Polska prawda

Polska prawda

Roman Ingarden był znakomitym filozofem ze szkoły – uwaga, schody dla języka – fenomenologicznej. Jego uczniowie pośredni i bezpośredni urządzili rocznicowe spotkanie. Najdłuższe i najuważniej, podobno, słuchane przemówienie miał zaproszony na tę uroczystość funkcjonariusz IPN. Przedstawił materiały z archiwum SB, trochę się tego uzbierało. Ingardena znałem, pisałem o nim, był to człowiek jak najdalszy od zajmowania stanowiska w sprawach politycznych, ale jednak z domu czasem wychodził, nierzadko z pieskiem, bywało, że po bułki albo na zwykły spacerek, piszę tak, bo nie chodził krokiem zamaszystym, lecz raczej drobnym. Wszystko to zostało opisane przez funkcjonariuszy SB i umieszczone w archiwach na wieczną rzeczy pamiątkę. Uczestnikom spotkania zostało to wiernie, rzetelnie przedstawione, a oni wysłuchali w skupieniu, z jakim tylko niewielu studentów słuchało jego fenomenologicznych wykładów na żywo. Na uniwersytetach napisano już niejedną pracę doktorską na podstawie materiałów wyprodukowanych przez SB, nie wątpię, że teczka Ingardena wystarczy na „zrobienie” doktoratu. A może już ktoś jest doktorem tej specjalności? I po co się wyśmiewać z IV RP, przecież Trzecia, przynajmniej jeśli chodzi o naukę, jest nie gorsza. Polityka jest kreatywna. Tworzy nowe dziedziny wiedzy, do których ludzkość by nie doszła na drodze naukowego rozumowania.
Nie byłem na tej uroczystości, ale mówiono mi, że w oczach niektórych uczniów Ingarden dzięki tym zapiskom urósł jako postać historyczna. Co tam „Spór o istnienie świata”, być w teczce SB to jest dopiero wejście do Historii. Ale można spojrzeć na sprawę z drugiej strony. Referent z IPN przeniósł punkt ciężkości egzystencji Ingardena z wielkiej filozofii do codzienności PRL, a jego słuchacze się z tym zgodzili.

Nie mówię, że to precyzyjne postawienie sprawy, ale gdy polski rząd mówi i mówi o bezpieczeństwie Polski i jednocześnie miesza się do groźnych konfliktów, które nas w rzeczywistości nie dotyczą, gdy z pilnością, jakiej nie wykazuje w innych dziedzinach, stara się ściągnąć na polskie terytorium bazy i bronie, kosztowne samoloty, dalekostrzelne rakiety i inne cele pierwszej fazy wojny, to przez jakiś przymus wspomnień widzę oczami wyobraźni, jak ten rząd w przypadku prawdziwego niebezpieczeństwa dla siebie pierwszy ucieka za granicę. W jednym z samolotów widzę Mościckiego, w drugim Becka, w trzecim Rydza-Śmigłego, w czwartym Janukowycza. Co na to naród? Naród mający rozum powinien myśleć, że ci, którzy nas napadną, powinni zginąć za swoją ojczyznę. A czego naród został nauczony przez rząd i opozycję? „Honorem mężczyzny jest śmierć dla ojczyzny”, czyli to my, którzy nie zdążymy uciec, mamy zginąć.

Według polskich dziennikarzy, Rosjanin myśli inaczej niż oni, dlatego że jest odcięty od prawdy i wierzy kremlowskiej propagandzie. Dlatego trzeba stworzyć dla nich Wolną Europę i rozbudować do rozmiarów rosyjskich przestrzeni telewizję Biełsat, na co Bruksela nie powinna skąpić pieniędzy. Rosjan trzeba poinformować, że Zachód wcale nie jest wrogiem Rosjan, czego najlepszym dowodem mogą być polskie media, telewizja i prasa. Trzeba im mówić całą prawdę i tylko prawdę. Podpisuję się pod tym obiema rękami. Gdy się ich poinformuje o tym, co się w Polsce bezustannie mówi i pisze o wrodzonym imperializmie Rosjan, nabiorą przekonania o przyjaznym usposobieniu Polaków do nich, a Polacy są najlepszymi w Europie znawcami Rosji. Przed chwilą usłyszałem w Radiu TOK FM zapewnienia dziennikarza, że broń Boże nie jest rusofobem i życzy Rosjanom drugiej rewolucji bolszewickiej, bo panuje u nich oligarchia. Ten dziennikarz był akurat Holendrem, ale już spolonizowanym, jak widać.
„Wolna Europa” powinna też zaznajomić otumanionych Rosjan z opiniami oświeconych księży, jak ten z TVN, który twierdził, że „wszystko wie o Rosji, bo jest uczniem Pomianowskiego”, i wie doskonale, że imperializm jest wrodzoną cechą Rosjan, w Moskwie nawet taksówkarze pochodzenia kaukaskiego cieszyli się z przyłączenia do Rosji rosyjskiego Krymu; jak widzimy, wrodzone cechy Rosjan są zaraźliwe. Jeśli chodzi o występy rosyjskiego chóru wojskowego – nawet pani hrabina von und zu była gwałtownie przeciw – to telewizyjny księżulo ma do powiedzenia: a gdyby tak niemiecki chór wojskowy chciał wystąpić? Niemieckie chóry wojskowe występowały już wiele razy, osobiście byłem na jednym koncercie, a taki upolityczniony ksiądz powinien się zastanowić nad tym, że chór Aleksandrowa, i rosyjski, i postradziecki, wystąpił w Watykanie przed Janem Pawłem II, a chór Bundeswehry nie dostąpił tego zaszczytu. Trawestując stare rosyjskie powiedzenie o Francuzie, można powiedzieć, że nie ma nic głupszego niż głupi ksiądz.
W ramach zaznajamiania Rosjan z prawdą trzeba im zacytować wypowiedzi polityków, np. Pawła Zalewskiego: „To Kreml inspiruje morderstwa w Kijowie” (Onet.pl), a także „Snajperzy działali z ramienia Putina” (TVN 24). Nie pominąć, więcej, powtarzać jak najczęściej wypowiedzi senatora Bogdana Klicha w rodzaju: „trzeba ukarać społeczeństwo rosyjskie, żeby przejrzało na oczy” (Polskie Radio). I dalej ucząc to społeczeństwo, jakimi to przyjaznymi krajami Rosja jest otoczona, powtarzać mu np. taką opinię z „Gazety Wyborczej”: „Wedle prawa winnymi zbrodni przeciw pokojowi są wszyscy funkcjonariusze, którzy mieli wpływ na zbrodnicze decyzje lub ich wykonanie. Premier Miedwiediew, minister Ławrow, najwyżsi rangą dowódcy, członkowie rządu, doradcy, ambasadorowie itp., a także osoby prywatne (biznes, liderzy opinii), jeżeli wsparły zbrodnicze działania” (10 marca 2014). I dalej: „Zbrodniarzami w myśl prawa są wszyscy Rosjanie, z którymi Zachód musi się dogadać, by zakończyć kryzys”. Co jest tą zbrodnią i ile krwi przelano, Rosjanin, jako z natury skażony imperializmem, może sobie nie przypomnieć. Trzeba go jeszcze poinformować, że nie ma w Rosji wolnej prasy, która krytykowałaby rząd, korupcję, Kreml, Putina, chyba że uda się do kiosku i ją sobie kupi.

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy