Nowi mieszczanie – rozmowa z dr Pawłem Kubickim

Nowi mieszczanie – rozmowa z dr Pawłem Kubickim

To, że jesteśmy trochę biedniejsi, wcale nie znaczy, że w naszym miastach ma się żyć gorzej

– Trochę tak jest. Skostniali samorządowcy traktują to jako hasła wyborcze, ale tak naprawdę nie rozumieją miasta. A skoro go nie rozumieją, nie potrafią też nim dobrze zarządzać. Sztandarowym przykładem jest tutaj sprawa Jana Gehla, słynnego duńskiego urbanisty – mówi dr Paweł Kubicki w rozmowie o rewolucyjnej ewolucji polskich miast.

Dr Paweł Kubicki – socjolog i antropolog kultury, adiunkt w Instytucie Europeistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Specjalizuje się w badaniu społeczno-kulturowych aspektów funkcjonowania i rozwoju miast. Pracował w międzynarodowych zespołach badawczych zajmujących się problematyką miejską. Autor książki „Miasto w sieci znaczeń. Kraków i jego tożsamości” oraz raportu „Nowi mieszczanie w nowej Polsce”.

Na Harvardzie mówią, że miasta triumfują. Ale to Harvard. A jak jest w Polsce?

– To nawiązanie do słynnej książki Edwarda Glaesera „Triumph of the City”. Już od dawna mówi się o odrodzeniu miejskim. Patrząc na miasta z perspektywy długiego trwania, widać, że miały różną koniunkturę. Starożytność to czas świetności polis. Później, po upadku Cesarstwa Rzymskiego, miasta przeżywają kryzys, aby odrodzić się w średniowieczu, gdzie stają się wyspami wolności w systemie feudalnym, z czasem jednak poddają się dominacji państwa narodowego, tracąc podmiotowość. I tak dochodzimy do lat 70. i 80. ubiegłego wieku, gdy miasta Zachodu przeżywały głęboki kryzys. Dziś obserwujemy to w Polsce. Umierające centra miast, ich wyludnianie się, kryzys obywatelstwa, kryzys finansów miejskich. Długo by wymieniać.

Po kryzysie przyszło odrodzenie?

– Zaczęło się w latach 90. i myślę, że można już powiedzieć, że miasta rzeczywiście ponownie triumfują. W pewnym sensie wracamy do idei starożytności i średniowiecza, gdy podstawą obywatelskości i organizacji politycznej było miasto. Widać, że państwa narodowe – z wielu względów – coraz bardziej tracą na znaczeniu. Jednocześnie zyskują na nim miasta.
 
Kto jest aktorem miejskiego odrodzenia w Polsce?

– Specyficzne pokolenie, które kiedyś na potrzeby badań nazwaliśmy nowymi mieszczanami. W Polsce, z uwagi na cały splot czynników historycznych, mieliśmy wielki deficyt kultury miejskiej i miejskości. Z II wojny światowej wyszliśmy z ogromnymi stratami materialnej, społecznej i kulturowej tkanki miejskiej. Można ludzi do miasta przenieść, a same miasta odbudować, ale zmiana w sferze kultury dokonuje się najwolniej. My jesteśmy dopiero drugim-trzecim pokoleniem urodzonym w miastach. Nasi dziadkowie czy rodzice zostali przez wielkie procesy migracyjne pchnięci do miast, które najczęściej traktowali jako obce środowisko. Nie za bardzo mogli się w nich odnaleźć. Skrajny kształt przybierało to na Ziemiach Odzyskanych. W badaniach często pojawiał się charakterystyczny schemat: dziadkowie żyli jeszcze mitologią Kresów, rodzice zaczynali trochę interesować się miastem, ale dopiero trzecie pokolenie wrocławian czy szczecinian zaczęło traktować te miasta jako swoje.

Czym się różni mieszczanin nowy od starego?

Są wspólne wartości łączące tę grupę?

– Powiedziałbym, że to raczej hybryda społeczno-kulturowa. Znajdziemy tu np. dobrze sytuowaną klasę średnią, która zorientowała się w końcu, że w mieście nie da się żyć, myśląc wyłącznie kategoriami własności prywatnej. Można się zamknąć na prywatnym osiedlu, wysłać dzieci do prywatnej szkoły i stawiać auto na prywatnym parkingu, ale w pewnym momencie okazuje się, że w ogóle nie mieszka się w mieście. Polska klasa średnia, która okrzepła wreszcie po dzikim i chaotycznym kapitalizmie lat 90., chce w mieście żyć i coraz bardziej z niego korzystać. Najlepiej widać to w Warszawie, gdzie nastąpiła radykalna zmiana w porównaniu z latami 90.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 48/2014

Kategorie: Wywiady

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy