Upartyjnione państwo, upartyjniony Kościół

Upartyjnione państwo, upartyjniony Kościół

Jest wiele dróg prowadzących do sławy, ale na największy szacunek i wdzięczność zasługują mądrzy prawodawcy i założyciele państw – twierdził Dawid Hume, najwybitniejszy filozof angielski czasów nowożytnych. (Zbyt ściśle biorąc – Szkot). Największymi zaś szkodnikami są twórcy partii, inicjatorzy rozłamów i frakcji. „Partie podkopują ustrój, prawa czynią bezradnymi i rozbudzają najdziksze animozje wśród ludzi tego samego narodu, którzy wzajemnie powinni udzielać sobie wsparcia i ochrony. Tym zaś, co czyni założycieli partii jeszcze wstrętniejszymi, jest trudność, na jaką napotykają próby wytępienia tych chwastów, gdy już raz zapuszczą w państwie korzenie”.
Frakcje istnieją także w systemie władzy absolutnej, ale glebą dla nich najurodzajniejszą są ustroje wolnościowe, które przez partyjniactwo są korumpowane i w końcu doprowadzane do upadku. Partie – mówi Hume – można podzielić na realne i personalne, na takie, które powstały wskutek różnic programów, interesów i idei oraz takie, które mają przyczynę w osobistej wrogości; trzeba jednak pamiętać, że te różnice nie występują w stanie czystym. „Ludzie mają tak nieodpartą skłonność tworzenia partii personalnych, że najdrobniejszy pozór różnicy może prowadzić do ich powstania”. To zdanie przywodzi nam na myśl podział na Platformę Obywatelską i PiS oraz całkiem świeże rozdwojenie PiS-u. Sami politycy nie byliby w stanie utrzymać na stałe systemu partyjnego i tej zinstytucjonalizowanej wrogości, jaką on emituje na cały kraj. „Gdyby ludzie – pisze Hume – nie mieli silnej skłonności do takich podziałów, obojętność reszty współobywateli musiałaby wygasić głupią wrogość…”.
W takiej demokracji, jaka dziś istnieje, partie są prawdopodobnie jedynym narzędziem egzekwowania „umowy społecznej” i kontroli władzy, trzeba jednakże to narzędzie utrzymywać w stanie odpowiedniej higieny, bo ma ono naturalną skłonność do pokrywania się brudem, i co jeszcze gorsze, zamiast pogodzić się z rolą narzędzia stara się państwo i prawo zamienić w swoje narzędzie.
Jakkolwiek demokracja współczesna nie może obejść się bez partii, nie powinna ona tym się chwalić, ponieważ jest to tylko mniejsze zło.
Przez całe wieki starożytne i nowożytne myśliciele polityczni zastanawiali się, co to znaczy dobry rząd, na czym on polega i jaki jest najlepszy. Żaden z wielkich myślicieli nie uważał demokracji za ustrój idealny, nawet Rousseau wykluczał demokrację w wielkich krajach, ale połączenie pragnień ludzkich z doświadczeniem rządzących i okolicznościami empirycznymi sprawiło, że demokracja powstała. Po okresie zachwytu demokracją utrwaliła się słuszna opinia, że jest ona wprawdzie ustrojem niedoskonałym, ale najlepszym z możliwych. Okazuje się, że demokracja istnieje, ponieważ niczym Platforma Obywatelska nie ma z kim przegrać. W przeszłości jednak przegrywała i nikt jej nie obiecał pod przysięgą, że nie przegra w przyszłości. Stany Zjednoczone, na przykład, nigdy nie były czystą demokracją, lecz łączyły ją z oligarchią, ale w takiej proporcji, że otrzymywały ustrój praktycznie najlepszy. Dziś rozkład własności w tym kraju jest tak fantastycznie nierówny, że oczekiwana jest zmiana ustroju bez zmiany nazwy. A może nie jest oczekiwana, lecz już nastąpiła? Demokracja mimo wielu wad pozostaje ustrojem wolnościowym, przynajmniej formalnie. Krytyka ustroju nie jest zabroniona. Niepokoi jednak, że z krytycznych rozważań i projektów reformatorskich wyłączone zostało pojęcie „dobrego rządu”. Demokracja jest krytykowana tylko z pozycji demokratycznych i ta krytyka ma postać tautologii: ustrój demokratyczny powinien być demokratyczny. Każdą wadę demokracji chce się naprawić za pomocą rozciągnięcia demokratyzacji na obszar jeszcze nią rzekomo nieobjęty. Zapomina się więc o tym, co ustaliliśmy na początku, że demokracja nie jest ponadhistorycznym wzorem, do którego trzeba wszystko przystosowywać, lecz tylko ustrojem najlepszym z możliwych w danej epoce.
Gdy popatrzymy na demokrację jako na zjawisko światowe, to możemy pomyśleć, że gdy zostanie ona kiedyś obalona jako przynależna do minionej epoki, przywódcom demokratycznym urządzi się Norymbergę za to, co demokracja zrobiła z kulturą: po prostu zniszczyła ją, sprymityzowała, zwulgaryzowała język, splugawiła film, teatr i inne sztuki widowiskowe. Poprzez „demokratyzację geniuszu” sztukę zniszczyła. Żadni ludzie, ani politycy, ani artyści wzięci pojedynczo, nie są temu winni, ale gdy się chce wymierzyć sprawiedliwość epoce, każdy, kto coś znaczył, nadaje się na winowajcę.
Największą wadą polskiej demokracji jest przejęcie państwa przez partie. Stawiają one publicznie tylko takie zagadnienia, które są dla nich wygodne, i oświetlają je w sposób stronniczy. W ten sposób rzeczywiste problemy kraju są przesłaniane grubą warstwą banałów, zmyśleń i fałszów. Na domiar złego do walk partyjnych włącza się Kościół w charakterze superpartii i całemu życiu politycznemu nadaje zabarwienie religijne. Aktualnie brzmi i to spostrzeżenie Dawida Hume`a: „w czasach współczesnych stronnictwa religijne bardziej są zawzięte i dzikie niż najbardziej zajadłe partie, jakie kiedykolwiek powstały z interesu i ambicji”. Wszyscy, zarówno Kościół jako instytucja, jak księża, wiedzą, że w demokracji znaczenie zdobywa się tylko poprzez politykę i Kościół w to się ubiera, zarówno w Polsce, jak w innych krajach, gdzie mu się na to pozwala (w Ameryce Łacińskiej, na przykład, ale nie we Francji). Trzeba przyznać, że to nie Rydzyk pierwszy zasłynął jako ksiądz polityczny, przed nim był abp Życiński, dominikański propagandysta o. Zięba, a przed nimi późniejszy męczennik i święty ksiądz Popiełuszko. Tym świętym został on nie z powodu cudu, jaki podobno sprawił, ani przesadnej pobożności, o jakiej nic nie było słychać, lecz za działalność polityczną, dla której poświęcił życie.
Polski system polityczny w słabym stopniu reprezentuje realne interesy społeczne. Przemożny wpływ Kościoła i religii na ten system sprawia, że nienormalnie dużo uwagi poświęca się urabianiu świadomości ludzi i nieuważnie traktuje się to, do czego ta świadomość się odnosi.

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy