Wokół spraw litewskich

Wokół spraw litewskich

Utrwalonym litewskim obawom przed polską dominacją polityczną i kulturalną odpowiadają polskie kompleksy wyższości Lata 1993-1996 spędziłem w Wilnie jako wykładowca na powstałej wówczas na Uniwersytecie Wileńskim polonistyce, a potem wracałem na Litwę wielokrotnie. (…) Dlatego czuję się uprawniony do wejścia w spór między Józefem Krajewskim a Bronisławem Łagowskim, stwierdzając jednak od razu, że zajmuję stronę tego drugiego. Podzielam przede wszystkim jego zdanie, że tzw. prawda o stosunkach polsko-litewskich wspiera się na ustalonych interpretacjach i na zakorzenionych, powtarzanych od lat stereotypach. Czy rzeczywiście napięcia polsko-litewskie musiały powstać obecnie? W czasie pobytu w Wilnie byłem naocznym świadkiem wzmacniania się tendencji dobrosąsiedzkich, przy znacznym wpływie – mówię to z przekonaniem – dwóch znakomitych ambasadorów Polski: Jana Widackiego i Jerzego Bahra. To, że nie schlebiali oni działaczom polskich organizacji na Litwie (budząc zresztą ich ostre sprzeciwy i prowokując do inwektyw), ale budowali związki z młodym państwem litewskim, jest dla mnie istotniejsze niż wchodzenie w wewnętrzne spory Związku Polaków na Litwie. Może warto przypomnieć, że mimo idącego z Polski wsparcia dążeń niepodległościowych Litwy (obecność polskich posłów w parlamencie litewskim w okresie tragicznych wydarzeń pod wieżą telewizyjną) tylko niektórzy polscy posłowie do tego parlamentu podpisali deklarację niepodległościową; z drugiej strony, niektórzy działacze polskiej mniejszości wsparli pucz Janajewa! To była woda na młyn nacjonalistów litewskich. Przypomnijmy także silne emocje „kresowe” w kraju, nieustanne przypominanie o „prawach” do Wileńszczyzny. Pan Krajewski, przywołując przy okazji sporu o nazwiska traktat z 1994 r., nie pamięta jednak o tym, jak był on kontestowany przez część polskiej opinii; uważano m.in., że Polska nie wykorzystała możliwości wpływania z pozycji siły. Prof. Ryszard Szawłowski pisał np.: „Jeśli wreszcie chodzi o Litwę, dziesięciokrotnie od nas mniejszą, nie potrzebuję rozwodzić się nad tym, komu tu […] dziesięciokrotnie więcej powinno zależeć na zawarciu traktatu podstawowego, w którym w dodatku Polska wyrzeka się zabranej jej bezprawnie w wyniku agresji sowieckiej […] oraz dalszych wydarzeń Wileńszczyzny”. „Winy” rozkładają się zatem po obu stronach. Utrwalonym litewskim obawom przed polską dominacją polityczną i kulturalną odpowiadają polskie kompleksy wyższości. Winne są również historyczne stereotypy, którymi posługujemy się tak, jakby były one oczywistymi prawdami. „Niemal każdy akapit tej publikacji mija się z prawdą”, pisze w polemice z Bronisławem Łagowskim Józef Krajewski. Już sama apodyktyczność tego sformułowania budzi nieufność. Ma rację prof. Łagowski, kiedy pisze, że przedmiotem sporu są nie fakty, lecz interpretacje uformowane z różnych punktów widzenia. Nie widzę dostatecznych powodów, aby odrzucać racje litewskie tylko dlatego, że mijają się z naszą „polską” perspektywą. W opublikowanej przez wydawnictwo DiG książce „Historia Litwy. Dwugłos polsko-litewski” (2008) wydawca podkreśla sens zderzenia racji litewskich i polskich historyków, nie dla ich „skatalogowania”, ale dla „lepszego poznania i zrozumienia”. Zasada Audiatur et altera pars jest w tym wypadku koniecznością. Z drugiej strony, nie można lekceważyć nacjonalistycznych zacietrzewień i różnego rodzaju lokalnych represji na tych terytoriach Litwy, gdzie Polacy stanowią większość. Nie ma wątpliwości, że efektem takiego postępowania jest poczucie krzywdy. Problem jednak w tym, aby konfliktu nie napędzać, wytaczając armaty historyczne. Pisząc, iż w historiografii litewskiej „zdecydowanie przeważa negatywna opinia o związku naszych państw i narodów”, autor polemiki zbyt łatwo generalizuje. Znam wiele prac litewskich o wyważonym, chociaż krytycznym sądzie, jak chociażby tłumaczone na polski „Historia Litwy. Od czasów najdawniejszych do 1795 roku” trzech litewskich historyków czy odkrywcza rozprawa „Pod władzą carów. Litwa w XIX wieku” E. Aleksandraviciusa i A. Kulakauskasa. Dodajmy, że podobnie krytyczny ton mają prace historyków polskich, zwłaszcza tych, którzy wywodzą się ze szkoły Henryka Łowmiańskiego. Należeli do niej profesor Uniwersytetu Adama Mickiewicza Jerzy Ochmański czy niedawno zmarły Juliusz Bardach. Ich prace cieszą się wielkim uznaniem na Litwie i mają niewątpliwy wpływ na historiografię litewską. Sięgając wstecz do XIX w., możemy zauważyć, z jaką niechęcią i lekceważeniem odnosili się niektórzy polscy pisarze i publicyści do kiełkującego litewskiego ruchu odrodzenia narodowego. Patriarchalny, wręcz kolonialny stosunek do Litwinów cechuje np. pisarstwo Józefa Weyssenhoffa, który pisał: „Litwa przyjęła […]

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2010, 50/2010

Kategorie: Opinie