Aborcyjne zabiegi

Aborcyjne zabiegi

Noc była najbardziej odpowiednią porą, by w parlamencie przedstawić sprawozdanie rządu z realizacji w 1999 roku tak zwanej ustawy antyaborcyjnej. Ciemności skryły bowiem wzięte z sufitu opowieści o sytuacji Polek. Zawsze, gdy piszę o realizacji ustawy, wyciągam zaniżone dane, dotyczące aborcji. I również w tym sprawozdaniu znalazła się kuriozalna informacja, że w 1999 roku wykonano (oficjalnie) 151 zabiegów przerwania ciąży. Czyli 20 razy mniej niż (oficjalnie) w 1997 roku, gdy prawo było łagodniejsze.
Co się stało przez te trzy lata? Na to pytanie autorzy raportu nie odpowiadają, bo ich zdaniem, podziemie aborcyjne to margines dzielnie i niezwykle skutecznie ścigany przez policję.
Poza tym przedstawiony Sejmowi raport donosi, że wykonano 2204 badań prenatalnych, co też ma być sukcesem, bo w 1998 roku było mniej. Mniej? Zdaniem genetyków, te dwa tysiące oznacza wykonanie 18 razy mniej badań prenatalnych, niż powinno się wykonać. Ale raport, zaakceptowany przez komisje sejmowe, tym się nie zajmuje. Autorzy raportu nadzwyczaj płynnie (chciałoby się napisać bezboleśnie) przechodzą do wiadomości, że u 309 kobiet wykryto patologie płodu, u 50 wykonano zabieg. Czy uwzględniono decyzję każdej kobiety? Nie wiadomo.
W raporcie zapewnia się, że Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej współpracuje z licznymi organizacjami pozarządowymi. Nieprawda. Jest ono odporne na każde dane burzące spokój nie tylko urzędników. W związku z tym Federacja na rzecz Kobiet, skupiająca właśnie organizacje kobiece, musiała wydać swój niezależny raport, w którym m.in. stwierdza się, za ile i gdzie można wykonać zabieg.
Jednak w raporcie są także inne, równie księżycowe, dane. Oto reforma samorządowa “nie spowodowała żadnego ograniczenia uprawnień w dostępie do świadczeń z pomocy społecznej”. Nieprawda. Pomoc społeczna ledwie dyszy i kobiety w ciąży bywają tam traktowane jak niepotrzebny petent.
Ale niewątpliwie najciekawszy jest rozdział “Zapewnianie warunków świadomego macierzyństwa”. Wreszcie autorzy raportu przyznają się do jakiejś klęski. Otóż wydano broszurę “Kiedy jestem płodna, a kiedy nie”, natomiast zabrakło pieniędzy na zakup umożliwiający zaopatrzenie szkół i poradni dla kobiet. Rzeczywiście szkoda. Za to, na szczęście, starczyło pieniędzy na przeszkolenie 3 tysięcy nauczycieli metod naturalnego planowania rodziny.
Oczywiście starczyło też na “oficjalną” broszurę “Naturalne planowanie rodziny – co pracownicy zdrowia powinni wiedzieć”. Poza tymi danymi nic ciekawego autorzy raportu w Rzeczpospolitej nie zauważyli. No, może tylko, że mniej noworodków się zabija, więcej pozostawia się w szpitalach.
Czemu służą takie sprawozdania? Żeby poprawić prawo, pomóc komuś. To służy tylko jego autorom. Żeby pokazać, jak ładnie liczą poczęcia. Kobiety nic z niego nie mają.

Wydanie: 4/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy