Budować, więzić, zarabiać

Budować, więzić, zarabiać

Targają mną okrutnie ambiwalentne uczucia, kiedy słyszę zapowiedzi wiceministra sprawiedliwości pana Patryka Jakiego, że zbuduje nowe, najnowocześniejsze w Europie (a od kiedy to Europa jest jakimś punktem odniesienia?) więzienie w Brzegu. Zasadniczo do więzień mam stosunek zdecydowanie niechętny. Wolałbym ludzi na wolności (zwłaszcza kiedy czytam, jak za panowania wspomnianego ministra Jakiego w nadzorowanym przez niego wrocławskim więzieniu kwitnie sutenerstwo i handel więźniarkami). Z innej strony czytamy, że w ostatnich latach libertyńska, rozpasana albo protestancko mroczna (można jedną wersję skreślić) Holandia zamyka kolejne zakłady karne, bo brakuje penitencjariuszy. Ewentualnie wynajmuje innym krajom (skandynawskim), gdzie zresztą spory odsetek osadzonych i osadzanych to nasi rodacy (szczególnie ciekawy proceder polega na umiejętnym oddaniu się w ręce wymiaru sprawiedliwości przed zimą, co pozwala spędzić ją w godnych warunkach i nie na głodniaka). O Wielkiej Brytanii nie wspominamy, bo stamtąd, gdzie tabuny młodych mężczyzn, imigrantów z Polski, zdobyły zaszczytny tytuł lidera reprezentacji więziennej obcokrajowców, latają na koszt ministerstwa Jakiego, czyli nasz, specjalne samoloty pełne powracających wreszcie rodaków.

Ale nie o rodakach za granicą, tylko o wizji zakładu karnego XXI w. miało być. Gdzieś Polacy muszą odsiadywać swoje zasłużone uczciwą bandyterką wyroki, a wielu pozbawionych jest tej możliwości i czeka cierpliwie latami, aby odsiedzieć swoje miesiące. Wygląda na to, że Patryk Jaki, jako opolanin toczący prywatną wojnę z władzami rodzinnego miasta, przyłożył się do lokalizacji nowego kampusu karnego w Brzegu właśnie, a nie w Opolu, które również wyrażało taką chęć. Ale jak to ujął nasz chryzostomalny Patryk w relacji ze swoich mokrych, przemocowych snów: „Nie będzie czegoś takiego jak w Opolu, gdzie w centrum stolicy regionu mamy wieżyczki. A ciężko sobie wyobrazić, aby strzelcy wyborowi w sytuacji ucieczki więźnia strzelali ostrą amunicją w centrum. Jest to niewyobrażalne”. Tak więc w serialu „Nie tylko burzymy, gdyż budujemy” trafiło na Brzeg, w którym poziom uwięziennienia i tak jest już dość wysoki – funkcjonuje tam już wszak zakład karny (ale będzie stopniowo „wygaszany” – ciekawe, co powstanie w opuszczonej infrastrukturze). Obdarzony łaską późnego urodzenia wiceminister uważa, że Polska i świat zewnętrzny mają swój początek, kiedy on sam stanął na dwie nogi lub chwilę później, gdy z brawurą godną lepszej sprawy (strach się bać, jakiej) oznajmił, że to epokowe dokonanie PiS: „Jako pierwsi podjęliśmy po roku 1989 program modernizacji więziennictwa. Wprowadzimy polski system penitencjarny w XXI w., a ta jednostka będzie tego przykładem”. Króciutka pamięć i zero zażenowania – wszystko można powiedzieć. W całej tej historii warto patrzeć nie tyle na ręce budowniczym nowoczesnego kompleksu penitencjarnego, ile na to, kto znajdzie tam zatrudnienie. To z Brzegu właśnie pochodzi jedyna zdelegalizowana ponad dekadę temu grupa ONR. Mam nadzieję, że Brzeg nie będzie spadkobiercą Berezy.

Trudno jednak się oprzeć takim skojarzeniom, kiedy czytamy o tajemniczych, nieformalnych wizytach, jakie funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego składają w domu profesora historii Pawła Machcewicza, do niedawna dyrektora Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, pod jego nieobecność indagując dzieci. CBA to formacja stworzona przez skazanego na karę więzienia za metody jej funkcjonowania, a uniewinnionego przez prezydenta Dudę, obecnego ministra do spraw specjalnych Mariusza Kamińskiego. A w sądach toczy się kilkaset spraw przeciwko osobom biorącym udział w dziesiątkach pokojowych protestów przeciw polityce PiS. Więzienie ma pomieścić 1000 osadzonych, którzy będą pracować w równolegle powstających halach produkcyjnych (taka resocjalizacja przez przymusową pracę to ziszczenie snu, w którym kapitalizm składa hołd sprawiedliwości i na tym świetnie zarabia, vide USA).

Na chłodno oczywiście można by pochwalić PiS za tę inicjatywę, bo nie da się wykluczyć scenariusza, że po prostu zwykli więźniowie będą siedzieć w lepszych warunkach, ale do takiego aktu zaufania trzeba by mieć jakiekolwiek przesłanki.

Helsińska Fundacja Praw Człowieka ujawniła dokumenty ze śledztwa na temat nieopublikowania wyroków Trybunału Konstytucyjnego w Dzienniku Ustaw. Jasno z nich wynika, że odpowiedzialność za „niedrukowanie” ponosi osobiście premier Beata Szydło, której grozi w związku z tym odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu (nie jest to odpowiedzialność karna zagrożona więzieniem). Przeciwnicy polityczni PiS snują w związku z tym wizję samowsadzającej się władzy, która zawczasu buduje dla siebie miejsce odsiadki. Ale przecież to nie może być prawda. Ani sprawiedliwość.

Wydanie: 49/2017

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy