Wpisy od Wojciech Kuczok

Powrót na stronę główną
Felietony Wojciech Kuczok

Internet? Co to takiego?

Siedzę przy felietonie, niech mnie który przegoni. W tym samym czasie siedzą filmowcy u Sienkiewicza, by wyjaśnić tajemnicę, jak to możliwe, że jesteśmy jedynym krajem w Europie, który ustawę o prawie autorskim wciąż ma skonstruowaną wedle realiów z zeszłego stulecia? Czyjaż to ręka i jakim wiedziona motywem skreśliła z ustawy tantiemy za eksploatację dzieł w internecie? To jest tak niebywały i bezczelny ruch, że od morza do Tatr śmierdzi korupcją. Jestem filmoznawcą z wykształcenia i pasji, ale telewizora nie używam wcale, a do kina chodzę z rzadka, kiedy syn zaciągnie

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Wojciech Kuczok

Strach czytać

Ten felieton przeczytasz w dwie minuty. Stosuję dziś powszechnie przyjęty zwyczaj wymuszony chorobą społeczną, jaką stała się bibliofobia. Byłem szczerze zdumiony, gdy zauważyłem po raz pierwszy te informacje obok nagłówków internetowego „Dwutygodnika”, skierowanego przecież do konsumentów kultury niepopularnej, m.in. miłośników literatury. „Ten tekst przeczytasz w siedem minut” przed felietonem Masłowskiej lub esejem Drendy – serio? To raczej pociecha niż ostrzeżenie, bo przecież redakcja nie oznajmia nam w ten sposób: „Przykro nam, ale nie wycisnęliśmy

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Wojciech Kuczok

Łacne przedwojnie

Nie luty, tylko łacny. Pewnie jeszcze jakieś niebiańskie armatki się włączą i naśnieżą zbocza, ale górale już wiedzą, że im to nie zbilansuje dziur w budżecie; chodzą osowiali, a mnie to się udziela, bom człowiek empatyczny. Nawet smog w dolinie zalega jakoś smętniej niż zwykle, nie dusi tak wściekle, ledwie zalatuje spalenizną, bo to i ni ma po co w piecu polić. Zimy coraz krótsze, to i ceny coraz wyższe, bo trzeba wyrobić sezon skompresowany – a to już błędne koło, bo jak kogo stać na narty z rodziną, to alpejskie

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Wojciech Kuczok

Karnawał żałobny

Na końcówkę karnawału PiS wyrychtowało nam maskaradę tak śmieszną, że aż smutną bardzo. Dwaj panowie w przebraniu posłów bezskutecznie próbowali wejść do Sejmu na nieważne legitymacje, aż kaczystowska wierchuszka uznała, że należy wejść po kibolsku – masą przełamując kordon straży marszałkowskiej. Z ramienia jednej z telewizji relacjonował tę przygodę dziennikarz o nazwisku Napieraj, co powodowało, że ilekroć go przedstawiano, brał to sobie do serca i napierał na posłów z mikrofonem, a kłębowisko ciał cywilnych i mundurowych wkraczało w fazę wzmożonego chaosu. Jako żywo widzieliśmy klasyczną

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Wojciech Kuczok

Zdrowo pod górkę

Antoś mnie zapytał ze swoim cudownie dziecięcym przejęciem: „Tato, a kogo bardziej kochasz, mnie czy góry?”. „Prawda nigdy nie jest po stronie nizin, prawda jest zawsze po stronie gór” – taki arbitralny cytat z Jurka Pilcha noszę na koszulce, którą dostałem podczas ubiegłorocznego festiwalu Granatowe Góry imienia Pilcha właśnie. Skądinąd dotarłem nań pieszo, pogoda była już letnia, na łąkach siglańskich konie się pasły, pod Jarzębatą owce miały samowolkę, sielsko się

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Wojciech Kuczok

Niepisany los

Najbardziej żałuję, że przestałem pisać dziennik, choć raczej powinienem uściślić: przestał mi się pisać, bo to samopis był – rodzaj porannej higieny umysłowej, kiedy myśli samopas puszczone, bez cenzury superego, ale też bez obróbki literackiej, układały się w raport duchowy z poprzedniego dnia, a czasem i z tego, co we śnie się przeżyło. Pisało się z górą przez 30 lat, od nastoletnich rozterek pryszczatego prawiczka począwszy, zapisywały się życie, dojrzewanie ciała i wieczna niedojrzałość duszy, utrwalały się tysiące

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Wojciech Kuczok

Trajektoria melancholii

Przed kilkunastu laty Lars von Trier złamał sobie karierę podczas konferencji prasowej na festiwalu w Cannes, gdzie nie dość zbornie i nader ryzykownie wypalił o „współczuciu dla Hitlera”. Chodziło mu zaś dokładnie o to, o co i mnie chodzi – nie jestem w stanie radować się z ludzkiego cierpienia, nawet jeśli akurat cierpi wcielone zło. Duński reżyser zaplątał się w swoim wywodzie tak nieszczęśliwie, że od razu przypisano mu neonazistowskie poglądy, tymczasem von Trier mówił wyraźnie o ostatnich chwilach Hitlera

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Wojciech Kuczok

Pragnienie jatki

Nie potrafię się cieszyć cudzym nieszczęściem, co obecnie jest nieumiejętnością szczególnie dotkliwą. Nie od dziś wiadomo, że nic tak nie nasyca Polaków jak schadenfreude, ale ostatnio mam wrażenie, że to w ogóle jedyne pożywienie narodu. Piszę ten felieton tuż przed manifestacjami zwołanymi przez PiS w Warszawie – nie wiem zatem, jakie będą ich skala i konsekwencje – ale już sam fakt, że Kaczyński dostał tak prędko po wyborczym niepowodzeniu paliwo do zwołania wielotysięcznych demonstracji antyrządowych, napawa mnie trwogą. PiS jest partią,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Wojciech Kuczok

Obcy wśród wiwatów

Siostra od półtora roku żyje z wyrokiem śmierci (nieoperowalny nowotwór z rozsiewem); matka dotąd dzielnie oszukiwała pesel, ale zbliża się do dziewięćdziesiątki i jej tradycyjna lamentacja noworoczna („To już mój ostatni sylwester…”) zyskała na prawdopodobieństwie; sam jestem w stanie upadłości duchowej i finansowej na bezprecedensową skalę – nigdy dotąd pośród fajerwerków i życzeń nie czułem się tak wyobcowany. Gapię się w ten nowy zestaw cyfr i nie dociera do mnie, że już 20 lat minęło od chwili, w której zdało mi się, że mam

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Felietony Wojciech Kuczok

Czarna dycha

Jako katastrofista nie witam nowego roku, bo tradycyjnie zakładam, że będzie to rok ostatni – mój czy całego globu, wszystko jedno, osobista zagłada wszak jest końcem świata. Od rytualnych przesileń i wynikających z nich lęków staram się uwalniać od lat, więc wizja samotnie i trzeźwo spędzanego sylwestra mnie nie przeraża (raczej kusi, ostatnio zwiałem grubo przed północą z imprezy, bo mnie hałaśliwe szampansy zmęczyły), a i w czas okołowigilijny samotnie łatwiej uniknąć naporu kolęd i udawanej życzliwości. Agnostyk i do tego mizantrop

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.