Wszyscy Mesjasze są mi bliscy

Wszyscy Mesjasze są mi bliscy

W twoim materiale widzieliśmy też jedną panią „Jezus”. Było ich więcej?

– Przeprowadziliśmy wywiad z jedną z dwóch Świadków Apokalipsy o imieniu Gloria. Razem z mężem napisali książkę „The Apocalypse in Time of the Temple… A New Approach to the Book of Revelation” i zostali zaproszeni do Watykanu na rozmowę z papieżem – nie wypada zignorować świadków apokalipsy… Dotarliśmy do siostry Jostiny, kobiety posługującej w kościele syryjskim, w którym jakoby odbyła się ostatnia wieczerza. Trzy razy w tym kościele objawił się jej Pan i dokonał siedmiu cudów na jej oczach. Rozmawialiśmy z Sarą, która usiłowała sama dla siebie znaleźć potwierdzenie, że nakazy wszystkich trzech religii: judaizmu, chrześcijaństwa i islamu są w zasadzie jednością i wcale nie stoją ze sobą w sprzeczności. Anioł miał powalić ją na ziemię i zabrać jej duszę w podróż po Izraelu, żeby nie czuła się zalękniona w nieznanym dla niej miejscu, gdy fizycznie znajdzie się w Ziemi Świętej. I by nie budziła wrogości, krążyła w odpowiednich przebraniach pomiędzy trzema wyznaniami. Na Dvore natknęliśmy się z kolei w święto objawienia Żydom przez Mojżesza dziesięciu przykazań na Górze Syjon. Opowiadała o swoich doznaniach. W trakcie kulminacji stanu zwanego syndromem jerozolimskim wyruszyła za głosem Boga, który nakazał jej wracać do Izraela, do swojego ludu. Odziana w białą szatę pośpieszyła na lotnisko, by wsiąść do pierwszego samolotu do Izraela. Ponoć (za sprawą siły przekonywania) rzeczywiście wpuszczono ją na pokład bez biletu i wylądowała w Ziemi Świętej, skąd pochodzi jej rodzina. Potem przez cztery dni trwała w najwyższym napięciu: nie jedząc, nie pijąc, biegnąc przed siebie, wiedziona natręctwem, że oto poznała tajemnice istnienia wszystkiego, usiłując tę wiedzę przekazać innym. Aż została „zapuszkowana” i uspokojona prochami.

To już cała gromada.

– W innej opowieści występuje kobieta, która przybyła do Jerozolimy z dwójką małych dzieci, by wieść życie Jezusa. Skromnie, na ulicy, z dnia na dzień, ufnie, bez obaw o jutro, bez gromadzenia zapasów. Siedziała zawsze w tym samym miejscu. Opowiadał nam o niej Udi, krytyk muzyczny, który miał wtedy sandwich bar i zaczął ją dokarmiać z litości. Zakochali się w sobie i Udi do niej dołączył. Przez rok wędrowali wokół jeziora Genezaret, dopóki kobieta nie zaszła w ciążę. Wtedy przystała na powrót do Jerozolimy i zamieszkali u Udiego. Po paru latach zniknęła…

Jak sobie radziłaś z napięciami, wyczerpaniem, których wymaga wysłuchiwanie godzinami historii nawiedzeń, odkryć, życiowych natchnień samozwańczych Mesjaszy?

– Jestem po prostu coraz bardziej tym zainteresowana, więc radzę sobie coraz lepiej. Najgorzej było na początku, kiedy nic i nikt nie odpowiadał moim wyobrażeniom. Tym wyniesionym z historii sztuki, malarstwa czy z jakiejś lekcji religii. Teraz już wiem, że dopiero wysłuchanie do końca, a czasami parokrotne, pozwala mi wyłapać inność każdego. No i mam cel – znaleźć Jezusa.

Czy czujesz, że naruszasz jakieś tabu w „Looking for Jesus”?

– Naruszam i „odkliszowuję” klisze, ale nie tabu!

Dlaczego znowu jedziesz ich szukać?

– Jadę oczywiście, żeby spotkać tego jedynego i prawdziwego Jezusa. „Polujemy” na niego, my, czyli cała ekipa, dlatego od trzech lat zawsze wyjeżdżamy tam na Wielkanoc: katolicką, prawosławną i Paschę żydowską. Jakoś te święta się zbiegają… Muzułmanów jeszcze nie rozgryzłam.

Robisz swoje. A czy jest coś, czego boisz się prywatnie, jako Kasia, Katarzyna, człowiek, artystka?

– Boję się, że nie mogę spać wystarczająco dużo, że jak będę musiała umrzeć, to wszystko zabiorę ze sobą (to jest żart). Że ktoś i coś odbierze mi spokój ducha i umysłu. O przyjaciół, którzy czasem są w złej formie, czy w złej sytuacji. Że świat jest w złej kondycji, że pełno jest bezinteresownej agresji.

Szykujesz się do projektu autobiograficznego. Myślisz, że to już ten moment, aby dokonać bilansu? Chyba że jest w tym jakaś prowokacja.

– Nie chodzi mi na razie o bilans, ale nadszedł czas, by użyć tego, co zrobiłam do tej pory, i spojrzeć z innego punktu widzenia. Po to, by móc zrobić krok do przodu.

Foto: Mikołaj Zacharow/REPORTER

Strony: 1 2 3

Wydanie: 15/2015

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy