Wojna ze wszystkimi

Wojna ze wszystkimi

Kolejna katastrofa, PiS jest w tym mistrzem świata. To słynny już projekt nowelizacji ustawy ze słowami: „Każdy, kto publicznie i wbrew faktom przypisuje polskiemu narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialność (…), będzie podlegał karze grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech”. Więcej niż nieszczęśliwie sformułowane. PiS kopniakiem rozlało mleko. Żydzi i Polacy trafili się nawzajem w najczulszy punkt. Już słychać, jak podnosi się antysemicka fala, która potwierdzi wszystkie stereotypy na temat polskiego antysemityzmu. Szlag trafia zbliżenie Polski i Izraela, które było faktem w ostatnim czasie.

Tyle pracy, tyle wysiłku, tak wiele udało się zdziałać. Polska prawica narodowa rzeczywiście starała się zdjąć z siebie odium antysemityzmu odziedziczone po endecji. Czas temu sprzyjał, też dlatego, że Likud i PiS są bardzo bliskie, jak bliscy sobie są Netanjahu i Kaczyński, obaj nacjonaliści, fundamentaliści i cynicy. W obu krajach ogranicza się demokrację, nie lubi elit. Tu i tam liberałowie i ludzie zdrowego rozsądku są zrozpaczeni stanem rzeczy. Tak już jest, że nacjonaliści ciągną do siebie, ta sama chemia, ale do czasu. Prędzej czy później dochodzi do konfliktu i drapieżniki rzucają się sobie do gardeł.

Przy okazji widać, jakie bywają w polityce skutki braku profesjonalizmu. Na każdym kroku PiS niszczy wizerunek Polski. A Polakom wmawia się, że są otoczeni przez złe, mroczne siły. Wiadomość już poszła w świat, ustawa jeszcze nie ma mocy prawnej, ale już, zamiast poprawiać nasz wizerunek w świecie, niszczy go, a nas w kraju dzieli jeszcze głębiej.

Przez kilka godzin od chwili, gdy zaczęła się wojna polsko-żydowska, niedoinformowany, nie wiedząc, że w ustawie nawet nie ma „polskich obozów koncentracyjnych”, wściekałem się na rząd Izraela. Jak mogę się dziwić, że miliony Polaków są w tym pogubione, a media publiczne wskazują im prostą drogę? Jesteśmy piękni, jesteśmy szlachetni i krzywdzeni.

Na stacji benzynowej widzę pierwszą stronę „Gazety Polskiej”, wypełnioną po brzegi fotografią biednych żydowskich dzieci. Tytuł: „Tak Polacy ratowali Żydów”. Niknie zapach benzyny, za to pojawia się inny.

W tym, co tu piszę, zupełnie umyka mi sztuka, jakby polityka ją zjadała. A przecież to ona ratuje mnie przed zwariowaniem do końca. Moja depresja jest jak drapieżnik zamknięty w klatce, czasami czuję i słyszę, jak się ociera o kraty. Ta klatka stoi w Polsce znowu depresyjnej, wracają smutki, które zgotowała nam historia i autodestrukcja.

Jeśli już jesteśmy przy sztuce: iluż wielkich artystów dawnego świata cierpiało nędzę, jak wielu było niedocenionych! Wydaje się, że dzisiaj to niemożliwe. To tylko złudzenie. Niewiele się zmieniło. Teraz też przegapiamy perły w śmietniku codzienności. Piotr Krosny jest świetnym malarzem, który jednak rozminął się z czasem, maluje realistycznie w stylu Artura Nachta-Samborskiego i Zygmunta Menkesa. Nie sprzedaje obrazów. Nie ma z czego żyć. Szuka nadaremnie jakiejkolwiek pracy, choćby sprzątacza. Ale w biurach pośrednictwa pracy mówią mu: „Musi pan mieć mejla, jak pan nie ma, jest pan bez szans, jest pan nikim”. To wcale nie dzieje się w Polsce, tylko w humanitarnej Szwecji, gdzie Krosny mieszka. Nie ma laptopa i nie chce go mieć. Jego upór jest na pewno irracjonalny, ale artysta ma do tego prawo. Nie potrafię mu pomóc. Dzwoniłem do Wojtka Fibaka. Obejrzał w internecie obrazy, podobają mu się, ale zbiera teraz malarstwo nowoczesne. Ktoś Piotrowi zrobił stronę w internecie, polecam, www.piotrkrosny.se. Kiedy byłem w Szwecji attaché kulturalnym, na początku lat 90. spotykałem się z artystą i próbowałem mu pomóc. Wtedy jeszcze radził sobie lepiej. Pamiętam, jak zawiozłem do niego poetę Adama Zagajewskiego, który podobnie jak ja ma zamiłowanie do malarstwa, i obaj zachwycaliśmy się tą sztuką. Piotr, chociaż nie sprzedaje obrazów, pracuje jak szalony. Martwi się tylko, że jak umrze, te wszystkie prace powędrują do kontenera na śmieci. I tak może być.

W ramach obliczeń emerytalnych ZUS mi policzył, że będę żył jeszcze 198 miesięcy. Niby sporo tych miesięcy, ale biorąc pod uwagę, jak szybko mi wyciekają, jest to chwilka, no, może chwila. Właśnie kolejny miesiąc kołysze się jak kropla na brzegu kranu i spada. Czyli mam jeszcze 197 kropel do przeżycia. To nie brzmi dobrze. Inna sprawa, że uważam, że nie wolno żyć za długo. Ale są wyjątki, siedzę przy stoliku z pisarzem Józefem Henem, ma 94 lata, rusza się dziarsko, ma dobrą pamięć i poczucie humoru.

Wydanie: 6/2018

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy