Aborcja – 10 lat piekła kobiet

Aborcja – 10 lat piekła kobiet

Gdyby nie ustawa, kobiety mogłyby usuwać ciążę w warunkach, które nie narażałyby ich na utratę zdrowia czy życia. A tak kwitnie podziemie aborcyjne – mówią internauci
Reakcje internautów na artykuł Iwony Konarskiej „Aborcja – temat tabu” jeszcze raz pokazały, że o aborcji trzeba mówić, że obok problemu nie da się przejść z zamkniętymi oczami.

Już na początku apel młodej kobiety: „Szukam recepty na wywołanie poronienia, moja sytuacja jest beznadziejna, nie stać mnie na prywatny gabinet ginekologiczny. Zapewne mnie potępicie, ale proszę wziąć pod uwagę, że życie jest czasami bardzo paskudne”.
„Trzeba było myśleć albo się wysterylizować, a nie teraz szukać skrobanki”, radzi brutalnie internauta.
„Czy ty uważasz, że aborcja to wizyta w wesołym miasteczku? Kobiety nie przeprowadzają jej z nudów czy dla przyjemności. Tylko dlatego, że panna z brzuchem zostanie wyrzucona poza margines tego zakłamanego, patriarchalnego społeczeństwa. Pod tym względem nasz kraj kwalifikuje się raczej do Unii Islamskiej niż do Europejskiej”, bronią kobiety inni internauci.
W dyskusji starły się dwa poglądy. Zwolennicy aborcji mówili, że kobieta powinna mieć pełne prawo do decydowania o sobie. I nikt, a już na pewno politycy, nie powinni jej niczego narzucać. Przeciwnicy przerywania ciąży odpowiadali natychmiast, że nic nie tłumaczy kobiety, a jej decyzja jest zwykłym zabójstwem nienarodzonego dziecka. „Jakie to dziwne, że najwięcej do powiedzenia na temat aborcji mają osoby, które nie będą nigdy w ciąży – księża, 60-letnie babcie, zakonnice – zastanawia się Jola. – Dobrze, że chociaż w Internecie młodzi mają prawo głosu”.

Bez hipokryzji

„Gdy ma się kilkoro dzieci, dla których warto i chce się żyć, a do tego ma się świadomość, że kolejna ciąża przyczyni się do śmierci ciężarnej, to żaden hipokryta nie powinien mieć prawa odbierać matki dzieciom. Tylko dlatego, że tej nie stać na zabieg”, mówi anonimowa internautka. Dodaje, że aborcja w Polsce jest dostępna na życzenie, w luksusowych warunkach, z anestezjologiem, odpowiednią opieką. „Jest tylko kwestia ceny. Niestety, wiem coś o tym”.
Dla matki czwórki „chcianych” dzieci kobiety, które popełniły wielokrotnie aborcję, to dewiantki emocjonalne. Robiły to za komunizmu, traktując zabieg jak wizytę u fryzjera. Kiedy zostały babkami, nie mają żadnych pozytywnych uczuć ani wobec córek, ani wnuków.
Ile kobiet, tyle różnych losów. „Często kobiety decydują się na aborcję, bo dziecko miałoby nieodpowiedzialnego ojca, który w tym momencie nie chce stabilizacji ani stałego związku. Środki antykoncepcyjne niekiedy zawodzą, a dorośli mają potrzeby, na które nie pomaga szklanka zimnej wody – denerwuje się Jasiek. – Kobieta razem ze swoim mężczyzną powinni zadecydować, czy chcą dziecka. Zwłaszcza gdy ma być ono poważnie chore. To są dramatyczne decyzje o przyszłości i poświęceniu. Może to przykre, może tragiczne, egoistyczne, ale prawdziwe”.
„Jestem lekarzem, pracowałem na oddziale intensywnej terapii noworodków i wcześniaków. Nie jestem katolikiem i nie słucham Radia M – przedstawia się Tomasz K. – Jako lekarz mam prawny obowiązek ratować dzieci bez względu na ich stan zdrowia (z wyjątkiem ciężkich wad rozwojowych, np. bezmózgowia), to, czy jest ono „owocem” gwałtu, i wreszcie czy matka chce je mieć, czy nie. Gdybym zaniechał czynności medycznych, złamałbym przysięgę Hipokratesa”.
„A gdyby miał pan do wyboru uratowanie przez aborcję życia matki kilkorga dzieci albo poświęcenie jej dla dobra nowego dziecka? – pyta Medea. – Czy nie większą schizofrenią są katońskie postawy lekarzy w publicznych szpitalach i ogłoszenia tych samych lekarzy o prywatnych gabinetach „z pełnym zakresem usług”?”.
„I właśnie o to chodziło w artykule. Dla wielu głośno potępiających aborcję, zabieg jest cichym źródłem niezłych dochodów. I oni nie myślą o stanie kobiet. Te tragedie mało kogo obchodzą. Poza kobietami, które je przeżywają”, dodaje Elica.

Obowiązek czy problem?

„Miałem okazję do wielkiego przeżycia: oglądałem swoją córeczkę, malutką istotę, w łonie mojej żony – opowiada Janusz. Dla niego każda forma w złej wierze ingerencji w to środowisko to zbrodnia. – Można to nazywać różnie: aborcja, eutanazja, przerwanie ciąży lub wczesnoporonna tabletka. Nie wciągając w to religii, zwykłe morderstwo. I dlatego później u takich kobiet pojawiają się problemy psychiczne”.
„A skąd kolega ma tyle wiadomości na temat stanu psychicznego kobiet, które poddały się zabiegowi. Z jakiej okazji kolega rości sobie prawo do podejmowania decyzji za kobiety?”, denerwuje się kolejny uczestnik dyskusji.
„Nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, w którym momencie zarodek staje się człowiekiem, a odpowiedź, że jest nim od początku, jest najwygodniejsza. Kobieta ma prawo decydować, czy i w którym momencie życia chce mieć dziecko. Nikt inny poza nią samą nie będzie ponosić konsekwencji z powodu podjętej decyzji, a skoro tak, to jakim prawem ktoś ma jej dyktować, co ma zrobić. To hipokryzja”, pisze Klapsik.
Ale dla Janusza nie ma mowy o ponoszeniu konsekwencji. „Można nie chcieć dziecka, ale tak naprawdę to nie chce się obowiązków i tylko nazywa się je problemami. A decydując się na aborcję, zabijasz dziecko, które nie ma tak bardzo rozbudowanej świadomości. Zabijasz anonimowo i najczęściej w znieczuleniu. Zabijasz człowieka”.
„Jestem urodzona z niechcianej ciąży. Mam dwoje dzieci, męża i osobiście nie usunęłabym żadnej ciąży. Ale uważam, że kobiety powinny mieć prawo wyboru, a uświadamianie w szkołach i prasie powinno być powszechniejsze”, stwierdza Jola.
Zgadza się z nią Ice: „Aborcja była, jest i będzie bez względu na argumenty naukowe, religijne i inne. Ale gdyby nie ustawa, kobiety mogłyby usuwać ciążę w warunkach, które nie narażałyby ich na utratę zdrowia czy życia. A tak kwitnie podziemie aborcyjne. Tylko niektórzy wolą tego nie zauważać”.

Opinie internautów z portalu Onet wybrała Paulina Nowosielska

Wydanie: 3/2003

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy