Jerzy Domański
Kadisz w Jedwabnem
Nie ma ucieczki od pamięci. Zwłaszcza tej dramatycznej, zakłócającej spokojny sen i spokój sumienia. Zawsze przychodzi taki moment, w którym nas dopadnie i wystawi rachunek. Książka Grossa „Sąsiedzi” tylko odkurzyła pamięć o tym, co się stało 60 lat temu w Jedwabnem. Dokumenty, na które się powołał, od dawna były przecież na półkach archiwalnych. Były dostępne nie tylko dla historyków. Wspominano o nich na konferencjach naukowych. Dlaczego więc stały się takim szokiem w 60 lat po tragedii? Wychowani przez pokolenia w micie, że Polacy zawsze byli
Kaczyński na aucie
Dobiegła końca ministerialna kariera Lecha Kaczyńskiego. Mówiąc językiem „Big Brother”, został on zaproszony przez premiera Buzka do pokoju zwierzeń i nominowany do wyjścia. Stało się więc to, co było nieuchronne. Cywilizowany świat nie zna takiej sytuacji, w której minister kontestuje swojego premiera i innych ministrów. Kaczyński wszedł do rządu Buzka, mając do załatwienia własny interes polityczny. Jego celem była budowa osobistej popularności i stworzenie własnego zaplecza politycznego. Na tle mało decyzyjnego szefa rządu musiał robić
Pytania bez odpowiedzi
Mimo lata i okresu wakacyjnego nastroje społeczne są kiepskie. Coraz szersze jest morze społecznej apatii, bierności i zniechęcenia. Bardzo utyskują na te nastroje politycy obozu władzy. Ale to fałszywy lament. Bo przecież nie kto inny, tylko oni mają najbardziej pustoszący wpływ na to, co się w Polsce stało. A stało się tak, że na naszych oczach zacierają się różnice między stróżami prawa a przestępcami. Widać to choćby po kolejnych aresztowaniach policjantów i funkcjonariuszy UOP współdziałających z przestępcami. Zacierają się różnice między
Władza daje… kontrakty
Gdzieś się rządowi zagubiła jedna z reform. Trzy lata po zmianie mapy administracyjnej kraju reforma samorządowa ciągle pozostaje nie zrealizowanym zapisem intencji. A plany były ambitne. Zapowiadano, że Polska będzie silna samorządami, że społeczności lokalne naprawdę poczują, co znaczy być u siebie. Że dostaną dużą porcję władzy i odpowiedzialności za to, co się dzieje na ich terenie. Drogą do tego miała być decentralizacja administracji i finansów publicznych. Zamiast tego nastąpiła decentralizacja zadań. Rząd i jego
Kpiny z prawa i sprawiedliwości
Bandyci, którzy zdemolowali stadion warszawskiej Legii i kamieniami tłukli policjantów, są już na wolności. Paru z nich zapłaci po 300 zł grzywny i przez jakiś czas nie będzie mogło oglądać meczów Legii. Gdy rok temu miały miejsce podobne ekscesy, minister sprawiedliwości, Lech Kaczyński, zapowiedział, że trzeba będzie zmienić prawo, bo nie można bezkarnie bić funkcjonariuszy władzy państwowej. Obiecał też, że prokuratury będą surowiej traktowały boiskowych chuliganów. Efekt znamy. Skończyło się na słowach ministra Kaczyńskiego.
O Unii w Sejmie
Gdy tydzień temu przedstawiliśmy Państwu „Przegląd” w nowej szacie graficznej, wiadomo było, że mimo wielu przygotowań tak wielka zmiana musi mieć coś z atmosfery skoku w nieznane. Na szczęście dla nas okazało się, że w basenie, do którego skoczyliśmy, jest woda. Będziemy więc wydawać kolejne numery „Przeglądu” i wprowadzać te zmiany, o których piszecie Państwo w listach i mailach. Bardzo za nie dziękuję. Jestem wdzięczny za każdą opinię i uwagę o naszym tygodniku. Wydarzeniem tygodnia była sejmowa debata nad exposé szefa dyplomacji. Dyskusję zdominowały
Oby szczęśliwe siódemki
Z dużą tremą, ale też z nie mniejszą nadzieją na aprobatę Czytelników przedstawiam Państwu nasz tygodnik po wiosennym liftingu. Licząc od 20 grudnia 1999 r,. jest to już 77. numer „Przeglądu”. Dwie siódemki są podobno wyjątkowo szczęśliwymi cyframi. Mniej jednak liczę na magię, a bardziej na zawartość tego i kolejnych numerów. Wierzę, że kompetencja i pomysłowość naszych stałych komentatorów, felietonistów, reporterów i rysowników oczarują kolejnych Czytelników. Że do rzeszy wiernych Przyjaciół dojdzie wielu nowych, nie mniej życzliwych. Bardzo
MÓJ PRZEGLĄD
Drodzy Czytelnicy! Gdy 20 grudnia 1999 r. ukazał się pierwszy numer naszego tygodnika, zapowiedzieliśmy dość buńczucznie, że będzie to pismo, które już niebawem stanie się trwałym elementem polskiego rynku prasowego. I nie ma co ukrywać, że za tą deklaracją kryło się sporo obaw o to, jak zostaniemy przyjęci przez Czytelników. Czy nasza koncepcja wydawnicza, głoszone poglądy i pomysły redakcyjne spotkają się z Państwa aprobatą? Było przecież wiele powodów do zadawania sobie takich pytań. Startowaliśmy w niecodziennych okolicznościach. Mało
“Solidarność” odchodzi, rachunki zostają
Stało się to, co jest naturalną konsekwencją sytuacji w Polsce. Mniejszościowy rząd Jerzego Buzka od ubiegłego tygodnia jest jeszcze bardziej mniejszościowy. Pokład dryfującej łodzi rządowej opuszczają kolejni załoganci. Dzieje się to najczęściej w marnym stylu i z podawaniem przedziwnych argumentów. Nie inaczej było z decyzją Krajowej Komisji NSZZ “Solidarność” o wyjściu ze struktur AWS. Z jednej strony, zapowiedziano, że członkowie “Solidarności” nie będą już uczestniczyć we władzach organizacji politycznych ani tworzonych przez nie komitetach wyborczych, by parę zdań
23 września – i wszystko jasne
Prezydent Kwaśniewski uruchomił zegar wyborczy. Znamy już datę wyborów parlamentarnych. W niedzielę, 23 września, parę minut po 20 będziemy znali wyniki wyborów do Sejmu i Senatu. Dopiero wtedy dowiemy się też, czy obecnej większości parlamentarnej opłacało się manipulowanie regułami wyborczymi. Ze strachu przed wynikami sondaży, pokazującymi coraz powszechniejszą ucieczkę wyborców, AWS, UW i Platforma Obywatelska zmieniły metodę obliczania głosów. Stara metoda d’Hondta preferowała ugrupowania najsilniejsze. Sprawdziła się ona w czasie






