Życie po kredycie – rozmowa z dr. Mikołajem Lewickim

Życie po kredycie – rozmowa z dr. Mikołajem Lewickim

To mężczyzna podejmuje decyzję o zasięgnięciu kredytu, ale potem o jego spłatę dba kobieta

Jak pokazują wyniki badań CBOS z końca 2012 r. ponad jedna trzecia Polaków spłaca dziś jakieś kredyty lub pożyczki. Wśród nich są ci, którzy zaciągnęli je na zakup mieszkania. Typowy kredytobiorca to…
– …osoba, która ma raczej stałą pracę, czyli stałe źródło dochodów. Najlepiej, żeby była w związku, oczywiście zalegalizowanym, bo wówczas ryzyko kredytowe jest rozłożone na dwójkę. Żyje w dużym mieście. Wiąże się to z mechanizmem pozyskiwania mieszkania, który sprzyja tworzeniu albo wzmacnianiu metropolii. W małych miejscowościach jest raczej niewielu deweloperów. Jest tam również niewiele mieszkań, które mogą być skredytowane. Najlepiej, żeby była to osoba w wieku 25-35 lat. Bank widzi, że ma ona pewien potencjalny profil zawodowy, szansę na robienie kariery. Ktoś, kto zarabia 1,5-2 tys. zł, nie może nawet śnić o kredycie hipotecznym. To jest przedsięwzięcie dla kogoś, kto zarabia co najmniej o połowę więcej.

Oprócz kredytów hipotecznych są krótkoterminowe chwilówki. Kto i dlaczego sięga z kolei po taką formę pożyczki?
– Chwilówki, moim zdaniem, wypełniają lukę. Odpowiadają na potrzeby wykluczonych z rynku finansowego, tzn. tych, którzy mają niestabilne źródło dochodów, którzy nie są ubezpieczeni albo są słabo ubezpieczeni. Głównym powodem brania takich kredytów są wszelkie przypadki losowe, jak choroba własna albo osoby bliskiej czy utrata mienia. Im mniejszy mamy stopień ubezpieczenia ludzi, tym większe jest ryzyko, że będą oni zmuszeni czy skłonni brać chwilówki.

To prowadzi do wzrostu zadłużenia.
– Oczywiście, chwilówki są synonimem spirali zadłużenia, czyli sytuacji, w której ktoś już zadłużony, aby spłacić dramatycznie rosnący dług, bierze chwilówkę i przez lichwiarski procent powiększa swoje obciążenie.

Dach nad głową i prestiż

Wracając do kredytów hipotecznych, co decyduje o tym, że je bierzemy?
– Warto zacząć od trywialnego stwierdzenia: każdy musi gdzieś mieszkać. To wynika z jednej strony z ogólnoludzkiej potrzeby, z drugiej oczywiście z tego, jak jest ukształtowany system, który te potrzeby zaspokaja. A w Polsce w tej chwili młodzi ludzie nie bardzo mają inne wyjście, niż wziąć kredyt hipoteczny na mieszkanie. Takich osób, które tworzą gospodarstwo domowe, a nie mają gdzie mieszkać, jest ponad 1,2 mln. Deficyt mieszkań nie maleje, choć widać, że państwo szuka rozwiązania tego problemu w dużej mierze poprzez kredyt hipoteczny. Świadectwem tego są programy „Rodzina na swoim” czy „Mieszkanie dla młodych”.

Te potrzeby, które pozwala nam zaspokajać kredyt, są realne czy sztucznie wygenerowane?
– Potrzeba mieszkania wydaje się fundamentalna, nieusuwalna i dość obiektywna. Można ją różnie zaspokajać: wynajmując mieszkanie, mieszkając w wielorodzinnym gospodarstwie domowym czy będąc członkiem spółdzielni.  Można ją wreszcie zaspokajać poprzez kupno mieszkania. Ludzie, którzy je kupują, mają kapitał lub też wiarygodną obietnicę kapitału, którym będą w stanie spłacać kredyt. Stają się po trosze kapitalistami sensu stricte.

Bo mają własność?
– Mają po prostu własność, która jest co prawda obciążona hipoteką, ale założenie jest takie, że po jej spłacie będą mieć duży kapitał. W życiu większości ludzi nie ma drugiego takiego kapitału jak mieszkanie. Jednak w decyzję o wzięciu kredytu zaangażowane jest również wyobrażenie na temat tego, kim chcemy być. Oprócz tej bazowej potrzeby jest więc także aspiracja. A zatem wiąże się to również z kwestią statusu społecznego i wyobrażenia o prestiżu.

W jaki sposób można go osiągnąć?
– Kwestia własności mieszkania, samochodu i paru innych rzeczy jest w naszym społeczeństwie ważnym wskaźnikiem awansu społecznego i uznania. Model społeczny czy kulturowy, który powstał po 1989 r., preferuje obywatela, który porusza się po rynku, a nie po świecie, z instytucjami, które go wspierają i oferują inne formy zaspokajania potrzeb niż te związane wyłącznie z jego ryzykiem. W przypadku kredytu hipotecznego ryzykiem jest kontrakt między bankiem a kredytobiorcą.

Życie jak w księdze przychodów i rozchodów

Jak bardzo zmienia się życie osób, które decydują się na zawarcie takiego kontraktu i zaciągają kredyt?
– To zależy od dochodów, ale w przeważającej większości przypadków życie drastycznie się zmienia. Podczas badań na pytanie, co się stało po wzięciu kredytu, respondenci odpowiadali, że dojrzeli, stali się odpowiedzialni, bardziej zdyscyplinowani. Kredyt jest ważnym społecznie narzędziem. On tak naprawdę czyni z ludzi jednostki racjonalne, zdyscyplinowane. To są ludzie, którzy spełniają wyobrażenie nowoczesnego stylu życia.

Czyli można powiedzieć, że wzięcie kredytu wymusza zmianę siebie?
– Uczestników badania poprosiliśmy o wyobrażenie sobie siebie samych na zdjęciach sprzed wzięcia kredytu i po. Ich odpowiedzi były jednoznaczne i bardzo wymowne. Na zdjęciu „sprzed” widzieli siebie jako osoby uśmiechnięte i beztroskie. Na zdjęciu „po” wyobrażali sobie, że są ludźmi poważnymi, którzy mniej się cieszą, ale też są bardziej dojrzali i podejmują racjonalne decyzje.

Czy coś ich niepokoi?
– Mówią o strachu przed utratą pracy. Wspominają też o wyrzeczeniach i to jest ważny element, który pokazuje konsekwencje asymetrii między wiedzą po stronie banków, a wiedzą po stronie konsumenta. Właściwie wszyscy, którzy opowiadali o problemach z kredytem hipotecznym, mówili o tym, że zaczęli jeszcze bardziej oszczędzać, zaczęli szukać innej pracy, przygotowywać scenariusze na czarną godzinę.

Wspomniał pan o dojrzałości i powadze jako cechach nabytych kredytobiorców. Jak przekładają się one na życie rodzinne albo więzi społeczne?
– To jest ciekawe zagadnienie. Z jednej strony, ludzie, którzy biorą kredyt hipoteczny, stają się bardziej samodzielni, ale jednocześnie w polskich warunkach obciążenia związane z kredytem często są wspierane przez inne osoby, np. dyskretnie pomagających rodziców, którzy zajmują się dziećmi. Szczególnie dotyczy to rodzin, które mają utrudniony dostęp do przedszkola albo tych, których nie stać na nianie. W takich przypadkach ryzyko związane z kredytem hipotecznym zmniejsza się dzięki bliskim sieciom społecznym. Z drugiej strony, są i tacy, którzy mają mocne wyobrażenie o swej autonomizacji, dlatego robią wszystko, by spłacić samodzielnie kredyt. Biorą dodatkową pracę, wyrzekają się wszystkiego, redukują swoje potrzeby po to, żeby wytrzymać.

Dla osiągnięcia celu, czyli spłaty, odcinają się od najbliższych?
– Nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi. Jeśli obciążenie jest duże, ludzie skupiają się przede wszystkim na radzeniu sobie z kredytem. Koncentrują się na tym samodzielnym projekcie życia. W tym projekcie jest mało miejsca na radość, spontaniczność, beztroskę, towarzyskość. Jest dużo miejsca na to, żeby dobrze planować, dyscyplinować się i szukać dodatkowych źródeł dochodu.

Życie w dyscyplinie kredytu?
– W dyscyplinie kredytowej. Życie w kategoriach księgi przychodów i rozchodów. Człowiek planuje wszelkie przychody i zastanawia się nad ryzykami. Należy jeszcze raz wspomnieć o wskaźnikach statusu. W powszechnym wyobrażeniu samodzielna, autonomiczna osoba, która osiąga w Polsce sukces, kupuje raczej w delikatesach, a nie w Biedronce. Ludzie, którzy mają problem z ratą kredytową, wspominali o rezygnacji z zakupów w lepszych sklepach na rzecz zakupów w dyskontach. Te decyzje są racjonalne, dzieje się to jednak kosztem poczucia własnej wartości…

…które w takiej sytuacji maleje.
– Podtopieni przez kredyt hipoteczny zmuszeni są kupować w innych miejscach, mają mniej czasu dla znajomych. Przede wszystkim muszą oszczędzać i szukać innych źródeł dochodu. Następuje utrata prestiżu. Nie mogą sobie pozwolić na symbole, które określają dany status. Dochodzi do renegocjacji wyobrażenia na temat dobrego życia.

Asymetria wiedzy

Czym się różni strategia radzenia sobie z kredytem u mężczyzn i kobiet?
– Niewątpliwie jest tak, że menedżerką długu w rodzinie na ogół jest kobieta. Zarządza długiem w tym sensie, że to ona kalkuluje codzienne wydatki i odpowiada za oszczędzanie, planowanie. Mężczyźni podejmują decyzję o zaciągięciu kredytu. Są delegowani do tego, żeby dowiedzieć się, jaki kredyt trzeba wziąć, na ile lat itd. W samym momencie brania kredytu kobiety częściej polegają na znaczących innych, czyli ludziach, którzy im doradzają. Mężczyźni starają się występować wobec banku jako samodzielni. To jednak jest dwuznaczne, ponieważ chcąc być autonomiczni, odrywają się od potencjalnych źródeł informacji, które mogłyby zredukować wspomnianą asymetrię wiedzy.

Na czym dokładnie polega ta asymetria?
– System bankowy dysponuje aparatem generowania popytu, zwiększania przekonania, że po pierwsze, kredyt hipoteczny jest konieczny. Po drugie, że zaspokoi potrzeby konsumentów. Po trzecie, że ten kredyt, który akurat biorą, jest atrakcyjny.

Prowadzą kampanię na rzecz kredytów hipotecznych?
– Bierz kredyt, bo po 2004 r. ceny mieszkań drastycznie wzrosną z powodu wejścia Polski do UE! Rynek się właśnie zacieśnia, jest mało mieszkań! Potem mówiono, że ceny będą rosły, a więc generowano popyt. Wytwarzano w ludziach przekonanie, że albo teraz, albo nigdy. Innym wymiarem asymetrii jest wymiar systemowy. Banki w Polsce dawały kredyty, goniąc za klientami, a tych było niewielu, co wzmagało konkurencję, wpływało na obniżanie marży. Warto jednak pamiętać, że banki nie zarabiały na marży, tylko na spreadzie walutowym, czyli różnicy między kursem kupna waluty a kursem sprzedaży. Połowa kredytów hipotecznych jest denominowana w obcej walucie.

Te kredyty cieszyły się dużą popularnością. Ludzie żywili nadzieję, że będą korzystniejsze.
– Bo w istocie były – jeśli patrzeć tylko na wielkość raty wyliczanej na podstawie kursu waluty w dniu podpisywania umowy. W umowach, które były zawierane do 2011 r., sprawa spreadu nie była jasno wyartykułowana. Dopiero ustawa antyspreadowa zmusiła banki do tego, żeby dawały realną możliwość spłaty kredytu w danej walucie. Wcześniej kredytobiorcy często nie wiedzieli, że przy rosnącym kursie franka czy euro bank będzie pobierał dodatkowo sporo pieniędzy. Trzeci wymiar asymetrii to wymiar indywidualny. Dla człowieka to jest abstrakcyjny kontrakt.

Przy takiej dynamice zmian w życiu to ryzykowne przedsięwzięcie.
– Tak, branie kredytu na 30 lat w sytuacji, kiedy człowiek nie wie, co będzie robił za dwa lata, wiąże się z ryzykiem. Jeżeli bierzemy kredyt na 20 tys., to mamy wyobrażenie, co to jest. Horyzont spłaty jest widoczny. Bardzo często przy większych kredytach ludzie odpuszczają taki kalkulacyjny, racjonalny rachunek i pełni napięcia psychicznego zdają się na kogoś, to może być doradca kredytowy albo pracownik banku.

Co asymetria wiedzy mówi nam o edukacji finansowej obywateli?
– W krajach o rozwiniętych rynkach asymetria jest zawsze minimalizowana przez mechanizmy, które wzmacniają słabszą stronę, czyli klienta. Przynoszą klientowi wiedzę. Natomiast w Polsce ta wiedza cały czas jest mała.

Czy rzeczywiście nie ma alternatywy dla kredytów mieszkaniowych?
– Rozwój rynku kredytów hipotecznych związany jest w dwoma czynnikami: brakiem alternatywnych narzędzi finansowania nieruchomości albo ich relatywną marginalizacją. Budownictwo spółdzielcze, towarzystwa budowlano-społeczne, budownictwo komunalne – tego w Polsce jest bardzo mało w stosunku do potrzeb. Brakuje też systemowych zachęt finansowych, które sprzyjałyby takim mechanizmom budowy. Wobec tego naczelnym mechanizmem finansowania budownictwa mieszkaniowego staje się kredyt hipoteczny.

Jakie niesie to konsekwencje?
– Im system finansowania nieruchomości będzie bliższy sektorowi finansowemu, tym będzie podatniejszy na presję wyciągania kapitału od jednostek i wpompowywania go na rynek finansowy, o którym wiemy, że jest niestabilny, oparty na spekulacji i zderegulowany. Nic nie wskazuje na to, żeby miało się to zmienić. Nic nie zapowiada, żebyśmy mogli spać spokojnie, bez obaw, że nie powtórzy się bańka spekulacyjna z 2008 r. Wtedy polskie kredyty hipoteczne nie stały się „toksycznymi aktywami”. Jeśli jednak polski rynek finansowania nieruchomości nie będzie poddany regułom minimalizującym ryzyko spekulacji, mamy podstawy, by sądzić, że następnym razem wśród „toksycznych” mogą być banki w Polsce. Zresztą mamy tego namiastkę – to kredyty denominowane we frankach szwajcarskich, spośród których ok. 20% jest de facto niespłacalnych, bo wartość nieruchomości nie pokrywa zobowiązania. Nawet jej sprzedaż nie pokryje długu. Pomyślmy, co by było, gdyby te 20% kredytobiorców przestało spłacać swe zobowiązania. To nie byłby już wyłącznie ich kłopot, ale całego sektora finansowego.

dr Mikołaj Lewicki – socjolog z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Zajmuje się socjologią ekonomiczną i problematyką mediów masowych. Prowadzi projekty badawcze związane z socjologią gospodarczą, w tym badania osób, które zaciągnęły kredyt hipoteczny (wraz z Mateuszem Halawą).

Wydanie: 22/2013

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. Klamka667
    Klamka667 20 marca, 2014, 20:45

    A czy to właśnie nie o to chodzi, żeby być uśmiechniętym i żyć beztrosko? Sprostuję wygląd osoby po kredycie = niewolnik. Fajnie jest wziąć na początku a po 1-2 latach czar pryska, pośrednika i dewelopera dawno nie widzimy.., a 29mat przed nami…

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Ania
    Ania 27 marca, 2014, 22:56

    Faktycznie decyzja o kredycie była jedną z najtrudniejszych decyzji. Długo się zastanawialiśmy czy brać, czy nadal wynajmować. W końcu postanowiliśmy wziąć kredyt, pojawiło się dziecko, więc też nie mieliśmy wyboru. Kupiliśmy 60 metrowe mieszkanie, w stanie do lekkiego remontu. Kredyt wzięliśmy w Skoku Chmielewskiego, bo oferowali atrakcyjne warunki. Mieszkamy, cieszymy się tym, ale co miesiąc musimy pamiętać o spłacie kredytu

    Odpowiedz na ten komentarz
  3. Grimaldi
    Grimaldi 30 kwietnia, 2020, 00:43

    OFERTA POZYCZKI MIEDZY PRYWATNYM
    Potrzebujesz finansowania domu, firmy, zakupu samochodu, motocykla, stworzenia wlasnego biznesu i wlasnych potrzeb. Udzielamy pozyczek osobistych w wysokosci od 2 000 do 8 000 000 zl z wyjatkowa stopa procentowa w wysokosci 3% niezaleznie od tego ilosc. Podaj w zadaniach pozyczki dokladna kwote i termin splaty. email: vanhofwegenarie6@gmail.com

    +33756901379

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy