Bywam bardziej Klossem niż Mikulskim

Bywam bardziej Klossem niż Mikulskim

STAWKA” DOSTAJE DRUGIE ŻYCIE

Latem 1966 r. na życzenie telewidzów powtórzono z telerecordingu pięć odcinków „Stawki” z pierwszej serii. To technika zapisu programów telewizyjnych, dzisiaj już niestosowana. A przy okazji to był chyba najlepszy moment, aby zdecydować się na kręcenie serialu. Taka decyzja wtedy jednak nie zapadła. Jeszcze nie… I jesienią mieliśmy już w rękach scenariusz do „Czarnego wilka von Hubertusa”, pierwszej części nowej serii. Scenarzyści mieli tu pewien problem.

Taki sam zresztą pojawił się znowu przy końcu filmu. Ostatni odcinek Klossa pierwszej serii to koniec wojny, trzeba więc było wrócić w przeszłość. I jeszcze pokazać to w sposób interesujący. Scenarzyści znaleźli następujące wyjście – ucieczka do przodu. W telewizji poszła zapowiedź, że połowa nowych odcinków poświęcona będzie ściganiu zbrodniarzy wojennych. I tak „von Hubertus” opowiadał o polowaniu na niemiecką bandę grasującą na Mazurach. A w „Cichej przystani” z Basią Horawianką Kloss tropił w Alpach Szwajcarskich zbrodniarzy wojennych. I tu rzecz ciekawa, zarówno publiczności, jak i krytykom nie podobały się te powojenne „Klossy”. Magia tej postaci polegała na działaniu w wojennej rzeczywistości. Skoro tak, to w trzech następnych teatralnych „Stawkach” za pomocą prostego zabiegu retrospekcji Kloss powrócił do swego ulubionego tła. Tak więc jesienią 1966 i zimą 1967 r. telewizja pokazała odcinki takie jak chociażby „Partia domina”, które wywoływały fale listownych i prasowych zachwytów. „Partia domina” znalazła się później w filmowej wersji Klossa.

I wtedy właśnie, w połowie tej serii „Stawki”, nadal nadawanej ze studia przy placu Powstańców Warszawy, przyszła oczekiwana przez nas wszystkich decyzja, że będziemy kręcić serial. Tu warto wspomnieć, że fenomen późniejszego filmu opiera się na tych naszych teatralnych produkcjach. To było nie tylko pole doświadczalne dla scenarzystów, którzy przerzucili później najlepsze wątki i odcinki do filmu. Myśmy niejako od początku grali film, ale w teatralnych dekoracjach. Bez dubli, natomiast z godzinami prób.

Przygotowania do każdego odcinka teatru wyglądały tak: trzy tygodnie prób, budowania dekoracji i premiera. Spektakl był montowany na żywo za pomocą szybkich cięć – przejść od sceny do sceny, tak jak w filmie. Nie można było się pomylić, a nawet należało wykazywać kamienną twarz wobec wzbierających nonsensów. Na przykład w jednej ze scen Kloss leży w łóżku zakryty kołdrą aż po szyję. Po to, aby mógł szybko wyskoczyć z łóżka i przejść do innej sceny, w inną dekorację, gdzie pokazywał się już jak na oficera przystało, w mundurze. Mnie ta gra w bliskich planach, na pełnej adrenalinie, ze świadomością, że patrzą na nas miliony, dawała mnóstwo satysfakcji. Musiało być bez zająknięcia. Tylko na samym początku oglądało nas od 4 do 6 mln ludzi.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 49/2014

Kategorie: Sylwetki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy