Witold się nie boi

Witold się nie boi

Pogoniony przez Jarosława Kaczyńskiego Witold Waszczykowski wziął się do roboty. A dokładnie do usuwania komunistycznych złogów. Na początek odwołał trzech ambasadorów. Informowały o tym media. Odwołani to Tomasz Orłowski (Rzym), Jerzy Marek Nowakowski (Erywań) i Piotr Stachańczyk, stały przedstawiciel RP przy Biurze Narodów Zjednoczonych. Nowakowski wraca po trzech latach kierowania placówką, Orłowski i Stachańczyk – po dwóch.

Hm… Trochę śmiesznie jest nazywać ich peerelowskimi złogami. Stachańczyk w 1990 r. rozpoczął pracę w MSW, awansując do stopnia wiceministra. Nawiasem mówiąc, był odpowiedzialny za sprawy cudzoziemców i migracji i sama Małgorzata Gosiewska (PiS) atakowała go za brutalność podległych mu służb wobec cudzoziemców szukających schronienia w naszym kraju. Nowakowski wypłynął na powierzchnię w roku 1990 jako szef działającego przy Senacie Ośrodka Studiów Międzynarodowych. Potem był m.in. podsekretarzem stanu w rządzie Buzka. Orłowski przyszedł do MSZ w roku 1990.

Chodzi więc raczej o wywalenie tych, którzy kojarzą się pisowcom nie tyle z PRL, ile z Platformą Obywatelską, Unią Wolności i Wałęsą.

Waszczykowski zapowiedział, że na tym nie koniec, że będzie dalej prześwietlał dyplomację i wyrzucał wrogów nowego ustroju (który buduje PiS). Ułatwić ma to ustawa o służbie zagranicznej, która od kwietnia procedowana jest w Sejmie. Minister liczy, że uda się ją przyjąć jak najszybciej. Wtedy będzie miał już wszystkie narzędzia, żeby ustawiać MSZ, jak chce.

Ustawa, pisaliśmy już o tym, zakłada, że po sześciu miesiącach od jej wejścia w życie wygaśnie stosunek pracy z pracującym w MSZ dyplomatą, chyba że zostaną mu zaproponowane nowe warunki płacy i pracy. Jeśli je przyjmie – zostanie w MSZ. Jeśli nie – do widzenia. W ten sposób Waszczykowski będzie mógł bezboleśnie pozbyć się z MSZ każdego, bez obaw o procesy w sądzie pracy.

Do tego, dodajmy, ustawa zakłada, że każdy były pracownik lub współpracownik służb PRL zostanie wyrzucony z MSZ po 30 dniach od wejścia w życie nowych przepisów. Czyli od razu. Oczywiście tych, których służba ochroni, ten zapis nie będzie dotyczyć. Wspominamy o nim pro forma jako o młocie na emerytów (mundurowych) i mydle na oczy dla gawiedzi.

No dobrze, w MSZ będą wyrzucać – a kogo będą przyjmować?

Tu także minister Waszczykowski będzie miał łatwiej. Otóż przez lata, jeszcze w czasach PRL, toczył się wokół MSZ bój. Czy ma to być ministerstwo dostępne dla partyjnie zasłużonych, czyli przechowalnia bagażu, czy też mające merytoryczne ambicje, a więc bardziej hermetyczne? Najprostszym filtrem, by dyletantów nie wpuszczać, było kryterium znajomości języków obcych.

Raz to kryterium obowiązywało, innym razem je uchylano. Teraz Waszczykowski idzie va banque – w ustawie wykreślono zapis o obowiązkowej znajomości dwóch języków obcych, wystarczy znać jeden. Przy czym wspaniałomyślnie dodano, że wcale to nie oznacza, że MSZ nie będzie przyjmowało tych, którzy znają więcej języków.

Doprawdy, Witoldzie, chcesz w MSZ zatrudniać znających języki obce? To znaczy chcesz promować wykształciuchów? Czy dobrze to rozważyłeś?

Wydanie: 30/2017

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy