Andrzej i Dagmara

Andrzej i Dagmara

Dagmara Luković, konsul w Chorwacji, awansowała do roli bohaterki MSZ. A to za sprawą konferencji prasowej poświęconej wypadkowi polskiego autokaru z pielgrzymami jadącymi do Medziugoria.

Podczas konferencji pani konsul uśmiechała się na lewo i prawo, mimo że sytuacja wymagała od niej powagi. Dziwnie też odpowiadała. Gdy dziennikarze zapytali ją o szczegóły identyfikacji ofiar, odparła: „Osób, które nie żyły, które były nieprzytomne, nie mogliśmy zapytać, jak się nazywają”. A gdy zapytano ją o możliwość przewiezienia ciał tragicznie zmarłych do Polski, stwierdziła: „Mamy 12 ciał i nie da się logistyki ich repatriacji do kraju zorganizować w pół godziny”.

Skąd ten brak delikatności? Skąd ta frywolność? Może stąd, że pani Luković jest konsulem z przypadku? To slawistka, od roku 1989 mieszkająca w Belgradzie. W mediach chętnie opowiadała o Serbii i serbskiej literaturze. Potem pracowała w ambasadzie RP w Belgradzie, ale jako attaché ds. kultury i nauki. Z tego stanowiska przeszła do korpusu konsularnego, była konsulem w Kaliningradzie, a teraz od roku 2018 jest w Zagrzebiu, jako I radca ambasady i kierownik wydziału konsularnego.

Cóż, to dość dziwne, że na stanowisko wymagające dużego doświadczenia konsularnego – Chorwacja to przecież ogrom pracy – mianowana została osoba do spraw konsularnych przysposobiona. Zwłaszcza że jeszcze nie tak dawno w naszym MSZ obowiązywała zasada, że na trudne placówki konsularne wysyła się zawodowców. Ale, jak widać, już nie obowiązuje.

Dlaczego tak się dzieje? Pewnie sporo na ten temat miałby do powiedzenia ambasador w Zagrzebiu Andrzej Jasionowski. Trzeba trafu, że wieloletni dyrektor Departamentu Konsularnego MSZ i były dyrektor generalny służby zagranicznej.

Jasionowski do MSZ przyszedł na początku lat 90., prosto z UOP, w chwale działacza podziemnego NZS. I w zasadzie nie wychodził poza sprawy konsularne, aż do roku 2009, kiedy został ambasadorem w Belgradzie. Możemy przypuszczać, że wówczas poznał panią Luković i uznał, że będzie wzmocnieniem polskiej służby zagranicznej.

Szczególnie że w następnych latach rozkwitł. Gdy PiS przejęło władzę, został dyrektorem generalnym służby zagranicznej i zapamiętano go na tym stanowisku jako autora pierwszej, wówczas zablokowanej ustawy o MSZ. Ta ustawa szeroko otwierała ministerstwo dla osób spoza niego, nawet bez znajomości języków obcych i jakiejkolwiek praktyki. No i ułatwiała czystki kadrowe. Jasionowski, gdy w Sejmie pytano go o ustawę, bardzo był z niej dumny. Zwłaszcza z tego, że będzie można wyrzucać dyplomatów, którzy zaczynali pracę w czasach PRL. Narzekał przy tym na ministra Sikorskiego, którego oskarżał o spowodowanie zapaści MSZ i polskiej polityki zagranicznej.

Żałuj, Radosławie, żeś go wysyłał w ambasadory, kiedy mogłeś go wysłać do archiwum…

Ale te żale odłóżmy na bok. Już jako dyrektor generalny w latach 2016-2017 Jasionowski mógł sobie ułożyć ambasadę w Zagrzebiu, jak chciał, i – któż w to wątpi? – pewnie tak zrobił. Z panią Dagmarą Luković na czele, którą uznał za najlepiej nadającą się na stanowisko szefowej wydziału konsularnego.

Więc jest, jak jest.

Wydanie: 34/2022

Kategorie: Aktualne, Kronika Dobrej Zmiany

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy