Rzeczy niewyraźne

Rzeczy niewyraźne

Premier Donald Tusk zaniepokoił się spadkiem swojej popularności w środowisku ludzi tak zwanej kultury i dla odrobienia strat postanowił odbyć telewizyjną debatę z przedstawicielami tego środowiska, dobranymi według kryteriów znanych jego doradcom od piaru. Z radia doleciał mnie fragment czyjejś wypowiedzi tej mniej więcej treści, że premier źle się bawi, zniżając majestat Rzeczpospolitej do poziomu szołbiznesu, bo ci reprezentanci Twórców kultury mieli pochodzić z tego poziomu. I pochodzili. Przynajmniej co do jednego z nich bałem się, że w razie zbytniej różnicy poglądów może rzucić się z pięściami na wysoko postawionego dyskutanta. Na szczęście nie doszło do takiej skrajności. Kultura uprawiana przez rozmówców premiera ma więcej odbiorców niż zwolenników. Dudni u sąsiadów w całej Polsce i ani stukanie w ścianę, ani wzywanie straży miejskiej nic nie pomaga.
Twórcy zażądali przeznaczenia na kulturę jednego procenta wydatków budżetowych. Byli tak pewni swego, że rząd, jeśli nie Tuska, to jego następcy, chyba ze strachu ustąpi przed tymi żądaniami. Słowo „kultura” w naszych czasach tak się udwuznaczniło i tak rozszerzyło swoje znaczenie, że oznacza zarówno kulturę, jak jej przeciwieństwo: pretensjonalne barbarzyństwo, oraz jej przedrzeźnianie, czyli kontrkulturę. Żądane trzy miliardy z budżetu byłyby sprawiedliwie podzielone między te trzy części „kultury”.
Premier Rosji Putin także spotyka się z przedstawicielami kultury. Jedno widziałem w telewizji i było ono w inny sposób interesujące. Grono twórców było liczniejsze i inaczej wyselekcjonowane. Większość stanowili przedstawiciele kultury kulturalnej, ale największe wrażenie wywarł, przynajmniej na mnie, przedstawiciel rockowo-metalowych wodogrzmotów nazwiskiem bodajże Szewczuk. Wygłosił on skierowany do autokraty zwięzły wygowor potępiający brak wolności w Rosji. Autokrata ani się nie zezłościł, ani się nie obraził, ani Szewczukowi nic nie odpowiedział, uznając prawdopodobnie, że sprzeczność między słowami Szewczuka a sytuacją jest wystarczająco wymowna.
Skoro wspomniałem o premierze Putinie, to pójdę za skojarzeniem. Powiedział on jakiś tydzień temu w związku z nalotami na Libię, że ci, co rzucają bomby trafiające w ludzi cywilnych, „powinni pomyśleć o zbawieniu swojej duszy”. Nie jest więc Rosja tak bezbronna w dziedzinie propagandowej, jak się wydawało. Amerykańskiej militarnej doktrynie obrony praw człowieka Putin przeciwstawia coś wyższego: ewangeliczną troskę o zbawienie duszy. I czyje teraz na wierzchu? Ewangelia nie ma jednak szans w rywalizacji z prawami człowieka, bo ostatecznie rozstrzyga lotnictwo. Ile rakiet powietrze-ziemia i ziemia-powietrze ma moskiewski metropolita, a ile waszyngtoński zwierzchnik globalnej demokracji?

Polska pod pewnymi względami przypomina kraje Ameryki Łacińskiej. Nie tylko pod względem kultury opartej na katolicyzmie, ale także w wymiarze wyobraźni politycznej, charakteryzującej się pewnym infantylizmem. Znalazłoby się wiele konkretnych podobieństw, ale wskażę jedno: polska reforma systemu emerytalnego sprzed dwunastu lat, która zaowocowała tak szalenie kłopotliwymi OFE, była wzorowana na reformach latynoskich. Reformatorzy nie szukali wzorów ani w Niemczech, ani w Skandynawii, ani w Anglii, znaleźli je w Chile, Meksyku, Argentynie.
Wszystkie reformy rządu Buzka były szkodliwe lub niepotrzebne, dlaczego reforma emerytalna miałaby być mądra? Powstała ona wskutek błędu, ale dziś, gdy błędy wyszły na jaw, z jakich powodów miałaby być utrzymana? Osoby, które uważają się za bardzo pryncypialne, mówią, że likwidacja lub ograniczenie OFE byłoby zerwaniem kontraktu z narodem. Reformatorzy kierowali się dobrymi intencjami, może dlatego, że w swoim mniemaniu tak dobrze chcieli, uznali, że cel uświęca środki, i troszkę społeczeństwo oszukiwali. Czy kontrakt (załóżmy, że miał miejsce jakiś kontrakt) zwarty między oszukującymi i oszukanymi jest zgodny z prawem? Trybunał Konstytucyjny tego badał nie będzie. Skarży strona podejrzana i Trybunał ma orzec, czy ustawa łagodząca szkodliwe skutki owego podejrzanego „kontraktu” jest zgodna z prawem.
Były sędzia Trybunału Konstytucyjnego pisze z oburzeniem: „Rząd mówi o naprawie systemu (emerytalnego), ale eksperci wiedzą, że chodzi o ratowanie finansów państwa”. Bardzo charakterystyczna wypowiedź. Jak gdyby ratowanie finansów państwa było działaniem o małej wartości albo wręcz wstydliwym, które należy zdemaskować. „Dobro Rzeczypospolitej jest najwyższym prawem”, ale chyba tylko w dni świąteczne. W orzecznictwie polskich sądów uderza wielka liczba wyroków nieliczących się z finansowymi interesami państwa. Nierzadko można mówić o sądowej grabieży skarbu państwa.
Minister Rostowski nie może rozwinąć pełnej argumentacji w sporze z Leszkiem Balcerowiczem, ponieważ wyznaje tę samą ekonomię polityczną co oponent. Tym bardziej należy podkreślić jego zasługę w ograniczaniu wycieku pieniędzy publicznych do prywatnych OFE. Sojusz Lewicy Demokratycznej, zamiast w tej sytuacji starać się wzmacniać pozycję ministra finansów, z jakichś wydumanych powodów zgłasza przeciw niemu wotum nieufności. Nie widać dziś na scenie politycznej czegoś równie niewyraźnego jak SLD.

Wydanie: 14/2011

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy