Wpisy od Krzysztof Daukszewicz

Powrót na stronę główną
Felietony

Jajeczko

Człowiek powinien sobie ułatwiać życie i jeśli ma okazję, czyni to jak najczęściej, nie zważając na skutki. Tak jest z tymi, co robią dzieci tylko po to, żeby otrzymać zasiłek, czyli parę groszy na przeżycie, i tak jest z tymi, którzy kradną pierwszy milion dolarów, żeby drugi uczciwie przehulać. Co tu dużo mówić, ludzie robią wszystko, żeby sobie zrobić dobrze, czego sztandarowym przykładem jest pan premier Leszek Miller, który zatrudnił Lecha Nikolskiego tylko po to, żeby ten o niczym nie wiedział, bo jak nie wie, to i nie zawraca głowy. Swoją

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Dziękuję, nie będę

Będąc kilka dni temu u znajomych, obejrzałem ich album rodzinny. Na pierwszej stronie zdjęcie zbiorowe z 1930 r., na którym stoi kilkunastu posiwiałych mężczyzn ubranych w mundury obwieszone medalami i najwybitniejszymi odznaczeniami otrzymanymi za powstanie styczniowe i walki o niepodległość kraju. Gospodarz oprowadzający po albumie tłumaczył mi, czym później zajmowali się w życiu. Budowali szkoły, wykładali na wyższych uczelniach, tworzyli urzędy i prawo, szukali najlepszych rozwiązań, żeby choć trochę pchnąć kraj do przodu. Żaden z nich niczego się

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Przed rzeźnią

Nie powiem, że obchodzili się ze mną źle, co to, to nie, po prostu dwóch dobrze zbudowanych facetów z brygady antyterrorystycznej wzięło mnie za ręce z obu stron i zapakowało szarówką do ciężarowego samochodu, w którym z powodu opuszczonych plandek panował półmrok. Obyło się też bez żadnego komentarza i bez jakiejkolwiek odpowiedzi na pytanie: „Co się stało? I dokąd jedziemy?!”. Kiedy oczy zaczęły się przyzwyczajać do ciemności, zobaczyłem, że nie jestem sam. Na ławkach przykręconych do burt siedziało już sporo osób, których w pierwszej chwili nie mogłem rozpoznać.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

McWieś

Czytam od paru tygodni o tym, jakie fronty przebiegają przez bary i stoły na całym świecie, który podzielił się na zwolenników i przeciwników wojny z Irakiem. W Stanach Zjednoczonych opustoszały francuskie restauracje i drastycznie spadła sprzedaż serów, win i wszystkiego, co przeciętnemu Amerykaninowi kojarzy się z Paryżem. Po kilku tygodniach niedowierzania, że wojna może zaatakować i menu, Europa ruszyła do kontrofensywy zarówno w dowcipach na temat naszych sojuszników zza oceanu, jak i biorąc odwet na i tak słaniających się na nogach McDonaldach i piwie Miller,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Moralność w grupie

Tego, że jest coś nie w porządku z naszą moralnością, zacząłem się domyślać jakieś dwa lata temu, kiedy mój przyjaciel likwidował zakład jubilerski, w którym zatrudniał około 30 osób. Kilku kontrahentów za pobrany towar nie zapłaciło, kilku innych zaczęło go unikać jak ognia, mówiąc, że rozliczą się lada dzień, a podatki trzeba było płacić za towar wydany, żeby nie zostać pospolitym przestępcą. W efekcie fabryczka zaczęła przynosić straty i ruszyła lawina zwolnień z pracy. Urzędnik, do którego trzeba było pójść

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Akcja

Żeby dostać się do miasta, muszę przejeżdżać mostem Grota i dalej gnać Wisłostradą. Gnać, kiedy robi się wieczór, bo w okolicach 8 rano nie ma zmiłuj się, pół godziny w plecy co najmniej. Nadzieja była w tunelu, ale jak jest z nadzieją, wiemy wszyscy, tak jak i wiemy, kogo umiłowała najbardziej. Aliści w tej sprawie zaczęło się coś dziwnego zdarzać. Jadę ja kilka dni temu do miasta późnym wieczorem, kiedy nagle zza Biblioteki Uniwersyteckiej wypadło kilku osobników

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Jak to na wojence ładnie

Pojechałem na dwa tygodnie do kraju ogarniętego wojną, bo chciałem się poczuć jak Max Kolonko. Nadać do „Przeglądu” kilka dramatycznych korespondencji o zbiorowej histerii, o wykupywaniu coca-coli i mąki kukurydzianej na zapas oraz o czołgach na każdym rogu ulicy. Niestety, nic takiego mnie nie spotkało: cisza, spokój, w sklepach żadnego tłoku, na ulicach ani śladu przerażenia. Ale kiedy wylatywałem, to we wszystkich naszych gazetach pisano prawie wyłącznie o tym. – Cholera – zakląłem pod nosem – może na świecie są jeszcze jakieś

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Amerykańska proca

Wiadomo nie od dzisiaj, że wszystko, co amerykańskie, jest lepsze. Co prawda, przez jakiś czas wmawiano, że radzieckie jest górą, ale nikt przy zdrowych zmysłach w to nie wierzył. Gniotsa, nie łamiotsa – to proszę bardzo, ale precyzja, doskonałość i elegancja – nigdy. Jeżeliby amerykańska rakieta penetrująca z celownikiem laserowym dostała wiadomość, że Saddam Husajn o godzinie 15.00 będzie siusiać w łazience na pierwszym piętrze od strony podwórka, a przyszedłby rozkaz zlikwidować tego bandytę, to punktualnie co do sekundy wpadłaby przez wentylator do środka, zrobiłaby portret pamięciowy

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Anatomia

– czyli opowieść z wyższych sfer Przeraziłem się okropnie w ubiegłym tygodniu, kiedy przeczytałem w ogólnopolskiej gazecie, że poseł Sojuszu, Stanisław Jarmoliński, napisał do szefa klubu SLD, Jerzego Jaskierni, list, w którym informuje, że minister zdrowia, Marek Balicki „…otoczył się ludźmi obcymi ideowo i niekoniecznie życzliwymi lewicy…”. Kiedy to przeczytałem, to aż mi ciary poszły po plecach i zadzwoniłem od razu do mojego starego przyjaciela, który wszystko wie najlepiej, umówiliśmy się natychmiast w najbliższej bramie, żeby uniknąć wszechogarniających nas podsłuchów, i sącząc

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony

Pozwolenia i zakazy

Lubię bardzo, kiedy ktoś, kogo nie znam, pozwala mi, żebym robił to, na co mam ochotę. „Nasz Dziennik”, polemizując z „Gazetą Wyborczą”, pozwolił mi obejrzeć „Harry’ego Pottera”. Gdyby nie ta odważna gazeta, pewnie bałbym się pójść do kina, ale kiedy przeczytałem: „W tym miejscu przypomina mi się opowieść jednego z księży kardynałów uczestniczących w pamiętnym konklawe z października 1978 r. Zauważył on, że ksiądz kardynał Karol Wojtyła zabrał na nie między innymi „Kapitał” Karola Marksa. Bo przecież Watykan nie zabraniał czytania

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.