Berlinale 2019: lekcja prawdy

Berlinale 2019: lekcja prawdy

Film Agnieszki Holland krytyków nie zachwycił

Mówi się o Berlinale, że to najbardziej zaangażowane politycznie święto kina, festiwal filmów kręconych na bieżąco, na podstawie palących problemów współczesności, wyciętych z nagłówków prasy codziennej. Konkurs główny uznaje się za barometr niepokojów świata.

Także podczas tegorocznej, już 69. edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie nie zabrakło obrazów traktujących o zachwianiu pojęć demokracji, rodziny, społeczeństwa, historii, wiary, o światowym kryzysie i sadystycznej polityce zaciskania pasa tym, którzy różnią się od nas. Opowiedziano różne historie, które zrodziły się z goryczy i niezgody na kierunek, w jakim zmierza świat. Twórców połączyło jedno – chęć odmalowania rzeczywistości we wszystkich jej odcieniach.

W poprzednich latach temu uniwersalnemu przesłaniu i solidarnościowej postawie próbowało sprostać wielu naszych reżyserów. Na Berlinale pokazywali filmy i zdobywali nagrody: Tomasz Wasilewski („Zjednoczone Stany Miłości”), Małgorzata Szumowska („Body/Ciało”, „Twarz”), Agnieszka Holland („Gorączka”, „Pokot”). Dwa lata temu nagrodzony „Pokot” został uznany za manifest wymierzony w choroby gnębiące dziś ludzkość. Inni odczytali go jako wyraźne stanowisko w wojnie polsko-polskiej. W tym roku Holland wróciła do konkursu głównego po raz trzeci. Swoim filmem cofnęła się w nie tak odległą przeszłość, aby pokazać, że historia wciąż się powtarza. Ale punktem odniesienia filmu „Obywatel Jones” pozostała teraźniejszość – doba fake newsów i manipulowania emocjami.

Fantastyczną aluzją do naszej epoki okazuje się historia Garetha Jonesa, który na początku lat 30., jako nieznany szerzej freelancer, przyjechał do Moskwy, aby przeprowadzić wywiad ze Stalinem. Kiedy usłyszał tam o głodzie, zmienił jednak plany i udał się na Ukrainę. Na własne oczy zobaczył śmierć głodową milionów ukraińskich chłopów i postanowił wszystko to opisać. Jednak Zachód nie chciał słyszeć o tragedii Hołodomoru, omamiony radziecką propagandą o powodzeniu kolektywizacji i industrializacji. Ten wygodny moment zawieszenia podtrzymali zachodni korespondenci przebywający w tym czasie w Moskwie. Wśród nich był Walter Duranty, dziennikarz „New York Timesa”, który za „wnikliwe” i „transparentne” reportaże, a w rzeczywistości zaprzedanie duszy za sławę i pieniądze oraz pomoc Stalinowi w kamuflowaniu zbrodni na Ukrainie, otrzymał Pulitzera. Jones zaś zniknął na wiele lat z kart historii. A kilka lat po tym, jak duchy ofiar stalinowskiej zbrodni doczekały się dzięki niemu sprawiedliwości, zginął w trakcie podróży do Mandżurii. Prawdopodobnie z rąk NKWD.

Choć film opowiada o wydarzeniach z początków ubiegłego wieku, silnie koresponduje ze współczes­nością. Postawa Jonesa, idealisty o wielkim sercu i wyczuciu politycznym, każe zapytać, na czym polega dziś rola demokratycznych, wolnych mediów. O to, jak uprawiać dziennikarstwo rzetelne i odpowiedzialne za słowo, ze wszystkimi wiążącymi się z tym zadaniem przeciwnościami. Postprawda, manipulacja opinią publiczną, powszechny fałsz – najnowszy film Agnieszki Holland przewrotnie przekonuje, że wszystko to było już w czasach Jonesa, a dziś zostało tylko zwielokrotnione.

„Obywatel Jones” spotkał się jednak z dezaprobatą, plasując się na szarym końcu zestawienia, które znalazło się w festiwalowym wydaniu „Screen International”. Największy sprzeciw międzynarodowych krytyków wzbudziły „szalenie nierówna narracja” oraz „forma przypominająca kontrolowaną lekcję historii”. Faktem jest, że to kino o ambicjach edukacyjnych, moralitet o obniżonym stopniu trudności rozszyfrowania. Myślę jednak, że dyskusja wokół „Obywatela Jonesa” powinna – szczególnie w naszym kraju – zostać skierowana na inne tory. Filmowe gusta bywają różne, ale nikt nie odmówi Holland odwagi w snuciu refleksji o rzetelności mediów.


Wschodząca gwiazda Dawida Ogrodnika
Dawid Ogrodnik, znany m.in. z „Cichej nocy”, „Ostatniej rodziny” i „Chce się żyć”, znalazł się w gronie dziesięciu aktorek i aktorów wyróżnionych tytułem wschodzącej gwiazdy, European Shooting Star 2019. Międzynarodowe jury, które przyznało nagrodę podczas tegorocznego Berlinale, uzasadniło swój wybór wrodzonym talentem Ogrodnika – wrażliwą twarzą, która oddaje głębokie emocje granych przez niego bohaterów, oraz wszechstronnym podejściem do sztuki filmowej.


Fot. Robert Pałka/materiały prasowe

Wydanie: 8/2019

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy