Wpisy od Tomasz Jastrun
Pożegnanie
Mój ośmiolatek już w łóżku, czytamy na dwa głosy książkę „Przygody Filonka Bezogonka”, nagle ożywa telefon. 3 maja i nietypowa godzina. Kto może dzwonić? Niepokój, jak nagła depesza w sztukach Zapolskiej. Tak dowiedziałem się, że odeszła moja mama. Taka śmierć, nawet jeśli spodziewana, to małe trzęsienie ziemi. Przez chwilę wszystko się chwieje. Kiedy nazajutrz jadę do mamy, by ostatecznie z nią się pożegnać, mijam podwarszawski cmentarz Żołnierzy Września. Tam w zbiorowej mogile leży
Dekonspiracja
Tydzień temu, dzień po śmierci Władysława Bartoszewskiego, przeglądałem sobotnio-niedzielne wydania dzienników prawicowych. Na pierwszych stronach tytuły krzyczały: „Nie będzie harców Nocnych Wilków”, „Operacja wilcza wataha”. Tak straszono kiedyś wilkiem dzieci. Świetnie rozgrywają to Rosjanie. Inna sprawa, że bawią się z formacją ociężałą umysłowo i niezwykle podatną na manipulacje. Szukam, na której stronie tych pism pojawi się informacja o śmierci prof. Bartoszewskiego. Nie było słowa. Nic. Jak bardzo muszą się go bać nasi miłosierni chrześcijanie,
Flaki na gorąco
Nigdzie na świecie nie pisze się tylu felietonów, co w Polsce. Felieton i wywiad dominują w naszych tygodnikach opinii i w miesięcznikach. Społeczno-politycznych tygodników na głowę mieszkańca też mamy chyba najwięcej w świecie. A jak się w nich kotłuje! Felieton powinien być lekki, zarazem gęsty, jak flaki autora, które wedle Boya, muszą być podawane zawsze na gorąco. Dlatego tak flakowato, gęsto i gorąco jest w polskiej prasie. Jakby nasz kraj był w stanie wojny. Trwa nie tylko wojna domowa,
Korepetycje z religii
Dobry polityk musi być niezależny, autonomiczny i uparty. A to relacja nauczycielki z liceum, do którego uczęszczał Andrzej Duda, kandydat na prezydenta: „Grzeczniutki aż do zemdlenia. Taki pieszczoszek naszej pani. Pamiętam, że podczas wyjazdów na obozy naukowe próbował nawiązywać bliższe kontakty z nauczycielami. Rówieśnicy bawili się we własnym towarzystwie, a on przychodził, dopytywał o różne rzeczy. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że mówił zawsze to, co ludzie chcieli od niego usłyszeć”. Określenie prymus, mało samodzielny i uzależniony od nauczyciela, świetnie pasuje do fizjonomii
Żona pianisty
Byłam zaskoczona, że mimo takich doświadczeń mąż jest człowiekiem pełnym życia, energicznym, dowcipnym Halina Szpilman – (ur. w 1928 r. w Radomiu) doktor medycyny, bardzo ceniona jako lekarka. Autorka kilku prac naukowych. Ojciec, działacz PPS, był dwukrotnie prezydentem Radomia, a także posłem na Sejm przed wojną i po wojnie. Jak poznała pani Władysława Szpilmana? – W Krynicy, los nas wyraźnie kojarzył. W 1948 r. byłam tam z koleżanką. Jej mama prosiła mnie o wspólny
Polski Japończyk, syn Szpilmana
Z ojcem trudno było rozmawiać na poważne tematy Krzysztof Szpilman – (ur. w 1951 r. w Warszawie) profesor nowożytnej historii japońskiej na Uniwersytecie Kyushu Sangyo w Japonii. Ukończył japonistykę w School of Oriental and African Studies na Uniwersytecie Londyńskim, doktorat z nowożytnej historii japońskiej uzyskał na Uniwersytecie Yale. Autor wielu publikacji na tematy historyczne w językach angielskim i japońskim. Nie chciał być tylko synem słynnego muzyka. Po maturze wyjechał z Polski. Obsesyjnie pracowity i uparty, w Londynie sam zaczął uczyć
Zamieszanie w kokpicie
To była najbardziej świecka Wielkanoc w moim życiu, synek zachorował i nie mogliśmy jechać na świąteczne śniadanie do rodziny. Okazało się, że sami już nie mamy sił ani woli, by zachować, choćby dla dzieci, ornament religijnej tradycji. Ocalał tylko zajączek. I oczywiście śmigus-dyngus. A przecież nasz Antoś chodzi na etykę i na religię, nawet ostatnio oświadczył, że on chce tylko na religię. Jak się zdaje, mało ma to jednak wspólnego z wiarą, wiele z tym, co ciekawe, a co nudne. • Nowe odczyty z kokpitu tupolewa i znowu
Jak ginąć, to w tłumie
Zmarł Tomas Tranströmer, szwedzki poeta, laureat Nagrody Nobla. Jest rok 1990. Schodzę z nim krętymi schodami do podziemi Szwedzkiej Akademii. Za chwilę wieczór literacki. Jest duża publiczność. Mówię szeptem: „Jestem pewien, że kiedyś w tym budynku zapadnie decyzja i otrzyma pan Nagrodę Nobla”. Zbyt był skromny, by potraktować to poważnie, i zbyt mi życzliwy, aby pomyśleć, że kpię z niego. Szczupły, wysoki, o wydatnym nosie. Monika, jego żona, mówiła mi, że ten nos tak ją wzruszył,
Złoty niezłoty
Czy media nie ponoszą części winy za stan naszej sceny politycznej? Promują postacie kuriozalne, gdyż te zapewniają spektakl i oglądalność. PiS specjalizuje się w hodowli szczególnej odmiany cynika. Jacek Kurski, Adam Hofman czy Marcin Mastalerek – cała trójka jak spod sztancy. Wśród nich uwija się obsesyjny poseł Błaszczak, zakleszczony w sobie, zwany przeze mnie bladaczką. I pomyśleć, jak wiele jeszcze dni pozostało do końca kampanii prezydenckiej. Schowanie Antoniego Macierewicza jest kolejnym
Polska nie tylko malowana
Oglądam i słucham Mariana Kowalskiego, kandydata narodowców na prezydenta. Prezentuje się, mówiąc dyplomatycznie, podejrzanie. Mimika jak u Mussoliniego. Ale nawet tu dotarła polityczna poprawność. Nie mówi nic o Żydach, a jeżeli, to nie wprost i trzeba zmarszczyć czoło, żeby się domyślić. Ekstremalność sądów i brutalność uproszczeń. I nagle myśl: całe szczęście, że to PiS konsumuje całą prawicę, a oni przy Kowalskim są tacy cywilizowani. Na złość Dudzie dziennikarze wyciągają fakt, że ojciec żony kandydata ma „złe” pochodzenie. Nigdy nie zastanawiałem się do tej pory,






