Wpisy od Tomasz Jastrun
PiS przegrało wybory w Stanach
W kinie Atlantic, w przeddzień małego lockdownu, spotkanie dla nauczycieli wokół mojej książki „Dom pisarzy w czasach zarazy”. Byłem ciekaw, czy ktokolwiek przyjdzie, przecież sam jechałem niechętnie, bo czas ponury i wilgotny. Cudem znajduję miejsce na parkingu w Alejach Jerozolimskich, umiarkowanie daleko od kina. Idę z walizeczką na kółkach, w której drzemią moje książki, różne tytuły, w nich me wizje zamknięte w okładkach. Rotunda, obok niej jeszcze nieukończony, szklany, szlachetny wieżowiec; przeciągi, zimno, nieliczni zamaskowani przechodnie idą pochyleni,
Wstrząsające wydarzenia
Biodro, które mi ostatnio nawala, wytrzymało marsz Marszałkowską, mój pęcherz też był łaskawy. Nic by się nie stało, gdyby w słynny piątek nie było mnie na mieście, ale mam teraz poczucie dobrze spełnionego obowiązku i mogę w felietonie napisać: i ja tam byłem, i kuśtykałem, weteran dawnych wojen. Pojechałem z sąsiadką, bardzo bojowe są Małgosia i jej dzieci, z błyskawicami na policzkach, z plakatami. Parkujemy pod stacją Wilanowska, potem metrem, dalej długi spacer Marszałkowską w stronę ronda Dmowskiego, gdzie zlewają się strumienie
Obnażony nerw sumienia
Zacznę chłodno i z kronikarską sumiennością: 22 października Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepisy umożliwiające usunięcie płodu w wypadku stwierdzenia jego ciężkiego uszkodzenia lub nieuleczalnej choroby są niezgodne z konstytucją. Trybunał zajął się tą sprawą na wniosek grupy posłów PiS. Tak brzmi zimny komunikat. Należy go rozwinąć na gorąco. To było orzeczenie nielegalnego Trybunału, kierowanego przez „odkrycie towarzyskie prezesa”, czyli drogą panią Julię, która zrobiła prezesowi przysługę towarzyską. A to rozpaliło Polskę, która i tak ma gorączkę z powodu zarazy. Gdybym traktował sprawę
Początek katastrofy
Podczas wiecu w stanie Georgia Donald Trump mówił o perspektywie zwycięstwa swojego rywala w nadchodzących wyborach. Prezydent odgrażał się, że będzie musiał opuścić kraj, jeśli przegra z Joem Bidenem. Obejrzałem serial dokumentalny o Trumpie. To psychopata i człowiek pozbawiony sumienia. Ten świetny kandydat na prezydenta Rosji jakimś cudem został prezydentem USA. Ironia historii, że Trump ma być wedle PiS jedynym pewnym sojusznikiem Polski. W jakim trzeba być umysłowym pomieszaniu, by wierzyć, że można na niego
Nasi górą, obcy dołem
Udręczony polityką z radością oglądałem tenisowy turniej Roland Garros, chociaż puste stadiony, na widowni nieliczni ludzie w maseczkach. Taki stadion rok temu wzbudziłby zdumienie. Intryguje mnie mechanizm utożsamiania się z zawodnikiem. Najczęściej kibicujemy temu, kto jest z naszego plemienia. To solidarność stadna, czyli narodowa, ale ten mechanizm działa. Gdy natomiast grają zawodnicy z innych krajów, mamy skłonność, by kogoś wybrać na swojego faworyta, tak jak utożsamiamy się z aktorem w filmie. Czasami ta sympatia rodzi
Orzeł bez głowy
Znowu spotkanie wokół mojej książki „Dom pisarzy w czasach zarazy”. Odbywa się w muzeum Władysława Broniewskiego. To niebrzydka willa na Górnym Mokotowie, poeta dostał ją w prezencie od partii. Odwzajemniał się wierszami, takimi jak trzeba, ale robił to z talentem. Jest jakiś wielki smutek w zachowanym bez zmian mieszkaniu, którego właściciel nie żyje, wszystkie przedmioty wydają się osierocone. Sypialnia Broniewskiego skromna, niemal ascetyczna. Sprawdzam łóżko – niewygodne. A potem siedzę z mikrofonem na wysokim tarasie, z którego białe schody biegną
Przemyśl myśli
W pociągu do Przemyśla, gdy rusza, jak zawsze uczucie odbijania od brzegu i oddalania się od swoich problemów… po drodze Tarnów… w tych okolicach spędzał młodość mój ojciec, w Tarnowie jest ulica jego imienia. Już ciemno za oknem. Ten coraz wcześniej zapadający zmierzch kojarzy mi się z depresją i starością. Pociąg będzie niedługo kończył bieg, to mnie też z nim łączy. Czytam analizy polityczne, potem czytam Leśmiana, poeta nie miał pojęcia o polityce, nic z niej nie rozumiał. Ja rozumiem ją za dobrze
Komunia i norki
Komunia mojego Frania. A przecież jestem głęboko niewierzący, Kościół polski zaś uważam za niesympatycznego i skostniałego starca. Ale moje dzieci chcą chodzić na religię. Sam miałem takie doświadczenie i uważam je za cenne. Chrześcijaństwo to dla mnie piękna baśń, świetna dla dzieci, żeby tylko nie wbijano Chrystusowi gwoździ w dłonie i w stopy, a potem nie przeszywano mu boku włócznią, co w dzieciństwie robiło na mnie straszne wrażenie. Nasz kościół w pobliskim Aninie zaprojektował pod koniec lat 80. Zygmunt Stępiński, ojciec moich dawnych kolegów. Dobra architektura
Spotkanie z czasem
Kraków, słońce, białe dorożki jak wycięte z żurnala, z rzadka jednak stukają końskie kopyta, turystów niewielu, bo zaraza, jak przyjemnie, bo nietłoczno, kościół Mariacki nagle ożywiony grą trębacza. Piję kawę na rynku, Mickiewicz na pomniku patrzy na gołębie. To tędy szedłem przed laty z Miłoszem i bawiło mnie, że tak go porusza i cieszy, że wszyscy go rozpoznają. Potem w antykwariacie ABC, obok płynie Wisła, do Wawelu pięć minut piechotą. Spotkanie poświęcone felietonowi. W dawnej starej aptece szafy przerobione na półki,
Iwicka 8 drży w posadach
Śmierć Stalina nie mieściła się ludziom w głowach Irena Wodzińska stanęła na balkonie i powiedziała „dzień dobry” do Pawła Hertza, który też stał na balkonie, 10 m na prawo. W tej samej chwili oboje ujrzeli po raz pierwszy, że już widać fragment wznoszonego Pałacu Kultury. Musiały to być okolice marca 1953, bo wtedy właśnie budowa sięgnęła 95 m. O wiele szybciej i wyżej urósł kult Stalina. Do tego stopnia, że jego śmierć nie mieściła się ludziom w głowach. Bronisława Przybosiowa







