberg, W.A.B., Warszawa 2015, s. 402.
10 Tadeusz Konwicki, Nowy Świat i okolice, Czytelnik, Warszawa 1986, s. 15, 17.
11 Maria Dąbrowska, Dzienniki powojenne 1945-1949, wybór, wstęp i przypisy Tadeusz Drewnowski, Czytelnik, Warszawa 1997, s. 236.

Fot. NAC

Wydanie: 42/2019

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy