Witajcie w państwie Ordo Iuris

Witajcie w państwie Ordo Iuris

To nie przypadek, że ultrakonserwatyści skupiają się na kontrolowaniu ciał i życia kobiet


Prof. Elżbieta Korolczuk – pracuje na Uniwersytecie Södertörn w Sztokholmie i wykłada w Ośrodku Studiów Amerykańskich na Uniwersytecie Warszawskim. Bada ruchy społeczne (w tym antygenderowe i populistyczne), społeczeństwo obywatelskie, kategorię płci oraz rodzicielstwo.


Czy jesteśmy świadkami kontrrewolucji kulturowej światowej prawicy?
– Zdecydowanie! Mamy do czynienia z kontrrewolucją, zresztą te organizacje, które walczą z tzw. genderem, czyli z prawami reprodukcyjnymi kobiet, z gender studies, z prawami osób LGBT, same jasno to wyrażają. Zarówno na stronach internetowych, jak i ustami swoich przedstawicieli. Całkiem niedawno Polonia Christiana, która jest jednym z miejsc w internecie, gdzie różne tego typu treści są propagowane, bardzo wyraźnie odcięła się od konserwatyzmu rozumianego jako przywiązanie do pewnych norm, do państwa prawa, do łagodnej formy konserwatyzmu obyczajowego.

Prawica dzisiaj woli iść na ostro?
– Widzimy to bardzo wyraźnie. Sytuacja, w której organizacje takie jak Ordo Iuris nie tylko starają się ograniczyć dostęp do aborcji, ale wręcz postulują, tak jak w roku 2016, żeby kobiety, które dokonują aborcji, były więzione, traktowane jak przestępczynie, a w Sejmie zostaje złożony projekt, fundacji Pro-Prawo do Życia, w którym usunięcie ciąży zrównuje się z morderstwem, pokazuje, że nie chodzi tutaj o zahamowanie zmian obyczajowych czy kulturowych, lecz o ruch w przeciwną stronę. O całą wstecz. Czyli o ultrakonserwatywną kontrrewolucję.

Dlaczego to kobiety są głównym celem tej kontrrewolucji?
– Prowadzą ją osoby, które uważają, że istnieją tylko dwie płcie i hierarchia płci. A głównym celem kobiet i ich rolą społeczną jest rodzenie dzieci. Nie jest to więc przypadek, że ultrakonserwatyści skupiają się głównie na kontrolowaniu ciał i życia kobiet. Jest to też powiązane z drugą kwestią – demografią. W tych ruchach działają ludzie, którzy wierzą, że musi nas być coraz więcej. W różnych kontekstach wyraźnie widać tam elementy, powiedziałabym, rasistowskie czy ksenofobiczne. Dla takich ruchów jest bardzo istotne, żeby w Europie rodziły kobiety białe, chrześcijanki, i żeby nie miała miejsca migracja. Te dwa elementy są powiązane. Wizja płci jako hierarchicznej i wizja Europy zagrożonej z zewnątrz – to się łączy.

Jak hierarchiczna wizja płci, to patriarchat.
– Tak. W takiej formie, która może wydawać się łagodna. Kiedy patrzymy na organizację typu Ordo Iuris, widzimy, że są tam kobiety, które pełnią różne ważne funkcje, mają wysokie stanowiska w tej hierarchicznej organizacji. Czyli teoretycznie są to ruchy, które mówią: kobiety mogą się kształcić, mogą iść do pracy, realizować karierę zawodową, ale bardzo istotne jest to, żeby jednocześnie wypełniały swoje obowiązki jako matki i żony. W związku z czym, tak jak w przypadku wszystkich projektów nacjonalistycznych, kobiety mają istotną misję i nie jest to misja, w ramach której dysponowałyby jakąś dużą autonomią, ich własne potrzeby, ich rozwój byłyby na pierwszym miejscu.

Za patriarchatem jest kolejny etap, czyli posłuszeństwo. Demokracja, państwo liberalne, wolności i prawa obywatelskie nie są w takim projekcie społeczeństwa specjalnie potrzebne. Jeżeli buduje się społeczeństwo hierarchiczne, to i posłuszne.
– To logiczne odczytanie. Gdy patrzymy, jakie są polityczne skutki projektów ultrakonserwatystów, ewidentne jest, że to projekt antyliberalny. W takim rozumieniu, że jest przeciwko prawom jednostki, przeciwko prawom mniejszości, przeciwko akceptacji tego, że się różnimy. A jeżeli mamy jednostki, które się różnią, to co trzeba z nimi zrobić? Trzeba je podporządkować. Trzeba pokazać im ich miejsce. A to się przekłada na projekty legislacyjne. Spójrzmy na pomysł karania za aborcję więzieniem – ma nie tylko charakter punitywny, nie chodzi tylko o to, że jeśli uznamy, że aborcja jest morderstwem, to trzeba kogoś obwinić i ukarać; chodzi też o efekt mrożący wobec innych kobiet. Żeby było wiadomo, że państwo sprawuje nad naszymi ciałami pełną kontrolę. To wciąż słabo przebija się do publicznej debaty, więc trzeba to tłumaczyć – w tych projektach chodzi nie tylko o ukaranie kobiet, które chcą usnąć ciążę. Chodzi o to, żeby sprawować kontrolę nad wszystkimi kobietami. Pani Iza z Pszczyny przecież nie chciała usunąć ciąży, chciała urodzić zdrowe dziecko. A zapłaciła za obecne ustawodawstwo i całe barbarzyństwo polskiego prawa najwyższą cenę. Tak naprawdę chodzi o to, żeby kobiety były kontrolowane przez państwo. Żeby od państwa zależało, czy dostaną pomoc, czy nie, czy będą bezpieczne, czy nie. To jest polityka zastraszania.

Ordo Iuris i polska prawica twierdzą, że w tej sprawie winni są lekarze. Bo obowiązujące w Polsce prawo nie zabraniało im obrony życia kobiety.
– Oni zawsze tak mówią – że kolejny projekt nie zabrania ratowania życia kobiety, tylko po prostu eliminuje przypadki aborcji. Problem polega na tym, że praktyka jest zupełnie inna. Znamy tę praktykę z takich krajów jak Salwador czy Nikaragua, znamy ją z kilkudziesięciu lat funkcjonowania w Rumunii. Jeżeli państwo przerzuca odpowiedzialność na lekarzy, to lekarze będą chronić własne bezpieczeństwo. Kosztem życia i zdrowia kobiet. To jest sytuacja, w której państwo udaje, że chroni nas wszystkich, natomiast staje się, mówiąc krótko, katem. Oczywiście Ordo Iuris będzie teraz twierdziło, że do głowy im nie przyszła taka sytuacja, jaka zdarzyła się w Pszczynie. Tylko że już w roku 2004 mieliśmy bardzo podobną sytuację, z Agatą Lamczak.

Agata Lamczak chorowała na wrzodziejące zapalenie jelita grubego oraz cukrzycę ciężarnych, a lekarze odmawiali jej diagnostyki i leczenia, gdyż mogłaby poronić. „Sumienie mi nie pozwala”, mówili. Zmarła po czterech miesiącach męczarni.
– Jeszcze zanim nastąpiło zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej w roku 2020, mieliśmy masę podobnych przypadków. Także w moim własnym otoczeniu! Moja przyjaciółka miała problem z odklejeniem się łożyska, a lekarze czekali do ostatniej chwili, żeby zacząć ją ratować.

Uważa pani, że państwo Ordo Iuris jest możliwe? Z takimi rozwiązaniami prawnymi? Że możemy tego doczekać?
– My już je mamy! To, że kobiety przeżywają takie sytuacje, o jakich wcześniej mówiliśmy – to jest właśnie to państwo. Jeżeli ma się pieniądze, można dostać lepszą opiekę, a jak się nie ma, to jest się skazanym na lekarzy, którzy z kolei boją się oskarżenia o dokonanie aborcji. Państwo Ordo Iuris już jest. Już w nim siedzimy.

r.walenciak@tygodnikprzeglad.pl

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 47/2021

Kategorie: Kraj, Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy