Eutanazja, czyli dobra śmierć

Eutanazja, czyli dobra śmierć

Słyszałem, że istnieje Federacja Ruchów Obrony Życia, ale dopiero teraz doszła do mnie wiadomość, że Sejm uchwalił Narodowy Dzień Życia, a jakiś inny autorytet ustanowił Dzień Świętości Życia. Co się kryje pod tymi odświętnymi nazwami? Wszystko, co kto chce w nie włożyć, nawet wojna, bo właśnie nastała moda na wojny humanitarne, w obronie życia ludności cywilnej. Obrońcom świętości życia chyba nie na rękę taka dowolność w pojmowaniu ich sloganów, bo naprawdę chodzi im o aborcję i eutanazję. Aborcją nie będę się tu zajmował, trudno zresztą o drugie zjawisko obyczajowe, które by mniej zależało od dyskusji.
Klarowne sformułowanie problemu eutanazji wymaga przede wszystkim wydzielenia go z medycyny, a raczej niemieszania z problemami medycznymi, bo eutanazja z istoty swojej nie należy do tej dziedziny. Mówiąc o eutanazji, mamy na myśli własnowolną śmierć, a nie poprawę zdrowia, jak w przysiędze Hipokratesa. Kiedy medyk ma zaprzestać leczenia, nie jest pytaniem z zakresu eutanazji. Uśmierzanie bólu aż do pozbawienia chorego świadomości nie jest rozwiązaniem zagadnienia eutanazji. Premier rządu, który nie żenuje się głosić, że „eutanazja jest zabijaniem ludzi”, na co on oczywiście nigdy nie pozwoli, daje poznać po sobie, że albo na temat eutanazji ani chwili nigdy na serio nie pomyślał, albo dba tylko o wizerunek „dobrego człowieka”, który muchy by nie skrzywdził, a Narodowy Dzień Życia – gdyby to od niego zależało – wydłużyłby na cały rok.
Eutanazja, „dobra śmierć”, jest samobójstwem postanowionym z pełną świadomością, dobrowolnym zakończeniem życia. Przeciwnicy eutanazji mogą mówić, co chcą i ile chcą o świętości życia, ale w rzeczywistości są obrońcami śmierci takiej, jaką człowiekowi wyznaczyła natura, to znaczy w cierpieniu, bólu czasem nie do opisania i nie do wykrzyczenia, czasem przypadkowej, która też nie jest szczęściem, czasem w zupełnym zamroczeniu. W całej dyskusji o eutanazji te dwa stanowiska odnoszą się do istoty sprawy, inne, wydaje mi się, są wykrętami.
Słowo „eutanazja” oderwano od rzeczywistości, którą oznacza, i uczyniono z niego straszak. Wypowiadałem się na ten temat parę razy, nie będzie rzeczą niewłaściwą, jeśli z okazji powtarzalnych dni świętości życia ja się też powtórzę.
Akceptacja prawna i moralna dobrej śmierci tkwi już w samym pojęciu godności ludzkiej. Człowiek ma prawo do godnego życia i tak samo mocne prawo do godnej śmieci. W tym także do wyboru czasu śmierci. Skoro nikt nie kwestionuje prawa jednostki należącej do kategorii wyborców do decydowania o losie ludzi innych niż ona sama (np. wysyłania niektórych na wojnę), dlaczego tak drastycznie i w tak ważnej sprawie odmawia się jej prawa do decydowania o sobie?
Ludzie wierzący po katolicku powtarzają, że życie jest nienaruszalne i święte, ponieważ jest darem Boga. Miłośnicy sprzeczek werbalnych, którzy są u siebie, gdy padają argumenty odwołujące się do Boga, mówią na to, że prawo do naszego życia Bóg miałby, gdyby nam je pożyczył, a skoro je dał, to możemy z nim postąpić jak ze swoją własnością.
Ludzie głębiej pojmowaliby życie, gdyby dobra śmierć była ich prawem uznanym przez autorytet państwa. Anachronizmem w naszych czasach jest obrona życia za wszelką cenę, niezależnie od jego jakości. Konsekwentne stosowanie zasady obrony życia jest niemożliwe. Gdyby istniał absolutny zakaz narażania życia – kto chroniłby słabych, kto broniłby zagrożonych przez agresję złych sił? Rola obrońcy idzie w parze z uprawnieniem do stosowania siły wobec napastnika, co grozi życiu zarówno obrońcy, jak napastnika. Skuteczna obrona wiąże się z ryzykiem utraty własnego życia.
Uczeni biologowie twierdzą, że człowiek taki, jaki istnieje teraz, jest zaprogramowany na około 120 lat życia. Za lat może mniej niż sto taki wiek prawdopodobnie będzie przeciętny dla Europejczyków i Amerykanów, niektórych narodów azjatyckich, a w końcu dla ludności całego świata. Dla takiego wieku charakterystyczne jest wyczerpanie woli życia. Gdy nasycenie życiem stanie się prawie powszechne, śmierć stanie się mniej straszna, a dla wielu pożądana. Czy ktoś sądzi, że zakaz eutanazji jest tak uniwersalny, że wówczas też będzie obowiązywał? Dyskusja o eutanazji nawet w Polsce zawęzi się do problemu farmaceutyków, które dają śmierć bezbolesną i pozwolą wybrać nie tylko czas, ale i nastrój umierania: modlitewny, ironiczny, wzniosły na sposób stoicki, pogodny na sposób epikurejski itp.
Przeciwnicy dobrej śmierci mówią, że jakiekolwiek ustępstwo na rzecz eutanazji naruszyłoby tamę chroniącą wszystkich. Trzeba więc godzić się na śmierć w cierpieniu i poniżeniu jednych, aby dać poczucie bezpieczeństwa drugim. Taki pragmatyzm nie idzie w parze z moralnym patosem obrony życia.
Jak powiedziałem, zakaz dobrej śmierci nie jest jedynie bezlitosną obroną abstrakcyjnego dogmatu, jest również anachronizmem. Jak mówi tym razem słusznie prof. Bogusław Wolniewicz: „narasta dramatyczny kontrast cywilizacyjny. Z jednej strony antybiotyki i antykoncepcja, operacje plastyczne i przeszczepy, lasery i ultrasonografy, tomograf jako cudowne oko i estrogeny jako prawdziwy eliksir kobiecej młodości, a z drugiej śmierć jako zwierzęce zdychanie jak w epoce kamiennej. Taki kontrast między cywilizacją a barbarzyństwem nie może się na dłuższą metę utrzymać i nie utrzyma”. Mnie to przekonuje. Dlaczego człowiek, mając coraz więcej środków kształtowania swojego życia, miałby nie dążyć do zmiany sposobu umierania? Przeciwnicy eutanazji powtarzają w kółko banały, że nikt nikomu nie ma prawa odbierać życia, dopóki ono trwa. Ale tu nikt nikomu nie chce odbierać życia. Idzie o prawo człowieka do wybrania sobie śmierci. Współczesne państwo bierze na siebie obowiązek zapewnienia opieki medycznej każdemu mieszkańcowi kraju i spełnia go często w przypadkach błahych niedomagań, ale pod naciskiem niemiarodajnych już autorytetów uchyla się przed zapewnieniem prawnych możliwości niesienia pomocy w umieraniu cierpiącym najbardziej i bez nadziei.
Człowiek pojawia się na świecie ze swojego punktu widzenia przypadkowo, ale na zejście z tego świata powinien mieć wpływ. Dlaczego mamy umierać w sposób zwierzęcy, w poniżającym położeniu, zawsze w cierpieniach, a często w mękach? W ostatnich chwilach człowiek przecież mógłby czuć w duszy zachwyt, cieszyć się, że widział ten świat liczący sobie 13 miliardów lat, i że żył na nim. Eutanazja nie może być pojmowana jako zabójstwo z litości, dokonywane na odpowiedzialność lekarzy. Nie oznacza ona prawa do decydowania o życiu drugiego człowieka. Decyzja należy do najbardziej zainteresowanego.
Tkwi w nas strach przed śmiercią nawet dobrą. W tym jest mądrość natury. Mądrość ludzka mówi natomiast, że jeśli człowiek z własnej woli chce umrzeć, to taki czy inny narodowy fundusz zdrowia powinien dostarczyć mu środków, które w tym pomogą.
Projektujmy społeczeństwo bez rzucających się pod pociąg, bez wisielców, topielców, bez wyskakujących przez okno z dziesiątego piętra.

Wydanie: 13/2011

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy