Żegnaj, Generale

Żegnaj, Generale

Im dłużej obserwuję naszych polityków, tym mniej mam złudzeń. Nie wierzę, że potrafiliby sprostać takim próbom, jakie były udziałem Generała Jaruzelskiego. A zwłaszcza tej największej. Pamiętam poziom napięć w Polsce w grudniu 1981 r. i nigdy nie miałem cienia wątpliwości, że bez decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego czekałaby nas katastrofa. I to katastrofa o trudnej do wyobrażenia skali. Byliśmy wówczas o włos od wybuchu wojny domowej. Nawet jej data była już znana. Zamiast 13 grudnia mielibyśmy wydarzenia z 17 grudnia. Bo wówczas miało dojść w Warszawie do wielkich demonstracji. Nikt rozumny nie miał złudzeń co do konsekwencji ulicznego starcia. Wyprowadzenie dziesiątków tysięcy ludzi na ulice przy ówczesnym stanie emocji i wzajemnych oskarżeniach bardzo łatwo mogło się wymknąć spod kontroli. I co wtedy? Jaka byłaby skala ofiar? Co więc wówczas miał zrobić polityk, który w pełni rozumiał konsekwencje położenia, w jakim Polska się znajdowała? Polityk, który konsekwentnie szukał porozumienia, nieustannie mediując z Kościołem i z „Solidarnością”.
Gdy rozmawiałem z Generałem, zawsze uparcie wracał do zmarnowania tej wielkiej szansy, jaką była idea spotkania trzech. Czyli spotkania w trójkącie Jaruzelski-Glemp-Wałęsa. Generał nawet po wielu latach głęboko wierzył, że to mogła być ostatnia szansa na porozumienie i historyczny kompromis. Szansa na porozumienie, które byłoby do zaakceptowania przez większość społeczeństwa. Myślał wówczas, że jego partnerzy mają podobnie silne przełożenie na swoje instytucje, co on na struktury władzy, a zwłaszcza na wojsko. Niestety, po czasie widać, że Generał przecenił swoich partnerów. Do tego, by mógł się ziścić tak trudny i dla Polski optymalny plan, trzeba było czegoś prawie niemożliwego. Potwornie złożonej sytuacji musiało sprostać aż trzech liderów. Nie wystarczyły chęci jednego. Niestety, ani Lech Wałęsa, który miał już wtedy trudną sytuację w związku i bronił swojej pozycji, akceptując żądania radykałów, ani prymas Józef Glemp, który świetnie rozumiał skalę zagrożeń i wielokrotnie ostrzegał przed skutkami nadchodzącego zwarcia, nie postawili wszystkiego na tę jedną, najważniejszą kartę. Nie zaryzykowali. Nie potrafili albo nie chcieli. Niestety, Generał nie miał wówczas partnerów na swoją miarę.
Gdy żegnając Generała na Powązkach, obserwowałem tych, którzy przyszli, by go lżyć i poniewierać nawet po śmierci, przypomniałem sobie, ile było podobnej nienawiści w 1981 r. Dzięki decyzjom Generała udało się wtedy uniknąć bratobójczej wojny.
Odszedł mąż stanu, człowiek wybitny, mądry polski patriota.
Generał Jaruzelski dobrze zasłużył się Ojczyźnie.

Wydanie: 23/2014

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy